Showing posts with label muffiny i bułeczki. Show all posts
Showing posts with label muffiny i bułeczki. Show all posts

25 October, 2012

DAWNO NIE PIEKŁAM MUFFINEK...


 Ciemne i mgliste poranki. Jedziemy na grzyby. Zaciągam czapkę na uszy bo w lesie chłodno i jakoś tak ponuro. Z nostalgią przyglądam się żukom i pająkom. Myślę, coraz częściej, o zimie. Niby jeszcze daleko ale czuć ją. Wiatr ma jej zapach. Dni są ciemne i wilgotne. A jesień w tym roku wydaje się być jedynie pomostem, od lata do zimy. Niezauważonym. Podobno na dniach ma spaść śnieg. Trudno mi się z tym pogodzić, bo wciąż chciałabym zakładać tylko baleriny i chustę i po prostu wyjść z domu. Wygrzewać się w słońcu. Ale słońca we Wrocławiu ostatnio jak na lekarstwo. Może przez to mam szare myśli, jakąś niepewność w sobie. Wszystko tak szybko się zmienia. Drzewa w pośpiechu rozbierają się z liści, nim wrócę do domu robi się ciemno. Przypominam sobie jak smakuje herbata. I podczas gdy J. czyści grzyby i nawleka je na nici, ja i Lu pieczemy coś słodkiego...


Muffinki są dość wilgotne i zwarte, raczej dla miłośników cięższego ciasta niż jasnych, lekkich babeczek. Nam smakują na śniadanie, z dżemem truskawkowym. Zachowują świeżość przez kilka dni, zamknięte w szczelnym pojemniku lub zawinięte w folię. Doskonale odchodzą od papilotek :)

Śmietankowe muffiny bananowo-migdałowe 
(na ok 15 - 16 sztuk)

1 1/2 filiżanki* mąki (owsianej, pszennej lub orkiszowej)
2/3 filiżanki mielonych migdałów
1/2 filiżanki otrąb owsianych + do posypania
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
2/3 filiżanki cukru trzcinowego, jasnego
1/2 filiżanki oliwy
150 g (3/4 opakowania) śmietany 36%
2 jaja
2 dojrzałe banany, obrane i rozgniecione ze szczyptą soli na masę

*w tym przepisie używam filiżanki o poj.200 ml

Piekarnik rozgrzewamy do temp. 190 st. C.
Mąkę mieszamy z proszkiem do pieczenia, migdałami i otrębami. W osobnym naczyniu mieszamy oliwę, cukier i jaja. Dodajemy do suchych składników, razem ze śmietaną i bananami i mieszamy chwilkę, tylko do połączenia składników.

Formę na muffiny wykładamy papilotkami i do każdej łyżką nakładamy ciasto, na ok 2/3 wysokości. Wierzch posypujemy odrobiną otrąb. Pieczemy przez ok 25 minut (po tym czasie patyczek wbijamy do jednej z babeczek i sprawdzamy czy się nie klei, jeśli ciasto zostaje na patyczku dopiekamy jeszcze przez kilka minut). Wyciągamy formę i odstawiamy na 5 minut, po czym wyciągamy z niej muffiny i studzimy je na kuchennej kratce. Smacznego!



19 October, 2011

Jesienne muffiny z dynią i masłem orzechowym, na deszczowe dni


Gdy wracam do domu ze zgrabną hokkaido mam w głowie miliony pomysłów na jej wykorzystanie. Ale w domu okazuje się, że w planach był jeszcze chleb, zupa i kilka rodzajów wegetariańskich kotletów. W kącie pigwy (albo owoce pigwowca?zawsze mam z tym problem) czekają na swoją kolej. Ale dynia ma pierwszeństwo. Na szybko, bo w muffinach. Podkręcam je chrupiącym masłem orzechowym. I do herbatki w słotne dni jak ten, są idealnym pocieszeniem. Zwłaszcza dzięki swej słonecznej barwie i ciepłym, jesiennym zapachu.


