Showing posts with label ciasta z owocami. Show all posts
Showing posts with label ciasta z owocami. Show all posts

28 October, 2012

KRUCHE, JESIENNE CZY...ZIMOWE?



Ostatnio żyję w ciągłym niedoczasie. Dostaliśmy w prezencie jedną godzinę. Na co? To zależy od nas samych. Można dłużej pospać. Ale z dziećmi niemal nigdy się to nie udaje. Na zabawę z nimi? Patrzę na dom wywrócony do góry nogami, słyszę ich radosne okrzyki - nie potrzebują towarzystwa. Pod naszą kamienicą kręcą film: z ulicy zniknęły wszystkie samochody, teraz czas się cofnął, bo widać tam tylko kilka takich retro. Słońce rozpuściło resztki śniegu na parapecie. Dodatkowa godzina mija niezauważenie. Podobnie jak wszystkie ostatnio. Milion rzeczy do zrobienia. Stos książek do przeczytania. Setki przepisów do wypróbowania. Ogórki na pikle żółkną. Małe, czerwone jabłuszka (z wujkowego ogrodu) nie mogą doczekać się obiecanej szarlotki. Ale kiedy ostatecznie decyduję się nad nimi zlitować, lądują w tartaletkach. Kruchych i...jesiennych? Ani śladu po śniegu za oknem. Kamień z serca. Więc jeszcze jesiennych...


Kruche ciasto na tartaletki zrobiłam z dodatkiem prażonej mąki z amarantusa. Można podobno zastąpić nią do 20% zwykłej mąki, ale ja dałam jej jeszcze więcej. Śmiało więc eksperymentujcie. A jeśli odrzuca Was zapach amarantusa, przeczekajcie, po upieczeniu nabiera orzechowego, delikatnie wyczuwalnego smaku.


Amarantusowe tartaletki z jabłkiem i żurawiną
na ok 15 sztuk

150 g mąki pszennej
60 g mąki z amarantusa
50 g cukru trzcinowego
80 g  zimnego masła, pokrojonego
1 jajko

ok 4-5 małych jabłek
łyżka cukru + odrobina do posypania
łyżeczka cynamonu
mała garść suszonej (lub świeżej) żurawiny

Piekarnik rozgrzewamy do 180 st. C.
Obie mąki mieszamy z cukrem i posiekanym masłem, wyrabiamy "okruchy", dodajemy jajko i szybko zagniatamy ciasto i zawijamy w folię, chłodzimy w lodówce.

W tym czasie przygotowujemy prażone jabłka: obieramy i kroimy w kostkę, wrzucamy razem z cukrem i cynamonem na suchą patelnię, smażymy na średnim ogniu, niezbyt długo, często, ale bardzo delikatnie mieszając, aby odparować wodę, ale zachować kostki jabłek - nie mogą się rozpadać. Przed końcem smażenia dodajemy żurawinę (jeśli używamy świeżej dodajemy ją razem z jabłkami, suszona wrzucona na koniec wchłonie resztki soku). Odstawiamy na chwilę do wystygnięcia.

Foremki na tartaletki smarujemy dokładnie olejem. Schłodzone ciasto wałkujemy na posypanej mąką stolnicy na grubość ok 0,5 cm. Foremkami wykrawamy ciasto i wypełniamy foremki, lekko dociskając. Układamy foremki na blacie lub ruszcie do pieczenia i pieczemy ok 10 minut. Podpieczone napełniamy owocami, posypujemy szczyptą cukru i ponownie dopiekamy przez ok 15-20 minut. Gotowe babeczki studzimy chwilkę w foremkach, następnie delikatnie wyciągamy (powinny łatwo odchodzić od blaszek) i studzimy całkiem na kratce kuchennej. Smacznego!



18 January, 2012

Jabłka, rozmaryn i francuski przyjaciel


Zrobienie tego prostego deseru to dosłownie chwilka. Jeśli macie w lodówce ciasto francuskie i masło, a poza tym kilka jabłek, to już jest dobrze. Idealnie jeśli macie też rozmaryn. Nadaje temu deserowi przyjemny, świeży aromat, właściwie to cały charakter deseru tkwi właśnie w nim. Można go oczywiście zastąpić suszonym, ale to już nie to samo. Smacznego!



