Showing posts with label desery. Show all posts
Showing posts with label desery. Show all posts

22 January, 2013

ZGRANY DUET


Wieczorne rozmowy. Mnóstwo pytań, na każdy temat. Kiedy kładę się wieczorem przy mojej córce, mamy czas, by porozmawiać o wszystkim i o niczym. Może wtedy zapytać o co tylko chce. I pyta. O sprawy życiowe, ważne oraz o te przyziemne. Skąd się biorą dzieci? Czemu się umiera? Jaki jest Twój ulubiony kolor? Rozmawiamy o tym co było i o tym, co będzie. Czytamy bajki. Planujemy następny dzień i wspominamy ten miniony. A gdy pytam jaki sernik upieczemy, bez wahania odpowiada "malinowy!". Zabawne, że i mi taki chodził po głowie. Następnego dnia czeka niecierpliwie, aż wrócę ze składnikami ze sklepu. Przystawia krzesełko, by sięgnąć kuchennego blatu. Na widok ciastek do pokruszenia świecą jej się oczy. A gdy sernik ląduje w piekarniku, szybko idzie spać "żeby było już rano, żeby zrobić zdjęcia i w końcu go zjeść"...

Wspólnymi siłami zrobiłyśmy pyszny sernik, nie za słodki, lekko kwaskowy dzięki dodatkowi dżemu malinowego, z cudownie słodką polewą z białej czekolady, która równoważy smak sernika. Jest puszysty i kremowy, z pewnością do niego wrócimy.


Sernik malinowo-kokosowy z białą czekoladą

Spód:

150 g herbatników kokosowych (lub zwykłych)
40 g stopionego masła

Masa:

800 g trzykrotnie zmielonego sera (np. z wiaderka)
200 g gęstej śmietany 36%
4 jajka - osobno żółtka i białka
100 g cukru
40 g (opakowanie) budyniu malinowego (lub śmietankowego)
3-4 łyżki dżemu malinowego, niskosłodzonego
100 g białej czekolady

Polewa:

100 g białej czekolady
łyżka masła
100 g śmietanki 36%
4 łyżki wiórków kokosowych, podprażonych na suchej patelni


Ciasteczka kruszymy i mieszamy z masłem. Dno tortownicy wykładamy papierem do pieczenia, boki smarujemy odrobiną masła. Wykładamy spód ciasteczkami. Dociskamy i odkładamy na bok.
Piekarnik rozgrzewamy do 185 st. C.

Tabliczkę czekolady rozpuszczamy w kąpieli wodnej.
Ser miksujemy ze śmietaną i cukrem. Dodajemy kolejno po jednym żółtku, każde miksując dokładnie z masą. Dodajemy budyń, mieszamy i miksujemy. Białka ze szczyptą soli ubijamy na sztywną pianę, dodajemy część do masy serowej, delikatnie, ale dokładnie mieszamy, następnie tak samo postępujemy z resztą piany. Masę dzielimy na dwie części, jedną łączymy z czekoladą, wylewamy na ciasteczkowy spód. Drugą część miksujemy z dżemem malinowym i wylewamy na pierwszą, starając się wlewać ją na środku. Wstawiamy sernik do piekarnika i pieczemy 60 minut (w razie przypiekania się wierzchu, przykrywamy folią aluminiową). Gotowy sernik studzimy całkowicie w wyłączonym, uchylonym piekarniku.

Aby przygotować polewę rozpuszczamy czekoladę z masłem w kąpieli wodnej, dodajemy śmietankę i dokładnie mieszamy, aby masa była gładka i bez grudek. Wylewamy na wystudzony sernik i posypujemy lekko uprażonymi wiórkami kokosowymi. Wstawiamy do lodówki na kilka godzin, najlepiej na noc. Smacznego:)


18 January, 2013

BEZY, ZIMNE DŁONIE I BUDYŃ POD SZKŁEM



Chorowanie się nie kończy. Mam wrażenie, że testuję nowe odmiany grypy, głównie takie, które sprawiają, że głowa mi pęka, nos i zatoki są zabetonowane, a zmysły powoli tracę (zwłaszcza węchu i smaku). Lu z zapaleniem ucha zamiast w przedszkolu albo na sankach, siedzi w domu. Walczymy. Na moment wracają mi postradane zmysły i mam ochotę zjeść wszystko, czego smak jest mi miły. Zimnymi palcami zagniatam kruche ciasto. Lu chce ciastka-serduszka. Ja chcę tartę. I bezy. I budyń. I karmel. Robimy to wszystko za jednym zamachem. Wszystko się zazębia, komponuje w zestaw pysznych smaków. Nic się nie marnuje. Zjadamy szybko, zanim znów stracimy zmysły. Wskakujemy pod kołdrę i oglądamy ulubione filmy i bajki. Za oknem jest biało. I na sercach jest biało.