Dyniowe muffiny z chrupiącym masłem orzechowym
12 sztuk 

280 g mąki pszennej (1 i 3/4 szklanki)
łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli
szklanka dyni, obranej i startej na drobnej tarce
3 jajka
170 g cukru (użyłam jasnego cukru trzcinowego)
1/2 szklanki oleju roślinnego 
2 łyżeczki ekstraktu waniliowego (opcja)
masło orzechowe z kawałkami orzeszków (12 łyżeczek)
masło do nasmarowania formy

Piekarnik rozgrzewamy do 190 st. C. Formę na muffinki smarujemy masłem.
Mąkę mieszamy z proszkiem do pieczenia i solą. W dużej misce łączymy cukier z jajkami, olejem i wanilią. Mieszamy dokładnie z dynią. Dodajemy mąkę i mieszamy, ale nie za długo, tylko tyle by połączyły się składniki. Do wgłębień w formie nakładamy po łyżce masy, na wierzch układamy po łyżeczce masła orzechowego i przykrywamy pozostałym ciastem (także po łyżce). Pieczemy przez ok 25 minut (można sprawdzić patyczkiem). Wyciągamy formę i ostrożnie wyjmujemy muffiny, przekładamy je ostygnięcia na kratkę kuchenną. Można je oprószyć cynamonowym cukrem pudrem. Smacznego



01 October, 2011

Śliwki i cynamon, muffiny


Jesień. Jej początek jest wyjątkowo przyjemny. Mam ochotę spacerować całymi dniami, zaglądać na stragany, przynosić do domu kilogramy śliwek, gruszek, dyni i grzybów. Żeby zdążyć z tym wszystkim. Nacieszyć się ciepłem tych smaków zanim nadejdzie zima i znikną pełne skrzynki sprzed warzywniaków. Brak mi jednak czasu. Miałam w planach milion różnych ciast i przetworów ze śliwek. Ale muszę je zostawić na przyszły rok. W pośpiechu, między jedną ważną sprawą a drugą, robię muffinki z przepisu Marthy Stewart. Są delikatne i kruche, puszyste. I są lekarstwem na brak czasu.



Cynamonowe muffinki ze śliwkami
z przepisu M. Stewart

120 g masła, stopionego + do posmarowania
3/4 szklanki cukru + 2 łyżki (użyłam cukru trzcinowego)
3/4 łyżeczki cynamonu
2 szklanki mąki pszennej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli
szczypta gałki muszkatołowej
2 duże jaja o temp. pokojowej
łyżeczka ekstraktu waniliowego
3/4 szklanki mleka (zastąpiłam maślanką)
3 duże dojrzałe śliwki (lub kilka mniejszych), wypestkowanych i pokrojonych na małe kawałki

Piekarnik rozgrzewamy do 190 st C. Dokładnie smarujemy masłem formę na muffinki (Martha zaleca przygotowanie dziesięciu wgłębień standardowej formy, ale u mnie wystarczyło ciasta na 12).

2 łyżki cukru mieszamy z 1/4 łyżeczki cynamonu i odstawiamy. W dużej misce mieszamy mąkę, proszek, sól, gałkę i pozostały cukier i cynamon. W drugiej misce mieszamy mleko z jajkami i wanilią, a następnie z roztopionym masłem. Dodajemy mokre składniki do suchych i łączymy drewnianą łyżką lub szpatułką. Każde wgłębienie formy napełniamy ciastem do połowy wysokości. Na wierzchu układamy kawałki śliwek i przykrywamy pozostałym ciastem, wygładzając wierzch łyżką. Posypujemy wierzch cynamonowym cukrem.

Pieczemy ok 16-18 minut, albo do czasu aż muffinki urosną i nabiorą złotobrązowego koloru, a patyczek wbity w ciasto będzie czysty. Wyciągamy formę z piekarnika i odstawiamy na 5-10 minut, po czym wykładamy ostrożnie muffinki na kratkę kuchenną by przestygły. Podajemy ciepłe. Smacznego!