Jabłka z rozmarynem pod francuskim ciastem

opakowanie ciasta francuskiego (ok 250 - 300 g)
4-5 dużych jabłek
50 g masła + odrobina do formy
2-3 łyżki cukru (płaskie) + odrobina do posypania
łyżka posiekanych igieł rozmarynu
rozkłócone jajko do posmarowania

Piekarnik rozgrzewamy do 210 st. C.
Jabłka obieramy i kroimy w większą kostkę. Na patelni powoli roztapiamy masło, dodajemy cukier i smażymy, aż delikatnie zbrązowieje, dodajemy jabłka i często (ale ostrożnie) mieszamy, by pokryły się powstałym syropem. Dodajemy rozmaryn, mieszamy i przekładamy do formy wysmarowanej masłem (najlepiej do ceramicznej formy do zapiekania, lub kilku mniejszych kokilek). Wierzch przykrywamy ciastem francuskim, brzegi zawijamy dowolnie, do środka, lub oklejamy brzegi na zewnątrz. Jeśli zostają skrawki ciasta, można wyciąć dekoracyjne wzorki (ja nie miałam tyle czasu;)). Wierzch w kilku miejscach nakłuwamy widelcem, smarujemy jajkiem i oprószamy cukrem. Pieczemy ok 20-30 minut, do zrumienienia ciasta. Najlepiej smakuje na ciepło, polecam z ubitą śmietaną, ale solo też jest pyszne;)


26 October, 2011

Pigwa feat. lemon curd, czyli hit drożdżowy


O pigwę nietrudno. Sprzedają ją na allegro, a czasem oddają za darmo na innych portalach. Może sami macie ją w ogrodzie, albo mają ją Wasi sąsiedzi lub bliscy. Ja swoje dostałam od wujka, na jego działce rosły sobie zapomniane, w tamtym roku się spóźniłam, w tym udało się kilka dostać. Miałam wielką ochotę na ciasto drożdżowe z pigwową marmoladą. Bo wieki całe nie jadłam pigwy. I drożdżówki też;) Bardzo lubię ten przepis na ciasto, kiedyś gdzieś go wyszperałam i zapisałam ze swoimi zmianami. Dzisiaj znów go zmieniłam, ponieważ nie miałam golden syrup, użyłam czarnej melasy i ciasto po upieczeniu miało piękny bursztynowy kolor. Więc będzie to zmiana na stałe. A pomysł na kruszonkę znalazłam kiedyś u Liski i często jej używam, zmieniając tylko rodzaj orzechów albo ciastek. Zamiast klasycznego ciasta zrobiłam zawijaniec z marmoladą z pigwy i lemon curd, które zalegało w lodówce. Efekt mnie powalił, to najlepsza drożdżówka jaką kiedykolwiek jadłam, będę do niej często wracać. Wam również polecam. Zatem po kolei:


Marmolada z pigwy
składniki na 1 słoiczek


1 kg pigwy (u mnie były to 3 duże owoce)
1/2 szklanki trzcinowego cukru
2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
1 szklanka wody

Pigwę myjemy, obieramy i ścieramy na tarce, wrzucamy na dużą patelnię razem z cukrem i wodą i dusimy, aż pigwa pod naciskiem łyżki będzie się rozpadać, a woda wyparuje. Dodajemy ekstrakt i smażymy jeszcze kilka minut, dokładnie mieszając. Przekładamy do wyparzonego słoiczka. Studzimy i chowamy do lodówki (jeśli nie zamierzamy zużyć marmolady w ciągu tygodnia, pasteryzujemy).


Cytrynowa drożdżówka z pigwą i orzechową kruszonką

Ciasto:

500 g mąki pszennej
50 g masła + do smarowania
7 g drożdży instant
3 łyżki golden syrup (zamieniłam na melasę i polecam, bo ciasto ma wtedy piękny karmelowy kolor)
skórka otarta drobno z jednej niewielkiej cytryny (tylko żółta zewnętrzna część)
płaska łyżeczka soli
300 ml ciepłego mleka

Nadzienie:

3 kopiate łyżki lemon curd
słoiczek marmolady pigwowej z powyższego przepisu

Kruszonka:

100 g pokruszonych herbatników
50 g miękkiego masła
50 g orzechów (użyłam włoskich)

Mąkę zagniatamy z masłem, aż powstaną okruchy, dodajemy drożdże, syrop, mleko, skórkę cytrynową i sól, mieszamy do połączenia składników i przekładamy ciasto na stolnicę podsypaną mąką. Wyrabiamy miękkie i elastyczne ciasto. Formujemy kulę i wkładamy ją do miski wysmarowanej masłem, przykrywamy i odkładamy do wyrośnięcia na godzinę w ciepłe miejsce. Wyrośnięte ciasto wałkujemy na omączonej stolnicy w duży prostokąt (ale bez przesady, mnie wyszedł owal i było ok;))


Rozwałkowane ciasto smarujemy równomiernie lemon curdem. Następnie nakładamy łyżką porcje marmolady i dociskając dłonią pokrywamy nią ciasto.


Ciasto zawijamy w rulon od dłuższego brzegu. Wałek delikatnie rozciągamy i składamy w podkowę.