Kruche ciastka maślane z koprem włoskim

220 g mąki
100 g cukru
100 g zimnego masła
2 jajka
łyżeczka nasion kopru włoskiego, drobno posiekane nożem lub zmielone

dodatkowo: szczypta soli, cukier puder i odrobina całych nasion kopru włoskiego

Piekarnik rozgrzewamy do 190 st.C.
Masło siekamy i mieszamy z cukrem, mąką i nasionami kopru, aż powstaną okruchy. Oddzielamy żółtka od białek (białka chowamy do lodówki) i dodajemy do ciasta. Zagniatamy szybko ciasto. Można schłodzić, ale ja pomijam ten krok. Odrywamy po kawałku i wałkujemy dość cienko między arkuszami papieru do pieczenia. Foremką wykrawamy serduszka (lub inne, dowolne kształty) i delikatnie układamy je na blaszce wyłożonej papierem. Pieczemy ok 10-15 minut, upieczone ciastka przekładamy na kratkę i studzimy (ja przełożyłam je za pomocą dużego noża). To ile ciastek zrobicie zależy tylko od Was, ja zrobiłam kilkanaście sztuk a pozostałe ciasto zużyłam jako spód do tarty.

Schłodzone białka ubijamy ze szczyptą soli, następnie wciąż ubijając dodajemy stopniowo cukier puder, aż powstanie gęsty lśniący lukier. Smarujemy nim ciastka i posypujemy z umiarem nasionami kopru włoskiego (ja dodatkowo jak widać kolorową posypką - jak szaleć to szaleć;)). Zostaje sporo lukru więc najrozsądniej zrobić z niego bezy:

Temperaturę w piekarniku zmniejszamy do 150 st. C. Na blasze wyłożonej papierem nakładamy porcje lukru łyżką (jeśli wolicie możecie pobawić się workiem cukierniczym, ale ja jestem ciężko chora i nie mam na to siły;) ). Pieczemy bezy ok 35-40 minut (lub dłużej, ale w mniejszej temperaturze, ja lubię chrupkie z zewnątrz a ciągnące się w środku). Studzimy na kratce.



Jak wspomniałam, zrobiłam też tartę, ale dodanie przepisu wydaje się zbędne, bo jest całkiem banalny. Kruche ciasto zrobiłam z przepisu na ciasta, czyli z dodatkiem kopru włoskiego, który nadaje ciastu lekko anyżowy posmak (nic nie stoi na przeszkodzie, by użyć samego anyżu, ale go nie miałam). Nadzienie powstało z waniliowego budyniu, mało słodkiego, ponieważ po schłodzeniu wierzch posypałam cukrem i skarmelizowałam go za pomocą palnika - taka namiastka crème brûlée:). Smacznego!


06 January, 2013

NIEDZIELNE GOFRY


Nie staram się omijać bloga, raczej mijam się w ogóle z komputerem ostatnio. Staram się w tym roku układać wszystko i zaplanować. Od grudnia Lu chodzi do przedszkola, chociaż więcej przebywa w domu, chora. A mimo to, tak wiele się zmieniło. Dni zaczynają nabierać rytmu, po to by za chwilę znów stać się chaosem, który trzeba będzie ogarnąć. Przede mną ciekawe perspektywy, nie zapeszam, ale miło myśleć, że lada dzień moja praca będzie też ogromną przyjemnością. Nowy Rok i nowe sprawy. Nowe sytuacje, do których trzeba na szybko dojrzeć i zaakceptować w swoim życiu. Nie składałam Wam życzeń więc przyjmijcie je teraz, spóźnione, ale szczere,  pełne nadziei, że Wasz Nowy Rok będzie dużo lepszy niż poprzedni, nie braknie Wam zdrowia, entuzjazmu i uśmiechów.