19 July, 2011

nie ma jagód - są borówki


Obudziłam się z przemożną chęcią upieczenia czegoś. Z owocami. Może w końcu pora zabrać się za jagodzianki? Wysłałam więc męża po jagody. Przyniósł borówki. Bo jagody ponoć zmarzły. Są brzydkie, pomarszczone i kwaśne. Mina mi zrzedła. Taką miałam ochotę na jagodzianki. Nie lubię takich niespodzianek. Postanowiłam jednak doprowadzić plan do końca. Zrobiłam ciasto drożdżowe (w tej rozpaczy zapomniałam o maśle i wcisnęłam je w ciasto, które już miało wędrować do rośnięcia;)). Z borówkami. I twarożkiem.


Przepis na ciasto drożdżowe z ziemniakami znalazłam u Liski, jakiś czas temu. Robiłam z niego już drożdżówki z malinami i rabarbarem. Jest świetne. Miękkie, puszyste i świeże nawet następnego dnia. Najlepsze do bułeczek. Dlatego zawsze wszystkim polecam ten przepis i póki co, nie korzystam z innego.


Drożdżówki z serem i borówkami

450 g mąki pszennej (użyłam więcej, ok 510 g )
250 ml mleka
100 g cukru
100 g masła (użyłam miękkiego, ale może być stopione)
7 g drożdży instant 
120 g ugotowanych, dokładnie utłuczonych ziemniaków
pół łyżeczki soli
cukier waniliowy (dałam łyżkę cukru z prawdziwą wanilią)

nadzienie:
100 g białego twarogu
2 łyżki cukru pudru
kilka łyżek jogurtu naturalnego
łyżka soku z cytryny
ok 250 g borówek lub innych owoców (maliny, jeżyny, porzeczki - co kto lubi)

jajko do posmarowania

opcjonalnie: lukier z 1/2 szklanki cukru pudru oraz soku z 1/2 cytryny

Drożdże mieszamy z cukrem i kilkoma łyżkami mleka. Dodajemy łyżkę mąki i odstawiamy na 15 minut. Dodajemy pozostałe składniki i wyrabiamy ciasto. Powinno być elastyczne i nie klejące do rąk. Formujemy kulę i umieszczamy ciasto w misce, przykrywamy i odstawiamy do wyrośnięcia (ciasto rośnie bardzo dobrze, powinno podwoić objętość w przeciągu godziny). 

Twarożek rozdrabniamy widelcem z cukrem pudrem, dodajemy sok z cytryny i jogurt, mieszamy i odstawiamy w chłodne miejsce.

Z wyrośniętego ciasta formujemy niewielkie bułeczki, lekko je spłaszczamy i układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, w odstępach, ponieważ urosną (z podanej ilości ciasta wychodzi ok 14 bułeczek). Spodem małej szklaneczki zanurzonej w mące robimy wgłębienie w każdej bułeczce. Nakładamy w nie po ok 2 łyżeczki twarożku i układamy owoce. Brzegi bułeczek smarujemy jajkiem rozmąconym z kilkoma łyżeczkami wody. Zostawiamy bułeczki do wyrośnięcia na ok 30 minut (zostawiłam na krócej) i rozgrzewamy piekarnik do 200 st. C. 

Wstawiamy blachę do nagrzanego piekarnika i pieczemy drożdżówki ok 15-20 minut. Wystudzone można polukrować. Smacznego!


przepis dzięki przypomnieniom Olcika dołączam do akcji Jagodowo Nam 3 :)


