Showing posts with label dla dzieci. Show all posts
Showing posts with label dla dzieci. Show all posts

06 January, 2013

NIEDZIELNE GOFRY


Nie staram się omijać bloga, raczej mijam się w ogóle z komputerem ostatnio. Staram się w tym roku układać wszystko i zaplanować. Od grudnia Lu chodzi do przedszkola, chociaż więcej przebywa w domu, chora. A mimo to, tak wiele się zmieniło. Dni zaczynają nabierać rytmu, po to by za chwilę znów stać się chaosem, który trzeba będzie ogarnąć. Przede mną ciekawe perspektywy, nie zapeszam, ale miło myśleć, że lada dzień moja praca będzie też ogromną przyjemnością. Nowy Rok i nowe sprawy. Nowe sytuacje, do których trzeba na szybko dojrzeć i zaakceptować w swoim życiu. Nie składałam Wam życzeń więc przyjmijcie je teraz, spóźnione, ale szczere,  pełne nadziei, że Wasz Nowy Rok będzie dużo lepszy niż poprzedni, nie braknie Wam zdrowia, entuzjazmu i uśmiechów.

Tymczasem nasz niedzielny poranek upłynął w towarzystwie głośnych śmiechów przeplatanych kłótniami. Lu i jej starszy kuzyn szaleją odkąd otworzyli oczy, a ja rozgrzewam gofrownicę. Cała góra gofrów znika w kilka chwil. Z powidłami ze śliwek z dziadkowego ogrodu. Ja swoje zjadam z wiśniami (z tego samego ogrodu) i syropem amaretto.

Gofry nie są słodkie, poza melasą nie zawierają cukru, więc są idealne do bardziej słodkich dodatków albo...słonych, np. kremowego pikantnego twarożku z przyprawami.


Drożdżowe gofry z melasą

15 g świeżych drożdży
2 łyżki melasy
2 filiżanki (używam o poj.200 ml) mleka
2 filiżanki mąki
2 jaja, najlepiej wiejskie
1/2 filiżanki oliwy
szczypta soli

Odmierzyć pół filiżanki mleka, podgrzać i w dużej misce wymieszać z melasą. Wkruszyć drożdże, zasypać łyżką mąki i odstawić na 5-10 minut.

Jajka roztrzepać z oliwą i szczyptą soli. Odstawić.
Do zaczynu dodać resztę mleka i mąki, wymieszać, dodać masę jajeczną i dokładnie wymieszać trzepaczką, do uzyskania gładkiego ciasta bez grudek. Przykryć miskę i odstawić w ciepłe miejsce na 30-60 minut.
Rozgrzać gofrownicę i delikatnie posmarować niewielką ilością oleju (za pomocą pędzla lub spryskać). Nakładać porcje ciasta i piec kilka minut, aż ładnie się przyrumienią. Zjadać najlepiej ciepłe, z ulubionymi dodatkami. Smacznego!:)

25 October, 2012

DAWNO NIE PIEKŁAM MUFFINEK...


 Ciemne i mgliste poranki. Jedziemy na grzyby. Zaciągam czapkę na uszy bo w lesie chłodno i jakoś tak ponuro. Z nostalgią przyglądam się żukom i pająkom. Myślę, coraz częściej, o zimie. Niby jeszcze daleko ale czuć ją. Wiatr ma jej zapach. Dni są ciemne i wilgotne. A jesień w tym roku wydaje się być jedynie pomostem, od lata do zimy. Niezauważonym. Podobno na dniach ma spaść śnieg. Trudno mi się z tym pogodzić, bo wciąż chciałabym zakładać tylko baleriny i chustę i po prostu wyjść z domu. Wygrzewać się w słońcu. Ale słońca we Wrocławiu ostatnio jak na lekarstwo. Może przez to mam szare myśli, jakąś niepewność w sobie. Wszystko tak szybko się zmienia. Drzewa w pośpiechu rozbierają się z liści, nim wrócę do domu robi się ciemno. Przypominam sobie jak smakuje herbata. I podczas gdy J. czyści grzyby i nawleka je na nici, ja i Lu pieczemy coś słodkiego...