Tymczasem nasz niedzielny poranek upłynął w towarzystwie głośnych śmiechów przeplatanych kłótniami. Lu i jej starszy kuzyn szaleją odkąd otworzyli oczy, a ja rozgrzewam gofrownicę. Cała góra gofrów znika w kilka chwil. Z powidłami ze śliwek z dziadkowego ogrodu. Ja swoje zjadam z wiśniami (z tego samego ogrodu) i syropem amaretto.

Gofry nie są słodkie, poza melasą nie zawierają cukru, więc są idealne do bardziej słodkich dodatków albo...słonych, np. kremowego pikantnego twarożku z przyprawami.


Drożdżowe gofry z melasą

15 g świeżych drożdży
2 łyżki melasy
2 filiżanki (używam o poj.200 ml) mleka
2 filiżanki mąki
2 jaja, najlepiej wiejskie
1/2 filiżanki oliwy
szczypta soli

Odmierzyć pół filiżanki mleka, podgrzać i w dużej misce wymieszać z melasą. Wkruszyć drożdże, zasypać łyżką mąki i odstawić na 5-10 minut.

Jajka roztrzepać z oliwą i szczyptą soli. Odstawić.
Do zaczynu dodać resztę mleka i mąki, wymieszać, dodać masę jajeczną i dokładnie wymieszać trzepaczką, do uzyskania gładkiego ciasta bez grudek. Przykryć miskę i odstawić w ciepłe miejsce na 30-60 minut.
Rozgrzać gofrownicę i delikatnie posmarować niewielką ilością oleju (za pomocą pędzla lub spryskać). Nakładać porcje ciasta i piec kilka minut, aż ładnie się przyrumienią. Zjadać najlepiej ciepłe, z ulubionymi dodatkami. Smacznego!:)

08 October, 2012

CIASTO GRYCZANE Z OWOCAMI I ZIOŁAMI



Odkąd odkryłam jak wspaniale zioła łączą się z deserami, wracam do takich duetów jak rozmaryn z jabłkami czy tymianek z morelami. Dziś zrobiłam ciasto, które smakowo komponuje się idealnie a jego smak kojarzy mi się nieco ze Świętami, choć do tych jeszcze daleko...Nie, nie ma tu korzennych przypraw czy pomarańczowych aromatów, ale jest coś co zostawia ciepło na języku i każe sięgnąć po kolejną porcję...


Wykonanie tego ciasta wymaga wałkowania, jeśli nie lubicie wałkować kruchego ciasta (ja też za tym nie przepadam) to polecam wykonać je z połowy podanych składników i użyć tylko jako kruszonki na owoce, szybki i prosty sposób na zdrowe, jesienne crumble.


Ciasto gryczano-migdałowe
z jabłkami, suszonymi morelami i ziołami

Kruche: 

270 g mąki gryczanej
50 g mielonych migdałów
150 g zimnego masła
100 g cukru trzcinowego nierafinowanego 
3 duże żółtka, lub jeśli mamy niewielkie jajka, 2 żółtka i jedno całe jajo
szczypta soli

Nadzienie:

2 duże kwaskowe jabłka
kilka suszonych moreli
szczypta igieł rozmarynu
garstka świeżych liści melisy
sok z połowy limonki (lub cytryny - wówczas nieco mniej)
2 łyżeczki płynnego miodu 
ok 1 łyżka mielonych migdałów

do podania: gęsta słodka śmietanka + posiekane świeże listki melisy

Jabłka obieramy i kroimy w kostkę, morele siekamy drobno dodajemy do jabłek, owoce mieszamy z miodem i ziołami oraz sokiem z limonki. Odstawiamy.

Mąkę mieszamy z migdałami, cukrem i solą, dokładnie siekamy z masłem. Dodajemy żółtka i szybko zagniatamy ciasto. Zawijamy je w folię i chłodzimy (ok 30-60 minut w lodówce, krócej w zamrażarce).

Piekarnik rozgrzewamy do 200 st. C. 
Schłodzone ciasto dzielimy na dwie części, jedną wylepiamy dno i boki okrągłej formy, którą wcześniej smarujemy masłem i wysypujemy mąką. Przygotowane wcześniej owoce mieszamy z łyżką migdałów i wykładamy na ciasto, drugą część ciasta wałkujemy i rozkładamy na wierzchu, zlepiając brzegi. Z resztek ciasta można wyciąć wzorki i nalepić na wierzchu. Wkładamy do piekarnika i pieczemy ok 40-50 minut. Gotowe ciasto podajemy ze śmietanką wymieszaną z posiekaną melisą. Smacznego!