17 July, 2011

kto odwiedza targ staroci


Miało być ochłodzenie. Było upalnie. W niedzielny poranek nic mnie nie wygoni z łóżka. No, prawie nic. Natura szperacza wygrała, mimo upalnego poranka. Dawno nie odwiedzałam już targu staroci na wielkim placu przy Dworcu Świebodzkim. Nie znoszę tego placu, zalewu chińskich ubrań, przekrzykujących się sprzedawców i tłumu, który nie patrząc na nic spieszy do interesujących go straganów. Albo wręcz przeciwnie, snują się, nie wiedząc co obejrzeć, a co pominąć. Zupełnie blokują przejście i dmuchają innym w twarz dymem z papierosów. Niemieckie proszki i płyny do płukania, stosy marnej jakości narzędzi i dziwnych wynalazków.  Jednak ci, którzy znają tylne przejście, mają szansę pominąć cały ten zgiełk;) i powoli pooglądać sobie "starocie". Czego to ludzie nie sprzedają. Stosy rupieci, starych szmat i mocno podniszczonych książek. Ale lubię niespiesznym krokiem wędrować wzdłuż torów, gdzie na gołej ziemi lekko wcięci sprzedawcy rozkładają swoje "skarby" w nadziei, że zarobią chociaż na kolejne piwo. 


 I właśnie dzisiaj wśród zaśniedziałych widelczyków, obitych filiżanek, niewielu antyków (cudowny gramofon z muzyką bardzo retro) i wybrakowanych zabawek, ujrzałam dwie książki: Baking Handbook, Marthy Stewart oraz The handmade loaf, Dana Leparda. Za grosze. I chociaż z zakwasem w dalszym ciągu się nie zaprzyjaźniłam, to nie mogę doczekać się, aż zrobię chleb z serwatką, albo z sokiem z kiszonych ogórków. Chyba nie ma większej motywacji niż książka, która spada z nieba i piękne zdjęcia cudownych, domowej roboty bochenków z różnych krajów Europy. I najrzetelniejszy przepis na zakwas jaki widziałam. Jakże się cieszę, że nie wagarowałam na lekcjach angielskiego;)



Zanim zabiorę się za bardziej skomplikowane chleby i wypieki, przedstawiam Wam tymczasem najprostszy przepis z podręcznika M. Stewart. Przepis na popovers (nie potrafię tego przetłumaczyć:)). Mocno jajeczne ciasto, które rośnie jak szalone, przybierając dziwaczne kształty. Amerykański przysmak śniadaniowy. Szczerze mówiąc, gdy wlewałam rzadkie ciasto do foremek, nie wierzyłam, że z tego powstanie coś dobrego (że powstanie cokolwiek). Teraz wiem, że ten ekspresowy przepis zostanie ze mną na dłużej. Wystarczy wstać 35 minut wcześniej (5 minut przygotowań i 30 minut pieczenia), by pałaszować to ptysiowo-omletowe  "niewiadomoco" na śniadanie, z masłem i dżemem (ale mąż testował też wersję wytrawną, z szynką i pomidorem). Ci, którzy znają i lubią popovers pewnie korzystają z foremek specjalnie do nich przeznaczonych. Ja robiłam je pierwszy raz i użyłam zwykłej formy do muffin.


Popovers
(z Baking Handbook, M. Stewart)

1,5 szklanki mleka
1,5 szklanki mąki pszennej
6 jajek
3/4 łyżeczki soli
1,5 łyżki cukru pudru
masło do wysmarowania foremek

Piekarnik rozgrzewamy do 230 st. C. Mleko łączymy dokładnie z jajkami w misce. Wsypujemy przesianą mąkę, cukier i sól i mieszamy do powstania ciasta (będzie rzadkie), robiłam to trzepaczką balonową, można użyć miksera, ale nie należy mieszać zbyt długo, drobne grudki nie przeszkadzają. Foremki wysmarowane masłem napełniamy ciastem (ok 5 łyżek na każdą foremkę). Pieczemy 30 minut, nie otwierając piekarnika w trakcie. Ciasto powinno znacznie wystawać z foremek i mieć złotobrązowy kolor. Gotowe popovers od razu wyciągamy i podajemy jeszcze gorące, najlepiej z masłem i ulubionym dżemem. Smacznego!