Przekładamy końce zaplatając ciasto jak na zdjęciu i delikatnie przekładamy do formy nasmarowanej masłem. Zostawiamy do ponownego wyrośnięcia na 30-40 minut.

Piekarnik rozgrzewamy do 200 st. C. Przygotowujemy kruszonkę miksujące pokruszone herbatniki z orzechami (ja tylko drobno posiekałam orzechy), zagniatamy z miękkim masłem. Można schłodzić. Wyrośnięte ciasto smarujemy mlekiem i obficie posypujemy kruszonką. Pieczemy ok 40-45 minut. Wyciągamy ciasto i zostawiamy do całkowitego wystygnięcia. Smacznego!:)


08 October, 2011

Gruszki solo czy w cieście?












Jakie lubicie gruszki? Miękkie i soczyste? Czy te twarde, których kęs z trzaskiem się odrywa po ugryzieniu? Ja lubię te miękkie, dojrzałe i słodkie, z "ziarnistą" fakturą miąższu. Pamiętam czasy dzieciństwa kiedy kończyły się wakacje i na pocieszenie kradliśmy sąsiadowi gruszki. Siadaliśmy na płocie albo murku, gdy zbliżał się wieczór i opychaliśmy nimi bez końca, wracając potem do domu z bólem brzucha. W tamtym czasach nie wyobrażałam sobie gruszek w innej postaci. Gruszki w cieście, w winie, w czekoladzie to była abstrakcja, a poniekąd w naszych dziecięcych umysłach także profanacja. Wytarcie owoców w koszulkę (która po całym dniu zabaw na dworze z pewnością czystością nie grzeszyła) wystarczało za umycie pod bieżącą wodą. Wszystko było takie proste. Jak rzucanie ogryzka w trawę. Jak mycie zębów pastą o smaku coli. Jak kakao i bułka z dżemem na śniadanie.  Jak fikołki na trzepaku i gra w "dwa ognie". Proste jak placek, wyczarowany przez babcię w kilka chwil.


Nie jestem babcią i nieprędko będę. Ale jestem mamą i wiem co cieszy dzieci. Też umiem wyczarować prosty placuszek. Z gruszkami. Z kakao. I z dżemem. To przepis na ekspresowe ciasto, które po upieczeniu jest lekko wilgotne, miękkie i bardzo dobre również drugiego dnia. Ale nie jest duże, więc często nie doczekuje kolejnego dnia;) Taki placek w sam raz gdy przyjdzie ochota na coś słodkiego lub gdy mamy niespodziewanych gości.


Imbirowy placek z gruszkami

szklanka mąki pszennej, przesianej
łyżka kakao
1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/4 łyżeczki soli
1/2 szklanki mleka
2 małe jajka
1/2 szklanki brązowego cukru (użyłam dark muscovado)
1/4 szklanki oliwy
4-5 łyżek imbirowego dżemu
2 nieduże gruszki, pokrojone wzdłuż na 0,5 cm plasterki
do posypania: 2 łyżki cukru pudru zmieszane z 1/2 łyżeczki imbiru w proszku

Piekarnik rozgrzewamy do 190 st. C. W dużej misce mieszamy mąkę z proszkiem, kakao i solą. W drugiej misce trzepaczką łączymy dokładnie mleko z jajkami, następnie dodajemy dżem i cukier oraz olej. Dobrze połączone mokre składniki wlewamy do suchych i mieszamy drewnianą łyżką lub szpatułką. Masę przelewamy do tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia (wyłożyłam dno, boki posmarowałam oliwą). Na wierzchu układamy plasterki gruszek tak, by nachodziły na siebie. Pieczemy ok 35-40 minut (patyczek wbity w ciasto powinien być suchy).

Po wyciągnięciu odkładamy ciasto do ostygnięcia w formie przez 5 minut, potem odpinamy formę i pozostawiamy placek do całkowitego ostygnięcia na kratce kuchennej. Posypujemy imbirowym cukrem pudrem. Smacznego:)



16 September, 2011

Dwa kilogramy antonówek


Uwierzycie, że od ponad miesiąca nie upiekłam żadnego ciasta? Dlatego kiedy wróciłam do swojej kuchni musiałam coś upiec. Coś szybkiego i pysznego. Coś co zawiera jabłka, bo przyniosłam do domu 2 kilogramy kwaskowych antonówek. Czy wy też z ciast najbardziej lubicie owoce i kruszonkę? Dlatego crumble jest idealnym deserem dla mnie. Z imbirową nutą...