Jeśli macie ochotę, zapraszam do przeczytania wywiadu ze mną, okraszonego zdjęciami mojego autorstwa w najnowszym numerze Dolnośląskiego Magazynu Fotograficznego, który możecie obejrzeć tutaj :)


10 September, 2012

DYNIOWE BROWNIES



Kiedy kupuję dynię mam zawsze w głowie tysiąc pomysłów na wykorzystanie jej. Przeważnie jedna wystarcza mi na cztery różne dania. Z hokkaido, którą kupiłam ostatnio zrobiłam wegańskie curry, sos z czosnkową cebulą i działkowymi pomidorami do żytniego makaronu, część odłożyłam na racuszki dla Lu, a z reszty zrobiłam...brownies. Wilgotne i aromatyczne. Łatwe. Dość słodkie, ale ilość cukru można zmniejszyć. Ja posypałam je gorzkim kakao, które zrównoważyło tę słodycz. I chociaż mam ogromny sentyment do brownies z malinami, to dzisiejsze, dyniowe, jest dla mnie numerem jeden...


Brownies z dynią

180 g mąki
300 g jasnego cukru trzcinowego
350-400 g dyni, oczyszczonej, obranej i drobno startej
3 jajka
200 g masła
200 g dobrej, ciemnej czekolady
płaska łyżeczka proszku do pieczenia
płaska łyżeczka cynamonu
1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej
kakao do posypania

Piekarnik rozgrzewamy do temp. 160 st. C. Kwadratową blachę do pieczenia (23x23 lub podobnych rozmiarów) wykładamy papierem do pieczenia.

Czekoladę i masło kroimy na małe kawałki i rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Dokładnie mieszamy masę i odkładamy by przestygła. W dużej misce mieszamy mąkę, proszek, przyprawy i cukier. W osobnej lekko ubijamy jajka razem z puree z dyni. Do suchych składników dodajemy obie masy i wszystkie składniki dokładnie łączymy. Ciasto przelewamy do formy, pieczemy ok 50 minut.

Po wyciągnięciu zostawiamy na kilka minut w formie, następnie studzimy na kratce, ale nie trzeba całkowicie studzić brownies, bo na ciepło smakują równie dobrze. Przestudzone ciasto posypujemy przesianym kakao. Smacznego!:)



09 August, 2012

PO PRZERWIE ALBO NA PRZERWĘ...JAGODY I MIGDAŁY


Jestem. Mimo wahań, mimo natłoku innych zajęć, mimo pewnego lęku...Do końca nie byłam pewna czy wracać, czy znów umiem czerpać z tego radość. I wciąż tego nie wiem, ale na przekór wątpliwościom i zgodnie z obietnicą jestem. Z deserem na letni wieczór. Z jagodami (które spokojnie zastąpić można borówkami, bo są cały czas dostępne). Użyłam mrożonych, chcę by lato trwało, nie kończyło się i wciąż cieszyło leniwymi słodkimi smakami owoców. Pod migdałową kruszonką na przykład. Lubicie?


Jagody pod kruszonką z migdałami

150-200 g jagód lub borówek (użyłam mrożonych)
2 płaskie łyżki muscovado (może być zwykły brązowy cukier lub np.melasa)
1/2 łyżeczki cynamonu

kruszonka:

łyżka masła
2 płaskie łyżki cukru trzcinowego
2 łyżki pełnoziarnistej mąki razowej
niewielka garść niełuskanych migdałów

Jagody wymieszać z cukrem i cynamonem, przełożyć do niewielkiego naczynia do zapiekania. Z masła, cukru trzcinowego i mąki zagnieść kruszonkę, włożyć na kilka-kilkanaście minut do lodówki. Rozgrzać piekarnik do 190 st. C. 

Jagody posypać kruszonką, naczynie włożyć do rozgrzanego piekarnika, zapiekać ok 30-40 minut. Lekko ostudzić. Migdały grubo posiekać i posypać gotowy deser. Mi smakuje na ciepło, ale zimny też jest pyszny;) Smacznego!

05 February, 2012

Szybkie cynamonowe brownies z sosem toffi


To jedno z najbardziej esencjonalnych brownies jakie udało mi się zrobić. Wilgotne i prawie wytrawne z lekką cynamonową nutą. Bo jeśli pojawia się niedziela pełna lenistwa, a w dodatku atakuje nas przeziębienie, to czym innym się pocieszać, jeśli nie mocno czekoladowym i superszybkim brownies z bitą śmietaną i sosem toffi? Naprawdę polecam...