10 June, 2011

Słodko-kwaśny


Kolejna odsłona rabarbarowa. I kolejna drożdżowa. Na pocieszenie. Jestem już w domu, we Wrocławiu. Tutaj upały są bardziej męczące niż w lesie. A gdy wieczorem otwieram okno, słychać tylko samochody i tramwaje. Ciężko mi się przestawić. Nie budzą mnie ptaki (czy wspominałam Wam, że mały szpaczek skończył marnie podczas próby lotu? Za sprawą kocura).Odwiedzam "swój" warzywniak. Ucinam pogawędkę z właścicielem. Biorę rabarbar chociaż jeszcze nie wiem co z niego zrobię...Czasem tak mam. 

Osobiście rabarbar jest dla mnie idealnym mężem dla drożdżówki. Na wszelki wypadek kupiłam więc także drożdże. Przydały się. Gorący wiatr pochyla drzewa za oknami. Słońce raz jest, raz się chowa. Jak Lu pod moją sukienką, gdy mieszam na patelni dżem rabarbarowy. 


Dżem rabarbarowy z wanilią
1 kg rabarbaru
150 cukru wymieszanego z ziarnami z jednej laski wanilii (ja użyłam po prostu gotowego cukru z wanilią, aromatyzowanego bourbonem)

Rabarbar dokładnie myjemy, odcinamy końce (częściowo go obrałam, ale nie jest to konieczne). Kroimy na kawałki szerokości ok 1 cm. Zasypujemy cukrem i czekamy, aż puści sok. Duży rondel z grubym dnem lub patelnię rozgrzewamy i wrzucamy owoce. Jeśli soku jest mało można podlać odrobiną wody. Mieszamy i smażymy, aż owoce zmiękną i powstanie gęsty dżem. Przekładamy gorący dżem do wyparzonych słoiczków (zapełniłam dwa słoiczki po konfiturach o poj.250 g). Zamykamy i zostawiamy do wystygnięcia. Nie pasteryzowałam dżemu, bo takie dwa małe słoiczki szybko znikną;) Prawie cały jeden idzie do bułeczek:


Bułeczki zniknęły w ekspresowym tempie. Osobiście wolę je od tradycyjnych drożdżówek, są delikatne, bardzo miękkie. Kwaskowatość dżemu idealnie równoważy słodycz chrupiącej cukrowej posypki. Kiedy robiłam te bułki, na chwilę zapomniałam, że za oknem widać centrum miasta, a nie sosnowy las. Pocieszające. I pyszne.


Bułeczki z dżemem rabarbarowym 

500 g mąki pszennej, przesianej
20 g świeżych drożdży (lub łyżeczka suszonych)
200 ml letniego mleka
120 g stopionego masła
100 g cukru
50 g cukru z wanilią (jeśli używamy paczuszki zwykłego cukru waniliowego, wtedy normalnego cukru dajemy 140 g)
2 jajka
dżem rabarbarowy do wypełnienia


Do letniego mleka wkruszamy drożdże, dodajemy łyżeczkę cukru i łyżkę mąki, mieszamy do rozpuszczenia drożdży, odstawiamy na kilka - kilkanaście minut do uaktywnienia. Resztę mąki i cukru mieszamy w dużej misce. Dodajemy jedno całe jajko i jedno żółtko. Dodajemy zaczyn i stopione masło. Wyrabiamy ciasto, powinno być sprężyste i gładkie, ale dość klejące. Przykryte ściereczką zostawiamy do wyrośnięcia na ok 60 minut.

Po tym czasie z ciasta formujemy małe bułeczki (wcześniej dłonie smarujemy lekko olejem, by się nie kleiło). Spłaszczamy je dłonią, nakładamy ok 2 łyżeczek dżemu i zlepiamy spód (najpierw jak pieroga, a potem brzegi do środka, ciasto jest plastyczne, nie powinno być z tym problemu). Układamy na dużej blasze w odstępach. Ulepione bułeczki smarujemy roztrzepanym pozostałym białkiem i posypujemy mieszanką cukru zwykłego i waniliowego.