Muffinki są dość wilgotne i zwarte, raczej dla miłośników cięższego ciasta niż jasnych, lekkich babeczek. Nam smakują na śniadanie, z dżemem truskawkowym. Zachowują świeżość przez kilka dni, zamknięte w szczelnym pojemniku lub zawinięte w folię. Doskonale odchodzą od papilotek :)

Śmietankowe muffiny bananowo-migdałowe 
(na ok 15 - 16 sztuk)

1 1/2 filiżanki* mąki (owsianej, pszennej lub orkiszowej)
2/3 filiżanki mielonych migdałów
1/2 filiżanki otrąb owsianych + do posypania
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
2/3 filiżanki cukru trzcinowego, jasnego
1/2 filiżanki oliwy
150 g (3/4 opakowania) śmietany 36%
2 jaja
2 dojrzałe banany, obrane i rozgniecione ze szczyptą soli na masę

*w tym przepisie używam filiżanki o poj.200 ml

Piekarnik rozgrzewamy do temp. 190 st. C.
Mąkę mieszamy z proszkiem do pieczenia, migdałami i otrębami. W osobnym naczyniu mieszamy oliwę, cukier i jaja. Dodajemy do suchych składników, razem ze śmietaną i bananami i mieszamy chwilkę, tylko do połączenia składników.

Formę na muffiny wykładamy papilotkami i do każdej łyżką nakładamy ciasto, na ok 2/3 wysokości. Wierzch posypujemy odrobiną otrąb. Pieczemy przez ok 25 minut (po tym czasie patyczek wbijamy do jednej z babeczek i sprawdzamy czy się nie klei, jeśli ciasto zostaje na patyczku dopiekamy jeszcze przez kilka minut). Wyciągamy formę i odstawiamy na 5 minut, po czym wyciągamy z niej muffiny i studzimy je na kuchennej kratce. Smacznego!



18 September, 2012

ŁATWE CIASTO BANANOWE Z GRUSZKAMI


Mam wrażenie, że ciasta i chlebki bananowe obiegły już całą kulinarną sieć i nie można nic dodać w ich temacie. I pewnie tak jest. Ale wszystkie moje ulubione przepisy zawierają masło i dość dużą ilość bananów. A co począć jeśli masła brak a banany są tylko dwa? 

Kiedy na bananach pojawiają się ciemne plamki zawsze myślę o cieście bananowym. I często je robię, najchętniej razowe, z dużą ilością orzechów i ciemnym cukrem w małych ilościach. Wówczas powstaje chlebek, który z powodzeniem zastąpi pieczywo, bo za kromkę ciepłego z masłem dałabym się pokroić. 

Ale dziś powstało improwizacyjne, lekkie i owocowe ciasto bananowe. Z olejem zamiast masła. Ładnie wyrasta, ma jedwabisty przyjemny miąższ, nie jest "gnieciuchem", ale nie jest też suche. Ot, pyszne proste ciasto do herbaty pijanej w ogrodzie (bardzo wskazane z uwagi na słoneczne dni września:)). 


Ciasto bananowe z gruszką
 (użyłam szklanki o poj. 250 ml)

2 dojrzałe banany
1 szklanka mąki
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 szklanki cukru pudru
nieco ponad 1/2 szklanki dobrego oleju roślinnego
3 jajka
1-2 gruszki, obrane i pokrojone w kostkę
cukier puder do posypania

Piekarnik rozgrzewamy do temp. 180 st. C.
Banany rozgniatamy widelcem (nie miksujemy!) i odkładamy na bok. W dużej misce trzepaczką dokładnie mieszamy jajka, cukier i olej.  Mąkę przesiewamy z proszkiem do pieczenia i dodajemy do masy, mieszamy. Na końcu dodajemy banany i znów mieszamy, ale nie za długo, tylko aby połączyć składniki. Ciasto przelewamy do keksówki (lekko nasmarowanej olejem i wysypanej mąką, lub wyłożonej papierem do pieczenia). Na wierzchu układamy kawałki gruszki. 

Ciasto wstawiamy do rozgrzanego piekarnika i pieczemy przez godzinę. Wyciągamy z piekarnika i studzimy 5 minut w formie, następnie wyjmujemy ciasto z formy i studzimy następnie* na kratce kuchennej. Wierzch posypujemy cukrem pudrem.