Cynamonowe brownies z bitą śmietaną i sosem toffi

200 g gorzkiej czekolady o jak najwyższej zawartości kakao
200 g masła
40 g holenderskiego superciemnego kakao
170 g przesianej mąki (u mnie półtorej filiżanki o ob. 200ml)
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka cynamonu
140 g trzcinowego cukru (można zastąpić zwykłym)

200 g śmietanki 30% lub gotowa bita śmietana

sos toffi*:

60 g masła
60 g cukru (najlepiej trzcinowego)
120 g śmietanki 30%
łyżka golden syrup (można zastąpić miodem, melasą lub pominąć)

W rondelku rozpuścić masło z cukrem i syropem, gotujemy niezbyt długo, do leciutkiego zbrązowienia, dodajemy śmietankę, ostrożnie, może pryskać. Dokładnie wymieszać, odstawić do ostygnięcia.


Piekarnik rozgrzewamy do 170 st. C.
W kąpieli wodnej rozpuszczamy połamaną na kawałki czekoladę z masłem, co jakiś czas mieszając. Odstawiamy do ostygnięcia. W dużej misce umieszczamy wszystkie składniki, dodajemy wystudzoną czekoladę z masłem i dokładnie łączymy składniki trzepaczką balonową. Gotową masę przelewamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia, u mnie to klasyczna tortownica, ale idealna będzie kwadratowa lub prostokątna forma. Pieczemy 40-45 minut, czas pieczenia zależy od wysokości ciasta w formie. Można sprawdzić patyczkiem, ciasto powinno być jednak lekko mokre. Ostudzić i pokroić na kawałki, podawać lekko ciepłe z bitą śmietaną i sosem toffi. Smacznego!


* sos można lekko posolić, osobiście bardzo lubię to połączenie.


Korzystając z okazji przypominam Wam kochani o trwającym konkursie!


18 January, 2012

Jabłka, rozmaryn i francuski przyjaciel


Zrobienie tego prostego deseru to dosłownie chwilka. Jeśli macie w lodówce ciasto francuskie i masło, a poza tym kilka jabłek, to już jest dobrze. Idealnie jeśli macie też rozmaryn. Nadaje temu deserowi przyjemny, świeży aromat, właściwie to cały charakter deseru tkwi właśnie w nim. Można go oczywiście zastąpić suszonym, ale to już nie to samo. Smacznego!



Jabłka z rozmarynem pod francuskim ciastem

opakowanie ciasta francuskiego (ok 250 - 300 g)
4-5 dużych jabłek
50 g masła + odrobina do formy
2-3 łyżki cukru (płaskie) + odrobina do posypania
łyżka posiekanych igieł rozmarynu
rozkłócone jajko do posmarowania

Piekarnik rozgrzewamy do 210 st. C.
Jabłka obieramy i kroimy w większą kostkę. Na patelni powoli roztapiamy masło, dodajemy cukier i smażymy, aż delikatnie zbrązowieje, dodajemy jabłka i często (ale ostrożnie) mieszamy, by pokryły się powstałym syropem. Dodajemy rozmaryn, mieszamy i przekładamy do formy wysmarowanej masłem (najlepiej do ceramicznej formy do zapiekania, lub kilku mniejszych kokilek). Wierzch przykrywamy ciastem francuskim, brzegi zawijamy dowolnie, do środka, lub oklejamy brzegi na zewnątrz. Jeśli zostają skrawki ciasta, można wyciąć dekoracyjne wzorki (ja nie miałam tyle czasu;)). Wierzch w kilku miejscach nakłuwamy widelcem, smarujemy jajkiem i oprószamy cukrem. Pieczemy ok 20-30 minut, do zrumienienia ciasta. Najlepiej smakuje na ciepło, polecam z ubitą śmietaną, ale solo też jest pyszne;)


22 December, 2011

Serniczki, limonki i życzenia



Przepis na te cudowne serniczki znalazłam już dawno w książce, którą kupiłam w ciuchlandzie za 4 złote:) To mała, ale nie za chuda książeczka wydawnictwa Murdoch Books, pod tytułem Steam it. Jak wskazuje nazwa zawiera przepisy na wspaniałe dania (podzielone na przystawki, dania główne i niesamowite desery) przyrządzane na parze. Z tymi serniczkami czekałam do Świąt, bo za spód mają jakże świąteczne gingersnaps. Korzenny aromat ciastek doskonale współgra ze smakiem limonek, a całkiem spora ilość śmietanki sprawia, że serniczki są kremowe, puszyste (mimo tego, że opadają) i po prostu pyszne.