Odstawiamy jeszcze do wyrośnięcia na czas rozgrzania piekarnika (do 190 st C.). Pieczemy ok 20-25 minut. Smacznego!

15 May, 2011

drożdżówki i konwalie


W dniu, w którym przywiozłam z targu rabarbar zakwitły konwalie. Umówiłam się z nimi dzisiaj na zdjęcia, ale pogoda popsuła nam plany. Od rana leje jak z cebra. Do porannej herbaty została jedna drożdżówka. Do podziału na dwie pary małych rączek (w końcu pomagały mi je robić). I dla mnie kawałeczek. Z odrobinką kwaśnego rabarbaru. Niech za oknem konwalie mokną. My zrobimy przedstawienie. Albo kolejną porcję bułeczek...


Drożdżówki z miodowym rabarbarem i kruszonką*

Składniki:
  • ok 600 g rabarbaru
  • 3 łyżki miodu
  • 500 g mąki (użyłam trochę więcej)
  • 50 g drożdży
  • 3/4 szklanki mleka
  • 2/3 szklanki cukru
  • 3 jajka
  • 70 g masła (stopionego)
kruszonka:
  • 50 g mąki
  • 50 g mielonych migdałów
  • 50 g zimnego masła
  • 50 g cukru
  • dodatkowo: rozmącone jajko do smarowania
    Rabarbar obrać, pokroić w kostkę, wrzucić na patelnię lub do rondla o grubym dnie. Wlać łyżkę wody i miód, podsmażać, aż woda odparuje, ale nie za długo, by rabarbar się nie rozpadł. Odstawić do wystygnięcia.

    Podgrzać mleko, rozpuścić w nim drożdże z łyżką cukru, przykryć i odstawić by "ruszyły". Jajka roztrzepujemy z cukrem, dodajemy stopione masło i drożdże z mlekiem. Do masy wsypujemy mąkę i wyrabiamy ciasto (można użyć trochę więcej mąki, ale ciasto powinno być lekko luźne). Przykrywamy i odstawiamy do wyrośnięcia (mi na słonku rosło pół godziny).

    Piekarnik rozgrzewamy do 180 st. C.
    Z wyrośniętego ciasta formujemy drożdżówki (ręce warto obsypać mąką). Układamy je w odstępach na dużej blasze wysypanej mąką. Spodem szklanki zanurzonej w mące robimy w każdej bułce wgłębienia, w które nakładamy rabarbar z odrobiną syropu jaki powstał przy smażeniu. Boki bułeczek smarujemy rozmąconym jajem.

    Ze składników na kruszonkę zagniatamy szybko okruszki i posypujemy nimi bułeczki. Pieczemy 25 minut. Smacznego!


    * Moi drodzy, to ważne! 
    Przepis na ciasto drożdżowe znalazłam jakiś czas temu na którymś blogu, przepisałam do swojego przepiśnika i na śmierć zapomniałam gdzie go znalazłam. Jeśli więc wiecie kto jest autorem powyższego przepisu na ciasto drożdżowe, jak najszybciej mnie poinformujcie, abym mogła wpisać źródło! Z góry dziękuję Wam za pomoc.

    27 January, 2011

    wieczorny głód i muffiny dla męża


    Dopadł nas wieczorny głód i wieczorna pustka lodówkowa. Pozostała tylko improwizacja. Zrobiłam już trochę muffinów, ale nigdy wytrawnych. Mój luby słodkich nie rusza (dziwny to człowiek, nie rozumiem, jak można nie lubić słodyczy...) za to takimi pikantnymi nie pogardził. Zrobiliśmy mały eksperyment, jak widać udany, skoro dzielę się z Wami efektem. Mieliśmy pomidory w puszce, przeszukałam sieć i książkę "Muffiny" w poszukiwaniu takich, które owe pomidory zawierają. Nie znalazłam niczego, co przykułoby moją uwagę (szukałam nieuważnie, bo byłam bardzo głodna;)). Zaczęliśmy działać i niecałą godzinę później zajadaliśmy się świetną przekąską (a kilka muffinów mąż spokojnie mógł zabrać do pracy drugiego dnia). 

