Showing posts with label śniadanie. Show all posts
Showing posts with label śniadanie. Show all posts

06 January, 2013

NIEDZIELNE GOFRY


Nie staram się omijać bloga, raczej mijam się w ogóle z komputerem ostatnio. Staram się w tym roku układać wszystko i zaplanować. Od grudnia Lu chodzi do przedszkola, chociaż więcej przebywa w domu, chora. A mimo to, tak wiele się zmieniło. Dni zaczynają nabierać rytmu, po to by za chwilę znów stać się chaosem, który trzeba będzie ogarnąć. Przede mną ciekawe perspektywy, nie zapeszam, ale miło myśleć, że lada dzień moja praca będzie też ogromną przyjemnością. Nowy Rok i nowe sprawy. Nowe sytuacje, do których trzeba na szybko dojrzeć i zaakceptować w swoim życiu. Nie składałam Wam życzeń więc przyjmijcie je teraz, spóźnione, ale szczere,  pełne nadziei, że Wasz Nowy Rok będzie dużo lepszy niż poprzedni, nie braknie Wam zdrowia, entuzjazmu i uśmiechów.

Tymczasem nasz niedzielny poranek upłynął w towarzystwie głośnych śmiechów przeplatanych kłótniami. Lu i jej starszy kuzyn szaleją odkąd otworzyli oczy, a ja rozgrzewam gofrownicę. Cała góra gofrów znika w kilka chwil. Z powidłami ze śliwek z dziadkowego ogrodu. Ja swoje zjadam z wiśniami (z tego samego ogrodu) i syropem amaretto.

Gofry nie są słodkie, poza melasą nie zawierają cukru, więc są idealne do bardziej słodkich dodatków albo...słonych, np. kremowego pikantnego twarożku z przyprawami.


Drożdżowe gofry z melasą

15 g świeżych drożdży
2 łyżki melasy
2 filiżanki (używam o poj.200 ml) mleka
2 filiżanki mąki
2 jaja, najlepiej wiejskie
1/2 filiżanki oliwy
szczypta soli

Odmierzyć pół filiżanki mleka, podgrzać i w dużej misce wymieszać z melasą. Wkruszyć drożdże, zasypać łyżką mąki i odstawić na 5-10 minut.

Jajka roztrzepać z oliwą i szczyptą soli. Odstawić.
Do zaczynu dodać resztę mleka i mąki, wymieszać, dodać masę jajeczną i dokładnie wymieszać trzepaczką, do uzyskania gładkiego ciasta bez grudek. Przykryć miskę i odstawić w ciepłe miejsce na 30-60 minut.
Rozgrzać gofrownicę i delikatnie posmarować niewielką ilością oleju (za pomocą pędzla lub spryskać). Nakładać porcje ciasta i piec kilka minut, aż ładnie się przyrumienią. Zjadać najlepiej ciepłe, z ulubionymi dodatkami. Smacznego!:)

21 October, 2011

Dyniowe placuszki na słodko


Dziś szybko i słodko. Nie za słodko, w sam raz. Dynia w mojej ulubionej odsłonie, razem z Lu potrafimy zjeść ogromną ilość takich placuszków. Idealne na śniadanie lub leniwy podwieczorek.


Placuszki dyniowe na słodko

1 szklanka drobno tartego miąższu dyni ulubionej odmiany
1/2 szklanki mleka (lub jogurtu, maślanki itp)
1 szklanka mąki
3 jaja
2 łyżki brązowego cukru (użyłam jasnego trzcinowego, można użyć miodu lub golden syrup)
1/4 łyżeczki cynamonu
1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej
1/2 łyżeczki imbiru w proszku
1/2 łyżeczka sody
szczypta soli
olej do smażenia

Suche składniki mieszamy w osobnym pojemniku (bez cukru), w misce łączymy dynię z jajkami, cukrem i mlekiem. Wsypujemy suche i dokładnie łączymy (robię to trzepaczką balonową). Rozgrzaną patelnię smarujemy cienką warstwą oleju, smażymy placuszki nakładając po łyżce masy, lekko dociskając. Smażymy na małym ogniu po ok 2 minuty z każdej strony. Gotowe placuszki odsączamy z tłuszczy na papierowym ręczniku i podajemy z ulubionymi dodatkami (u nas śmietana z cukrem, ale polecam syrop klonowy, miód, a Lubemu podpasowały nawet z chińskim sosem słodko-kwaśnym:)). Smacznego!