Serniczki limonkowe na gingersnaps
z książki Steam it, wyd. Murdoch Books 2006

6 gingersnaps (lub innych okrągłych korzennych ciastek)
300 ml śmietanki (30-36%)
250 g kremowego twarogu (użyłam President)
2 jajka
80 g drobnego cukru lub cukru pudru (użyłam drobnego trzcinowego)
skórka z 1 limonki
4 łyżki soku z limonki (z połowy)

Piekarnik rozgrzewamy do 170 st. C. (w przepisie jest 160, ale piekły się opornie więc zwiększyłam temperaturę). Na dno sześciu ramekinów kładziemy po ciastku, odstawiamy. W misce miksujemy ser z cukrem, skórką i sokiem z limonki, a następnie z pojedynczo wbijanymi jajkami. Śmietankę ubijamy i dodajemy do masy, miksujemy tylko chwilę, do połączenia składników. Masę rozlewamy równymi porcjami do ramekinów. Foremki umieszczamy w jednej większej (np w dużej wysokiej blasze), napełniamy wodą do 2/3 wysokości ramekinów i wstawiamy ostrożnie do piekarnika. Pieczemy przez 50-60 minut, lub do momentu, aż wierzch delikatnie będzie się rumienił. Wyciągamy foremki z wody i zostawiamy do całkowitego wystygnięcia.

Nie zaleca się schładzania serniczków w lodówce, gdyż wówczas ciasta na spodzie stracą zupełnie chrupkość, jeśli jednak nie chcemy ich serwować od razu, lecz kolejnego dnia, przykrywamy wierzch folią spożywczą, a przed podaniem wyciągamy z lodówki odpowiednio wcześniej by uzyskały temp. pokojową. Smacznego!



Kochani!
To już ostatni mój wpis przed Świętami, w Wigilię wyjeżdżamy do rodziców, więc w tym roku omijają mnie wielkie przygotowania, a moje zadania ograniczają się do wypieku piernikowych brownies i kilku chlebów. 

Chciałabym Wam z całego serca życzyć Świąt spokojnych, takich bez pompy, bez stresu i pośpiechu, za to z najbliższymi. Zatrzymajmy się na chwilę, nacieszmy rodziną, przyjaciółmi, poświęćmy im czas, którego tak często nam brakuje. Życzę też sobie i Wam więcej refleksji nad naszymi relacjami, może na świątecznej liście gości albo wśród noworocznych postanowień warto uwzględnić odwiedziny, które ciągle przekładamy, odwiedziny kogoś, kto być może cały czas czeka. 

No i oczywiście niech te Święta będą tak smaczne jak tylko mogą być;)

20 December, 2011

Korzenny krem herbatnikowy


Zaczęło się od przeglądania oferty pewnego sklepu internetowego. Gdy zobaczyłam słoiczek z opisem krem herbatnikowy z miejsca uwierzyłam, że to coś wyjątkowo smakowitego. Natychmiast zapragnęłam stworzyć coś takiego we własnej kuchni, a szukając przepisu (nie znalazłam go) natknęłam się na wpis u D. Lebovitza, który określał speculoos cream jako coś wyjątkowego, co smakuje niesamowicie zarówno na świeżej bagietce, jak i wyjadane łyżeczką prosto ze słoika. Speculoos to rodzaj korzennych, świątecznych ciastek, to dzięki nim krem ma bogaty aromat i ostro-słodki smak. Nic dziwnego, że miałam wielką ochotę na choćby namiastkę takiego kremu. Nie jestem jakoś specjalnie zasadnicza w kwestii zdrowego żywienia, ale było dla mnie naturalne, że domowy krem herbatnikowy, nawet jeśli smakiem odbiega od oryginału, jest lepszy niż ten z dodatkiem utwardzanych tłuszczów roślinnych i innych podejrzanych składników. Mój przepis jest prosty, ale odwdzięcza się superpysznym efektem. Polecam gorąco, do pieczywa, naleśników, ciast i deserów, i do czegokolwiek Wam się zamarzy.