    Muffiny pomidorowo-ziołowe
    Składniki:
    • 1,5 szklanki mleka
    • 0,5 szklanki maślanki (wydaje mi się, że nie jest to warunkiem koniecznym;))
    • puszka pomidorów krojonych (lekko odsączone z najrzadszego soku)
    • 2 jajka
    • 1/3 szklanki oliwy
    • łyżeczka cukru
    • 2 łyżeczki soli (daliśmy 3 i były dość słone, ja akurat lubię, ale można dać nieco mniej)
    • 2 szklanki mąki (pół szklanki zastąpiliśmy razową)
    • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
    • czubata łyżka ziół prowansalskich + łyżeczka rozmarynu
    • łyżeczka pieprzu ziołowego
    • łyżeczka suszonych płatków papryki (lub papryka słodka w proszku)
    • pół łyżeczki cayenne 
    • niewielki pęczek szczypiorku z cebulką, posiekane
    • siemię lniane i rozmaryn do posypania
    Formę do muffinów wykładamy papilotkami, dno każdej podsypujemy siemieniem. Piekarnik rozgrzewamy do 180 st. C. Mleko i maślankę roztrzepujemy z jajkami, wmieszamy olej, pomidory i cukier. Mąkę przesiewamy, mieszamy z proszkiem do pieczenia, solą, pieprzem, papryką i ziołami. Łączymy mokre składniki z suchymi i mieszamy krótko, tylko tyle, by powstało ciasto.Dodajemy szczypiorek. Rozkładamy ciasto do papilotek (wyszło nam 12 większych sztuk), na wierzch każdej sypiemy odrobinę siemienia i rozmarynu. Pieczemy ok 25-30 min. (można sprawdzić patyczkiem, ale będzie on leciutko lepki z powodu pomidorów). Po upieczeniu studzimy troszkę muffiny (łatwiej odejdą od papilotek). Nam smakowały z...majonezem :-)

    10 November, 2010

    Na niepogodę słodycz chałwy?

    Czemu nie...problem w tym, że nie miałam w domu chałwy. Ani odrobinki. A muffiny chałwowe chodziły za mną od dawna. Stałam w kuchni niczym Pomysłowy Dobromir z irytującą pomarańczową kulką walącą w głowę. Niby myśl. No i wymyśliłam. Sięgnęłam po słoiczek z olejem sezamowym (tahini). Wymieszać z cukrem i domowa chałwa gotowa. Do muffin użyłam go zamiast zwykłego oleju. I to był strzał w dziesiątkę...


    Chałwowe muffiny z gruszką i sosem muscovado
    Składniki:
    • 1 dorodna gruszka (lub dwie mniejsze)
    • 2 łyżki soku z cytryny
    • 250 g mąki
    • 90 g fruktozy (lub trochę więcej zwykłego cukru)
    • łyżeczka sody oczyszczonej (lub proszku do pieczenia)
    • 80 ml pasty sezamowej tahini
    • jajko
    • 250 ml jogurtu naturalnego lub maślanki
    • kilka kropel esencji waniliowej (niekoniecznie)
    Sos:
    • 2 łyżki (kopiaste) ciemnego cukru trzcinowego muscovado
    • łyżka wody
    • łyżeczka miodu (niekoniecznie)
    • do posypania uprażone i posiekane orzechy (ja użyłam nerkowca)
    Piekarnik rozgrzewamy do 180 st.C. Papilotki układamy w formie do muffinek (12 sztuk). Gruszkę myjemy, obieramy, wykrawamy gniazdo nasienne, kroimy w kostkę i skrapiamy sokiem z cytryny. Mąkę mieszamy z sodą. W dużej misce roztrzepujemy jajko, mieszamy z fruktozą, pastą sezamową i jogurtem, dodajemy wanilię i gruszki, mieszamy. Łączymy masę z mąką (ciasto wychodzi dosyć gęste). Nakładamy do papilotek. Pieczemy ok 30 min. Po upieczeniu zostawiamy w piekarniku 5 min, potem wyciągamy i studzimy. W tym czasie robimy sos: cukier z wodą i miodem wstawiamy na niewielki ogień i gotujemy, aż lekko zgęstnieje. Polewamy nim wystudzone babeczki i posypujemy orzechami. Smacznego!