Jabłkowo-imbirowe crumble

Kruszonka:
150 g zimnego masła
160 g mąki pszennej
160 g mąki razowej (dowolnej, użyłam żytniej, ale polecam orkiszową lub owsianą)
80 g płatków owsianych
200 g cukru trzcinowego
płaska łyżeczka cynamonu

Jabłka:
ok 1,5 kwaskowych jabłek
1-2 łyżki miodu
łyżka soku z cytryny
2-3 łyżki dżemu imbirowego (można zastąpić łyżeczką startego świeżego imbiru i dodać więcej miodu)
płaska łyżeczka kardamonu 
masło do formy + brązowy cukier puder wymieszany z cynamonem (opcja)

Pokrojone masło siekamy z resztą składników, aż powstaną okruchy, lub wyrabiamy mikserem, można ręcznie, ale należy robić to jak najszybciej. Okruchy ciasta chowamy do lodówki na ok 30 minut.

Jabłka obieramy, usuwamy gniazda nasienne, kroimy w ćwiartki, mieszamy z miodem, dżemem, sokiem i kardamonem. Odstawiamy na kilka, kilkanaście minut. Piekarnik rozgrzewamy do 190 st. C. Formę smarujemy masłem i wysypujemy delikatnie odrobiną pudru z cynamonem (nie trzeba tego robić, ale jabłka fajnie się wtedy karmelizują). Wykładamy równomiernie jabłka do formy, posypujemy schłodzoną kruszonką i pieczemy 45-50 minut. Podajemy ciepłe, najlepiej z gałką ulubionych lodów. Smacznego!



29 July, 2011

podobno ostatnie


Podobno to ostatnie maliny. Tak przynajmniej twierdzi pani w moim warzywniaku. Szkoda. To jedne z moich ulubionych owoców lata, ale rzadko robię z nich coś konkretnego. Wolę jeść je świeże, prosto z koszyka, a jeszcze lepiej - prosto z krzaczka. Jednak te ostatnie dodałam do ciasta. Miałam ochotę na jedno z moich ukochanych połączeń: maliny z czekoladą. Czekoladowe brownies z malinami podbiło serca wszystkich, którzy próbowali. Przepis od Marthy Stewart, lekko zmieniony. I pyszne ciasto na pożegnanie malin.



Brownies z malinami
(na podstawie przepisu M.Stewart)

200 g masła + odrobina do wysmarowania formy
225 g gorzkiej czekolady (użyłam 200 g, pół na pół z mleczną)
1,5 szklanki cukru (zmniejszyłam tę ilość do niepełnej szklanki)
4 duże jajka
łyżeczka ekstraktu z wanilii
3/4 szklanki mąki pszennej
1/2 łyżeczki soli
ok 150-200 g malin (warto zostawić część do przybrania)

Piekarnik rozgrzewamy do 180 st. C. 
Czekoladę łamiemy na kawałeczki i razem z masłem roztapiamy w dużej misce nad garnkiem z gotującą się wodą, co chwilkę mieszając. Gdy całkowicie się rozpuści zostawiamy do ostygnięcia. Dodajemy cukier, następnie po jednym jajku, każde dokładnie łączymy z masą (robiłam do trzepaczką balonową, ale można mikserem). Na koniec dodajemy wanilię i mąkę z solą, delikatnie, ale dokładnie łącząc w gładką masę, Mieszamy ją ostrożnie z malinami (by pozostały w całości) i przelewamy masę do formy wysmarowanej masłem (najlepiej do niedużej prostokątnej, ja takiej nie mam, więc użyłam tortownicy). Pieczemy 45 minut. Wystudzone ciasto kroimy w kwadraciki (ja z racji formy, w trójkąty;)). Smacznego!


Chciałabym jeszcze podziękować Pannie L., Sue, Strawberries&Cream, Asix oraz CookingJ za wyróżnienie i przeprosić, że nie nominuję kolejnych blogów. Wiem, że są osoby uczulone na wszelkie wyróżnienia i łańcuszki, nie zamierzam im podpadać;) Z przyjemnością jednak podzielę się siedmioma faktami na mój temat:)


1. Jestem plastykiem, ale niestety nie pracuję w zawodzie. Może w przyszłości się to zmieni:) Póki co maluję i tworzę hobbystycznie
2. Od lat piszę poezję(klik), chociaż odkąd na świecie jest moja Lu, mam na to niewiele czasu
3. Mój mąż również pisze poezję, dzięki temu się poznaliśmy:)
4. Nigdy nie miałam ręki do ciast, zawsze wychodziły mi okropne zakalce. Pewnego dnia coś lub ktoś mnie odczarował i teraz mogłabym piec na okrągło
5. Jestem chaotyczną bałaganiarą, w mojej kuchni panuje wieczny nieład, w którym tylko ja potrafię się odnaleźć;)
6. Nie mam ręki do roślin, dlatego niewiele ich w moim domu, wydaje się, że jestem skazana na hodowlę kaktusów, bo wszystko inne usycha zapomniane:)
7. Jestem zodiakalnym lwem, podobnie jak mój mąż, córka, ojciec, teść, teściowa (nawet z tego samego dnia co ja) oraz siostra męża, jesteśmy lwią rodziną po prostu;)