Korzenny krem herbatnikowy

200 g korzennych herbatników (ja użyłam swoich gingersnaps)
60 g masła (bardzo miękkiego)
2 pełne łyżki miodu

Herbatniki kruszymy i miksujemy bardzo dokładnie z resztą składników, jeśli masa wydaje się zbyt sucha lub zbyt gęsta można dodać łyżkę stopionego masła lub neutralnego w smaku oleju. Przekładamy do słoiczka i przechowujemy w suchym i ciemnym miejscu do 3-4 dni. Jeśli chcemy przechować krem dłużej można schować go w lodówce, ale wówczas bardzo tężeje i przed użyciem należy go ogrzać. Smacznego!



A już niebawem, w ostatnim przed Świętami wpisie, dowiecie się do czego jeszcze można wykorzystać gingersnaps:)

16 September, 2011

Dwa kilogramy antonówek


Uwierzycie, że od ponad miesiąca nie upiekłam żadnego ciasta? Dlatego kiedy wróciłam do swojej kuchni musiałam coś upiec. Coś szybkiego i pysznego. Coś co zawiera jabłka, bo przyniosłam do domu 2 kilogramy kwaskowych antonówek. Czy wy też z ciast najbardziej lubicie owoce i kruszonkę? Dlatego crumble jest idealnym deserem dla mnie. Z imbirową nutą...



Jabłkowo-imbirowe crumble

Kruszonka:
150 g zimnego masła
160 g mąki pszennej
160 g mąki razowej (dowolnej, użyłam żytniej, ale polecam orkiszową lub owsianą)
80 g płatków owsianych
200 g cukru trzcinowego
płaska łyżeczka cynamonu

Jabłka:
ok 1,5 kwaskowych jabłek
1-2 łyżki miodu
łyżka soku z cytryny
2-3 łyżki dżemu imbirowego (można zastąpić łyżeczką startego świeżego imbiru i dodać więcej miodu)
płaska łyżeczka kardamonu 
masło do formy + brązowy cukier puder wymieszany z cynamonem (opcja)

Pokrojone masło siekamy z resztą składników, aż powstaną okruchy, lub wyrabiamy mikserem, można ręcznie, ale należy robić to jak najszybciej. Okruchy ciasta chowamy do lodówki na ok 30 minut.

Jabłka obieramy, usuwamy gniazda nasienne, kroimy w ćwiartki, mieszamy z miodem, dżemem, sokiem i kardamonem. Odstawiamy na kilka, kilkanaście minut. Piekarnik rozgrzewamy do 190 st. C. Formę smarujemy masłem i wysypujemy delikatnie odrobiną pudru z cynamonem (nie trzeba tego robić, ale jabłka fajnie się wtedy karmelizują). Wykładamy równomiernie jabłka do formy, posypujemy schłodzoną kruszonką i pieczemy 45-50 minut. Podajemy ciepłe, najlepiej z gałką ulubionych lodów. Smacznego!



17 July, 2011

kto odwiedza targ staroci


Miało być ochłodzenie. Było upalnie. W niedzielny poranek nic mnie nie wygoni z łóżka. No, prawie nic. Natura szperacza wygrała, mimo upalnego poranka. Dawno nie odwiedzałam już targu staroci na wielkim placu przy Dworcu Świebodzkim. Nie znoszę tego placu, zalewu chińskich ubrań, przekrzykujących się sprzedawców i tłumu, który nie patrząc na nic spieszy do interesujących go straganów. Albo wręcz przeciwnie, snują się, nie wiedząc co obejrzeć, a co pominąć. Zupełnie blokują przejście i dmuchają innym w twarz dymem z papierosów. Niemieckie proszki i płyny do płukania, stosy marnej jakości narzędzi i dziwnych wynalazków.  Jednak ci, którzy znają tylne przejście, mają szansę pominąć cały ten zgiełk;) i powoli pooglądać sobie "starocie". Czego to ludzie nie sprzedają. Stosy rupieci, starych szmat i mocno podniszczonych książek. Ale lubię niespiesznym krokiem wędrować wzdłuż torów, gdzie na gołej ziemi lekko wcięci sprzedawcy rozkładają swoje "skarby" w nadziei, że zarobią chociaż na kolejne piwo. 