    03 October, 2010

    babeczki cud malina plus cytryna ;)

    Coś lekkiego. Coś słodkiego. I oczywiście szybkiego. W momentach takiego pragnienia dziękuję temu, kto wymyślił babeczki. Niedawno robiłam babeczki z ciasta maślankowego (przepis oczywiście się pojawi). Dziś pomyślałam o jogurcie. No i pożyczyłam przepis stąd. Nie miałam jednak masła, więc użyłam oleju. I dodałam babeczkom cytrynowej nutki. A owoce? Bez nich byłoby...nudno:) Konfitury, konfitury...Wybór padł. Malina stała się zatem wisienką...na torcie. Kropką nad "i".


    Składniki: 
    • 150 ml jogurtu naturalnego
    • 3 jajka
    • 175 g cukru
    • 200 g mąki
    • szczypta soli
    • łyżeczka proszku do pieczenia
    • łyżeczka sody
    • 100 ml oleju
    • kilka kropel olejku cytrynowego
    • konfitura malinowa
    Formę do babeczek wykładamy papilotkami. Ja używam formy do muffinów, więc wychodzi ich 12. Piekarnik nagrzewamy do 175 stopni. Rozkłócone jajka mieszamy z jogurtem, olejem i zapachem. Osobno mieszamy suche składniki, dodajemy do nich masę jogurtową i łączymy składniki łyżką. Wykładamy połowę ciasta do papilotek, następnie na każdej wykładamy po łyżeczce konfitury i przykrywamy resztą ciasta. Można nałożyć na wierzch jeszcze po łyżeczce konfitury, ja tak zrobiłam. Pieczemy ok 20 minut, po wystudzeniu można posypać wierzch babeczek cukrem pudrem (wolę go od polewy, jaka jest w oryginalnym przepisie). Smacznego!


    15 September, 2010

    muffinki z borówkami i białą czekoladą

    Od czasu do czasu każda mama powinna zrobić babeczki. Miękkie, wilgotne, owocowe. Dla Człowieczka to pierwszy raz. Swoją drogą pamiętam jak mówiliśmy do niej "Muffinko". Plamy po borówkach raczej nie zejdą...ale myślę, że Człowieczek o to nie dba. Jaka to cena za tyle frajdy? Żadna. Przepis podstawowy od Nigelli oczywiście. Z drobnymi zmianami, oczywiście. Najprostszy, najszybszy i najmniej pracochłonny. Rzec by można: wcale...


    Składniki:
    • 250 g mąki pszennej
    • pół szklanki fruktozy
    • tabliczka białej czekolady (ja użyłam Alpen Gold Bourbon-Wanilia)
    • pół łyżeczki sody
    • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
    • 250 ml mleka
    • 90 ml oleju
    • jajo
    • olejek waniliowy
    • ok 200 g borówek amerykańskich
    Suche składniki mieszamy w dużej misce, w osobnej łączymy mleko z olejem, jajkiem i kilkoma kroplami wanilii. Dodajemy mokre do suchych, łączymy składniki, ale niezbyt dokładnie, grudki nie przeszkadzają, a wręcz są pożądane. Do powstałego ciasta dodajemy borówki i posiekaną czekoladę, delikatnie łączymy. Łyżką nakładamy masę do ułożonych w formie papilotek. Pieczemy przez 20 minut w 200 stopniach.


    Ja w ramach jeszcze większej zabawy zrobiłam polewę z białej czekolady i posypałam cukrowymi perełkami.