19 July, 2011

nie ma jagód - są borówki


Obudziłam się z przemożną chęcią upieczenia czegoś. Z owocami. Może w końcu pora zabrać się za jagodzianki? Wysłałam więc męża po jagody. Przyniósł borówki. Bo jagody ponoć zmarzły. Są brzydkie, pomarszczone i kwaśne. Mina mi zrzedła. Taką miałam ochotę na jagodzianki. Nie lubię takich niespodzianek. Postanowiłam jednak doprowadzić plan do końca. Zrobiłam ciasto drożdżowe (w tej rozpaczy zapomniałam o maśle i wcisnęłam je w ciasto, które już miało wędrować do rośnięcia;)). Z borówkami. I twarożkiem.


Przepis na ciasto drożdżowe z ziemniakami znalazłam u Liski, jakiś czas temu. Robiłam z niego już drożdżówki z malinami i rabarbarem. Jest świetne. Miękkie, puszyste i świeże nawet następnego dnia. Najlepsze do bułeczek. Dlatego zawsze wszystkim polecam ten przepis i póki co, nie korzystam z innego.


Drożdżówki z serem i borówkami

450 g mąki pszennej (użyłam więcej, ok 510 g )
250 ml mleka
100 g cukru
100 g masła (użyłam miękkiego, ale może być stopione)
7 g drożdży instant 
120 g ugotowanych, dokładnie utłuczonych ziemniaków
pół łyżeczki soli
cukier waniliowy (dałam łyżkę cukru z prawdziwą wanilią)

nadzienie:
100 g białego twarogu
2 łyżki cukru pudru
kilka łyżek jogurtu naturalnego
łyżka soku z cytryny
ok 250 g borówek lub innych owoców (maliny, jeżyny, porzeczki - co kto lubi)

jajko do posmarowania

opcjonalnie: lukier z 1/2 szklanki cukru pudru oraz soku z 1/2 cytryny

Drożdże mieszamy z cukrem i kilkoma łyżkami mleka. Dodajemy łyżkę mąki i odstawiamy na 15 minut. Dodajemy pozostałe składniki i wyrabiamy ciasto. Powinno być elastyczne i nie klejące do rąk. Formujemy kulę i umieszczamy ciasto w misce, przykrywamy i odstawiamy do wyrośnięcia (ciasto rośnie bardzo dobrze, powinno podwoić objętość w przeciągu godziny). 

Twarożek rozdrabniamy widelcem z cukrem pudrem, dodajemy sok z cytryny i jogurt, mieszamy i odstawiamy w chłodne miejsce.

Z wyrośniętego ciasta formujemy niewielkie bułeczki, lekko je spłaszczamy i układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, w odstępach, ponieważ urosną (z podanej ilości ciasta wychodzi ok 14 bułeczek). Spodem małej szklaneczki zanurzonej w mące robimy wgłębienie w każdej bułeczce. Nakładamy w nie po ok 2 łyżeczki twarożku i układamy owoce. Brzegi bułeczek smarujemy jajkiem rozmąconym z kilkoma łyżeczkami wody. Zostawiamy bułeczki do wyrośnięcia na ok 30 minut (zostawiłam na krócej) i rozgrzewamy piekarnik do 200 st. C. 

Wstawiamy blachę do nagrzanego piekarnika i pieczemy drożdżówki ok 15-20 minut. Wystudzone można polukrować. Smacznego!


przepis dzięki przypomnieniom Olcika dołączam do akcji Jagodowo Nam 3 :)


16 July, 2011

O jeden koszyk (nie) za dużo


Kilka koszyków brzoskwiń. Kilka koszyków nektarynek. W prezencie. "Coś tam z nich zrobisz". Jasne. Gdy w grę wchodzą świeże owoce nigdy nie wybrzydzam, nie narzekam, że czeka mnie stanie przy garnkach i piekarniku. Dżemy, ciasta, ciasteczka. Sałatki, crumble, ryż. Owoce nie ograniczają (ale skłonna jestem twierdzić, że nic w kuchni nie ogranicza, poza naszą wyobraźnią). Gdy myślałam, że to już koniec koszyków, okazało się, że ktoś schował do lodówki jeszcze jeden. Kilka brzoskwiń. Jeszcze twardawych i nie tak słodkich. Po cieście z nektarynkami (na podstawie przepisu z ostatniego numeru Kuchni), które wyszło bardzo słodkie, mimo iż zmniejszyłam ilość cukru, pomyślałam o czymś mniej słodkim, prawie wytrawnym. W rezultacie zaimprowizowałam tartę. Kruchą, choć z olejem (nie ma to jak w przypływie entuzjazmu do upieczenia ciasta odkryć brak masła w lodówce). Bałam się czy wyjdzie. Wyszło. I było bardzo dobre. Mimo, iż nie miałam czasu by ciasto przed pieczeniem schłodzić, wyszło tak kruche, jak powinno. 