 I właśnie dzisiaj wśród zaśniedziałych widelczyków, obitych filiżanek, niewielu antyków (cudowny gramofon z muzyką bardzo retro) i wybrakowanych zabawek, ujrzałam dwie książki: Baking Handbook, Marthy Stewart oraz The handmade loaf, Dana Leparda. Za grosze. I chociaż z zakwasem w dalszym ciągu się nie zaprzyjaźniłam, to nie mogę doczekać się, aż zrobię chleb z serwatką, albo z sokiem z kiszonych ogórków. Chyba nie ma większej motywacji niż książka, która spada z nieba i piękne zdjęcia cudownych, domowej roboty bochenków z różnych krajów Europy. I najrzetelniejszy przepis na zakwas jaki widziałam. Jakże się cieszę, że nie wagarowałam na lekcjach angielskiego;)



Zanim zabiorę się za bardziej skomplikowane chleby i wypieki, przedstawiam Wam tymczasem najprostszy przepis z podręcznika M. Stewart. Przepis na popovers (nie potrafię tego przetłumaczyć:)). Mocno jajeczne ciasto, które rośnie jak szalone, przybierając dziwaczne kształty. Amerykański przysmak śniadaniowy. Szczerze mówiąc, gdy wlewałam rzadkie ciasto do foremek, nie wierzyłam, że z tego powstanie coś dobrego (że powstanie cokolwiek). Teraz wiem, że ten ekspresowy przepis zostanie ze mną na dłużej. Wystarczy wstać 35 minut wcześniej (5 minut przygotowań i 30 minut pieczenia), by pałaszować to ptysiowo-omletowe  "niewiadomoco" na śniadanie, z masłem i dżemem (ale mąż testował też wersję wytrawną, z szynką i pomidorem). Ci, którzy znają i lubią popovers pewnie korzystają z foremek specjalnie do nich przeznaczonych. Ja robiłam je pierwszy raz i użyłam zwykłej formy do muffin.


Popovers
(z Baking Handbook, M. Stewart)

1,5 szklanki mleka
1,5 szklanki mąki pszennej
6 jajek
3/4 łyżeczki soli
1,5 łyżki cukru pudru
masło do wysmarowania foremek

Piekarnik rozgrzewamy do 230 st. C. Mleko łączymy dokładnie z jajkami w misce. Wsypujemy przesianą mąkę, cukier i sól i mieszamy do powstania ciasta (będzie rzadkie), robiłam to trzepaczką balonową, można użyć miksera, ale nie należy mieszać zbyt długo, drobne grudki nie przeszkadzają. Foremki wysmarowane masłem napełniamy ciastem (ok 5 łyżek na każdą foremkę). Pieczemy 30 minut, nie otwierając piekarnika w trakcie. Ciasto powinno znacznie wystawać z foremek i mieć złotobrązowy kolor. Gotowe popovers od razu wyciągamy i podajemy jeszcze gorące, najlepiej z masłem i ulubionym dżemem. Smacznego!




13 July, 2011

Co ma Jarmusch do lodów?


Troszkę ma. Jeśli pamiętacie film Jima Jarmuscha, "Down by Law", pewnie domyślacie się o co chodzi. O scenę, w której Benigni, Lurie i Waits śpiewają "I scream, you scream, we all scream for ice-cream!".I ja dzisiaj też tak śpiewam, chociaż na taniec "dokolusia" mnie nie namówicie;) Za to do porcji domowych lodów nie trzeba mnie namawiać, wcale.


Nie mam maszyny do lodów, więc staram się robić lody jak najprostsze. Te, które dziś przedstawiam nie mają jajek. Kilka prostych składników, nic skomplikowanego. Nie ma nawet potrzeby mieszania ich podczas zamrażania (z resztą mogłyby stracić puszystość). Przepis znalazłam u Natalii. Posłużył mi jako baza do malinowych. Podaję z moimi zmianami. We all scream for ice-cream;)


Lody waniliowo-malinowe, bez jajek

530 ml mleka kondensowanego, niesłodzonego 
250 ml śmietanki kremowej
3 łyżki drobnego cukru z prawdziwą wanilią
2 łyżki golden syrup (lub miodu)
filiżanka świeżych malin, delikatnie rozdrobnionych

Śmietankę bardzo dobrze ubijamy z cukrem waniliowym. Do mleka dodajemy golden syrup i miksujemy kilka minut, by dobrze je spienić. Łączymy mleko ze śmietanką i delikatnie mieszamy z malinami. Przekładamy masę do plastikowego pojemnika i zamrażamy przez ok 3-4 godziny. Smacznego!