17 July, 2011

kto odwiedza targ staroci


Miało być ochłodzenie. Było upalnie. W niedzielny poranek nic mnie nie wygoni z łóżka. No, prawie nic. Natura szperacza wygrała, mimo upalnego poranka. Dawno nie odwiedzałam już targu staroci na wielkim placu przy Dworcu Świebodzkim. Nie znoszę tego placu, zalewu chińskich ubrań, przekrzykujących się sprzedawców i tłumu, który nie patrząc na nic spieszy do interesujących go straganów. Albo wręcz przeciwnie, snują się, nie wiedząc co obejrzeć, a co pominąć. Zupełnie blokują przejście i dmuchają innym w twarz dymem z papierosów. Niemieckie proszki i płyny do płukania, stosy marnej jakości narzędzi i dziwnych wynalazków.  Jednak ci, którzy znają tylne przejście, mają szansę pominąć cały ten zgiełk;) i powoli pooglądać sobie "starocie". Czego to ludzie nie sprzedają. Stosy rupieci, starych szmat i mocno podniszczonych książek. Ale lubię niespiesznym krokiem wędrować wzdłuż torów, gdzie na gołej ziemi lekko wcięci sprzedawcy rozkładają swoje "skarby" w nadziei, że zarobią chociaż na kolejne piwo. 


 I właśnie dzisiaj wśród zaśniedziałych widelczyków, obitych filiżanek, niewielu antyków (cudowny gramofon z muzyką bardzo retro) i wybrakowanych zabawek, ujrzałam dwie książki: Baking Handbook, Marthy Stewart oraz The handmade loaf, Dana Leparda. Za grosze. I chociaż z zakwasem w dalszym ciągu się nie zaprzyjaźniłam, to nie mogę doczekać się, aż zrobię chleb z serwatką, albo z sokiem z kiszonych ogórków. Chyba nie ma większej motywacji niż książka, która spada z nieba i piękne zdjęcia cudownych, domowej roboty bochenków z różnych krajów Europy. I najrzetelniejszy przepis na zakwas jaki widziałam. Jakże się cieszę, że nie wagarowałam na lekcjach angielskiego;)



Zanim zabiorę się za bardziej skomplikowane chleby i wypieki, przedstawiam Wam tymczasem najprostszy przepis z podręcznika M. Stewart. Przepis na popovers (nie potrafię tego przetłumaczyć:)). Mocno jajeczne ciasto, które rośnie jak szalone, przybierając dziwaczne kształty. Amerykański przysmak śniadaniowy. Szczerze mówiąc, gdy wlewałam rzadkie ciasto do foremek, nie wierzyłam, że z tego powstanie coś dobrego (że powstanie cokolwiek). Teraz wiem, że ten ekspresowy przepis zostanie ze mną na dłużej. Wystarczy wstać 35 minut wcześniej (5 minut przygotowań i 30 minut pieczenia), by pałaszować to ptysiowo-omletowe  "niewiadomoco" na śniadanie, z masłem i dżemem (ale mąż testował też wersję wytrawną, z szynką i pomidorem). Ci, którzy znają i lubią popovers pewnie korzystają z foremek specjalnie do nich przeznaczonych. Ja robiłam je pierwszy raz i użyłam zwykłej formy do muffin.


Popovers
(z Baking Handbook, M. Stewart)

1,5 szklanki mleka
1,5 szklanki mąki pszennej
6 jajek
3/4 łyżeczki soli
1,5 łyżki cukru pudru
masło do wysmarowania foremek

Piekarnik rozgrzewamy do 230 st. C. Mleko łączymy dokładnie z jajkami w misce. Wsypujemy przesianą mąkę, cukier i sól i mieszamy do powstania ciasta (będzie rzadkie), robiłam to trzepaczką balonową, można użyć miksera, ale nie należy mieszać zbyt długo, drobne grudki nie przeszkadzają. Foremki wysmarowane masłem napełniamy ciastem (ok 5 łyżek na każdą foremkę). Pieczemy 30 minut, nie otwierając piekarnika w trakcie. Ciasto powinno znacznie wystawać z foremek i mieć złotobrązowy kolor. Gotowe popovers od razu wyciągamy i podajemy jeszcze gorące, najlepiej z masłem i ulubionym dżemem. Smacznego!