Tarta brzoskwiniowa z kardamonem i miodem

2 niepełne filiżanki mąki pszennej(ok 300 g) - można zmieszać z razową, w dowolnych proporcjach
1/2 szklanki cukru pudru
1/2 szklanki oleju
2 jajka
łyżka śmietany (użyłam 12% ale może być dowolna)
1/2 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżki otrąb lub płatków zbożowych (dowolnych)
łyżeczka cukru z prawdziwą wanilią
płaska łyżeczka kardamonu
2 łyżki miodu
ok 4 dużych brzoskwiń lub nektarynek, nie bardzo dojrzałych (by łatwo kroić w plastry)

Mąkę mieszamy z solą i proszkiem, dodajemy cukier, olej, jedno całe jajko i jedno żółtko (białko odkładamy do lodówki). Szybko mieszamy ciasto, dodajemy śmietanę i zagniatamy ciasto, robimy kulę i chowamy do lodówki na 30 minut. W tym czasie brzoskwinie przepoławiamy, wyciągamy pestki i kroimy w cienkie plasterki. Formę do tarty (lub tortownicę) oprószamy mąką, schłodzone ciasto wałkujemy i wylepiamy nim formę, nakłuwamy w kilku miejscach widelcem. Otręby mieszamy z cukrem waniliowym i kardamonem i posypujemy spód. Układamy na nim spiralnie plasterki brzoskwiń, tak by nachodziły na siebie. Schłodzone białko ubijamy (nie całkiem sztywno, tylko by się spieniło) z miodem i szczyptą soli, Powstałą pianką smarujemy delikatnie owoce, jeśli został nam płyn, polewamy nim owoce. Pieczemy ok 50 minut. Tartę wyciągamy po ostygnięciu. Smacznego!



10 July, 2011

Kochanie, co z tym serkiem?


Mówiąc to, małżonek mój miał na myśli półkilogramowe wiaderko serka wiejskiego, którego termin przydatności do spożycia miał się skończyć nazajutrz. Jakoś nie mogłam sobie wyobrazić, że zjem go za jednym razem, w jakiejkolwiek postaci. Jeśli mam być szczera, przejadł mi się ostatnio. Kanapki, sałatki, tosty. Z pomidorami i cebulą. Albo z dżemem morelowym. Cottage cheese jest dość uniwersalny, bardzo lubię jego delikatny smak i granulki. Już gdzieś widziałam przepisy na sernik z jego udziałem, a za mną sernik chodził od dłuższego czasu. Kolejna sernikowa improwizacja z dodatkiem jagód, które są jednymi z moich ulubionych owoców, oraz krówek, które są jednymi z ulubionych słodyczy każdego łasucha:)

Jagody i skórka cytrynowa dodana do masy tworzą orzeźwiającą kwaskowatość, którą równoważą słodycz krówek (rozpuszczone na wierzchu tworzą pyszną polewę) i lekko cynamonowego spodu. To naprawdę pyszny sernik, i nawet mój luby zjadł kilka porcji, chociaż za ciastami nie przepada. Kawałeczek?


Sernik z jagodami i krówkami

Spód:

200 g ciasteczek digestive (lub zwykłych herbatników)
100 g masła, stopionego
łyżeczka cynamonu
łyżeczka cukru z prawdziwą wanilią (lub ziarenka z wanilii)

Masa:

500 g serka wiejskiego (przed odcedzeniem)
200 g mielonego serka (używam serka Wieluń)
150 g cukru pudru
50 g miękkiego masła
3 jajka
torebka budyniu śmietankowego
skórka otarta z 1 niewielkiej cytryny

Wierzch:

300 g jagód, delikatnie skropionych łyżką soku z cytryny
ok 150 g krówek, posiekanych

Piekarnik rozgrzewamy do 200 st. C. Ciasteczka rozdrabniamy w mikserze, mieszamy z cynamonem i wanilią, wlewamy masło i wyrabiamy masę. Dno tortownicy wylepiamy powstałą masą i pieczemy ok 10 minut. Wyciągamy do ostygnięcia i zmniejszamy temperaturę w piekarniku do 180 st. C.

W tym czasie robimy masę: Cukier puder mieszamy z miękkim masłem i ucieramy mikserem kilka minut. Serek wiejski odciskamy i mielimy w maszynce lub za pomocą miksera, nie musimy tego robić zbyt dokładnie, ponieważ miksując go z kolejnymi składnikami nabierze dodatkowej gładkości. Oba serki dodajemy do masła i cukru, ucieramy do połączenia, następnie zmniejszając obroty dodajemy po jednym jajku (po każdym ucieramy minimum 30 sekund). Dodajemy budyń i skórkę cytrynową. Ucieramy do dokładnego połączenia się wszystkich składników, gotową masę wylewamy na podpieczony spód.

Na wierzchu układamy jagody i posypujemy posiekanymi krówkami. Wstawiamy do piekarnika i pieczemy ok godziny. Po upieczeniu sernik dobrze studzimy, a następnie wkładamy do lodówki na minimum godzinę (ja włożyłam na noc). Smacznego!

03 July, 2011

Rustykalna tarta z morelami (i tymiankiem)


Morele i tymianek to połączenie, które kilka lat temu odkryłam przy okazji karmelizowanych owoców, z tymiankiem właśnie. Zapomniałam jednak o nim na tych kilka lat. Potem zakochałam się w Liskowym cieście. I gdy w tym roku kupiłam piękne, pachnące morele, miałam zamiar zrobić to ciasto. Tymczasem w ręce wpadł mi lipcowy numer Kuchni. Zobaczyłam w nim rustykalną tartę, która sprawia, że od samego patrzenia na nią człowiek ma ochotę znaleźć się na wsi. Słuchać rano koguciego piania, wieczorem świerszczy pod progiem, wąchać trawę po deszczu. I na podwieczorek jeść właśnie tę tartę. 

W przepisie nie ma mowy o tymianku, więc go dodałam. Płatki migdałowe też. I wyszło ciasto kruche, tak kruche i maślane, że rozsypuje się w ustach. Które, w połączeniu z lodami, zwyczajnie uzależnia.


Tarta z morelami i tymiankiem
na podstawie przepisu z Kuchni 7-2011

Ciasto:

250 g mąki pszennej
150 g zimnego masła
3 łyżki cukru pudru
jajko
pół łyżki świeżych listków tymianku (można zastąpić suszonym, dajemy wtedy troszkę więcej, nie ma ich w oryginale, można je pominąć, ale polecam je dodać, nadają charakteru)

Nadzienie:

100 g zmielonych migdałów
50 g brązowego cukru
900 g moreli (użyłam mniej, nie wałkowałam ciasta bardzo cieniutko, więc mniej się zmieściło)
50 g cukru pudru

do posypania: prażone płatki lub słupki migdałowe (w oryginale nie ma)

Z przesianej mąki, cukru i pokrojonego masła wyrabiamy ciasto, dodajemy tymianek i żółtko (białko zostawiamy) rozrobione z łyżką zimnej wody i zagniatamy ciasto (będzie bardzo miękkie, ale nie powinno lepić się do rąk). Z ciasta robimy kulę, zawijamy w folię i wkładamy do lodówki na godzinę. Morele kroimy na połówki, pozbywamy się pestek.

Piekarnik rozgrzewamy do 190 st C. Schłodzone ciasto rozwałkowujemy na placek grubości 2-3 mm (ja nie wałkowałam tak cieniutko, żeby po krojeniu uzyskać zgrabniejsze kawałki). Układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Zmielone migdały mieszamy z cukrem i posypujemy ciasto, zostawiając przy krawędzi puste miejsce o szerokości kilku centymetrów. Na migdałach i cukrze układamy morele. Posypujemy cukrem pudrem. Brzegi delikatnie zawijamy, zakrywając morele położone najbliżej brzegu. Brzegi ciasta smarujemy rozmąconym białkiem. Pieczemy ok 45 minut. Gotowe posypujemy płatkami migdałów i cukrem pudrem. Najlepiej smakuje lekko ciepłe z lodami śmietankowymi. Smacznego!

19 June, 2011

Rośnie jak na drożdżach



Rośnie. Jak szalona. Nie uznaje obuwia, z odzieżą jest bardzo podobnie;) Buntuje się jak na dwulatka przystało. Je coraz mniej i tylko wybrane dania. Ciasto zje zawsze. Nawet z kwaśnym agrestem:)

Mimo kilku prób wciąż nie czuję się pewnie jeśli chodzi o ciasta drożdżowe. Polegam tylko na sprawdzonych przepisach, nie odważyłabym się eksperymentować na tym polu, bo dla mnie to wciąż jeszcze pole minowe. Poza tym z natury jestem niecierpliwa, wolę ciasta, które robi się w 15 minut i wrzuca do pieca. Drożdżowe jest kapryśne. Zawsze boję się, że nie wyjdzie.

Dziś pogoda jest iście kraciasta. Słońce chowa się za chmurami, deszcz pojawia się i znika. Raz jest jasno, raz szarawo. Wciąż jednak gorąco. Otwieram okna, wkładam lekką koszulkę (Lu w ogóle nic nie wkłada), chodzimy boso. Mam ochotę na drożdżowe, z agrestem. Jeśli chodzi o drożdżowe, dla mnie musi spełniać trzy warunki: musi szybko rosnąć, zawierać kwaśne owoce i ogromną ilość słodkiej kruszonki. Takie robię z przyjemnością, choć nie bez obaw. Przepis na wszelki wypadek wzięłam od Liski, tylko ciut inaczej postąpiłam z mlekiem i drożdżami.


Drożdżowe z agrestem i kruszonką
Ciasto:

500 g mąki pszennej
200 ml letniego mleka
20 g świeżych drożdży
60 g miękkiego masła
60 g cukru
3 żółtka
2 łyżeczki cukru z wanilią
szczypta soli

Kruszonka:

100 g mąki
50 g cukru
50 g zimnego masła
mała szczypta soli

Oraz: ok 250-300 g agrestu, przebranego, umytego i osuszonego


Drożdże rozpuszczamy w mleku z łyżeczką cukru i odstawiamy, by ruszyły. Mąkę mieszamy z cukrem, cukrem waniliowym i solą. Dodajemy masło, żółtka i mleko z drożdżami. Wyrabiamy ciasto tak długo, aż zacznie odchodzić od ręki (robiłam to mikserem). Przykrywamy ściereczką i odstawiamy do wyrośnięcia na godzinę.

Piekarnik rozgrzewamy do 180 st. C. Formę (użyłam tortownicy, ale może być większa, prostokątna - taka będzie nawet bezpieczniejsza) smarujemy masłem i wysypujemy mąką (zwykle używam w tym celu krupczatki, z braku użyłam razowej, ale jak najbardziej może być najzwyklejsza mąka). Ciastem wykładamy formę. Na wierzch układamy agrest.

Składniki kruszonki rozcieramy drewnianą łyżką, w miarę szybko by nie rozgrzewać ciasta. Posypujemy wierzch ciasta i wkładamy do piekarnika na 40 - 60 minut (moje potrzebowało 60, by dopiec się w środku, ale wymagało przykrycia folią aluminiową, by nie przypiekło się za bardzo z wierzchu). Smacznego!

14 June, 2011

Cynamon i jagody (już?)



Weszłam dziś do warzywniaka po coś zupełnie innego, ale mój wzrok od razu padł na jagody. Och, jak ja lubię patrzeć na Lu, gdy je jagody. Do tych własnoręcznie zbieranych w lesie (jak w tamtym roku) jeszcze daleko, ale nie mogłam ich nie kupić. Truskawki, choć bardzo je lubię, delikatnie nam się przejadły, czereśnie są na dobrej drodze by podzielić ich los. Ale jagody? Na jagody czeka się inaczej. Podobnie jak na poziomki. By mieć troszkę lasu we własnym domu i mnóstwo lata w ciastach z owocami...


Gdy wróciłam do domu, przypomniałam sobie, że nie mam masła. Upiekłam więc trochę eksperymentalnie ciasto z oliwą. Wyszło pysznie. A jagody połączone z cynamonem i gorzką czekoladą sprawdzają się wyśmienicie. Powstało niezbyt słodkie ciasto, które ze szklaneczką zimnego mleka posiada wręcz magiczne moce;) Polecam.


Ciasto z jagodami i gorzką czekoladą

250 g mąki pszennej
170 g cukru + łyżka do posypania
3 jajka
130 ml oliwy z oliwek (ok pół szklanki) - można zastąpić olejem
50 ml mleka
10 g cukru waniliowego (łyżka)
łyżeczka cynamonu + szczypta do posypania
łyżeczka proszku do pieczenia

60 g gorzkiej czekolady, posiekanej
200 g jagód, umytych, osuszonych i oprószonych łyżeczką mąki


Żółtka oddzielamy od białek. Umieszczamy żółtka w dużej misce, mikserem ucieramy z cukrem i cukrem waniliowym, aż powstanie puszysta masa. Wówczas dodajemy mleko i oliwę. Mąkę przesiewamy, mieszamy z proszkiem do pieczenia i cynamonem. Dodajemy do masy po trochę i dokładnie miksujemy. Następnie mieszamy szpatułką z posiekaną czekoladą.

Białka ubite na sztywną pianę dodajemy do masy (najpierw kilka łyżek, a po delikatnym wymieszaniu resztę). Wylewamy masę do formy keksowej wyłożonej papierem do pieczenia. Na wierzch wysypujemy jagody, część możemy delikatnie wmieszać w ciasto nożem. Całość posypujemy cukrem wymieszanym z cynamonem. Pieczemy ok 60 minut. Ciasto studzimy w formie i kroimy po wystudzeniu. Jeśli zamierzamy trzymać do następnego dnia, warto ciasto zawinąć w folię by nie wyschło. Smacznego!