*Nie musimy studzić ciasta całkowicie, bo ciepłe smakuje równie dobrze, a może nawet lepiej:) Polecam do aromatycznej herbaty. Smacznego!

09 August, 2012

PO PRZERWIE ALBO NA PRZERWĘ...JAGODY I MIGDAŁY


Jestem. Mimo wahań, mimo natłoku innych zajęć, mimo pewnego lęku...Do końca nie byłam pewna czy wracać, czy znów umiem czerpać z tego radość. I wciąż tego nie wiem, ale na przekór wątpliwościom i zgodnie z obietnicą jestem. Z deserem na letni wieczór. Z jagodami (które spokojnie zastąpić można borówkami, bo są cały czas dostępne). Użyłam mrożonych, chcę by lato trwało, nie kończyło się i wciąż cieszyło leniwymi słodkimi smakami owoców. Pod migdałową kruszonką na przykład. Lubicie?


Jagody pod kruszonką z migdałami

150-200 g jagód lub borówek (użyłam mrożonych)
2 płaskie łyżki muscovado (może być zwykły brązowy cukier lub np.melasa)
1/2 łyżeczki cynamonu

kruszonka:

łyżka masła
2 płaskie łyżki cukru trzcinowego
2 łyżki pełnoziarnistej mąki razowej
niewielka garść niełuskanych migdałów

Jagody wymieszać z cukrem i cynamonem, przełożyć do niewielkiego naczynia do zapiekania. Z masła, cukru trzcinowego i mąki zagnieść kruszonkę, włożyć na kilka-kilkanaście minut do lodówki. Rozgrzać piekarnik do 190 st. C. 

Jagody posypać kruszonką, naczynie włożyć do rozgrzanego piekarnika, zapiekać ok 30-40 minut. Lekko ostudzić. Migdały grubo posiekać i posypać gotowy deser. Mi smakuje na ciepło, ale zimny też jest pyszny;) Smacznego!

16 February, 2012

Nie taki znów tłusty czwartek. Ciasto razowe.


Śnieg sypie niemiłosiernie, a temperatura wróciła na plus, w wyniku czego dzisiejszy spacer upłynął nam przy dźwiękach "chlap chlap" i "plusk plusk". Mokre buty, mokre skarpetki, omijanie ulic z obawy przed szalonymi kierowcami, którzy zdają się odnajdywać przyjemność w ochlapywaniu przechodniów błotem. Ale to nic. Kupiłam dziś za śmieszne pieniądze formę do zapiekania. Spotkałam przynajmniej trzy fantazyjne bałwanki, jeden z nich był wielkim smutnym misiem. Mijałam na targu stragany z pączkami. Z całymi stosami pączków, przez zwykłe, z różą, posypane cukrem pudrem do barokowych, wielkich, przełożonych bitą śmietaną, zwieńczonych kolorowym lukrem, posypanych cukrowymi perełkami albo kandyzowaną skórką pomarańczową. Wśród nich wszystkich moje ulubione, pączki hiszpańskie. Ale Mar postanowiła nie obżerać się dziś pączkami ani faworkami. Tak, kochani, przezornie upiekłam wczoraj lżejszą, zdrowszą i (mam nadzieję) nieco mniej tuczącą alternatywę.


To ciasto, które doskonale sprawdza się w roli awaryjnego, takiego, które można szybko upiec w razie niespodziewanych gości. Jest niesamowicie wilgotne, a dzięki przyprawom aromatyczne. Proste. Zdrowe. I wychodzi zawsze.


Razowe ciasto z dżemem porzeczkowym 

175 g mąki pszennej razowej
1 łyżeczka sody
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka przyprawy do piernika, lub cynamonu
125 ml mleka (może być też sojowe)
1 duże jajo (u mnie wiejskie)
100 g cukru trzcinowego, nierafinowanego
100 g niskosłodzonego dżemu porzeczkowego (lub rozmrożonych i rozgniecionych widelcem porzeczek lub innych owoców)
75 g masła, rozpuszczonego (można zastąpić oliwą)
opcjonalnie: 50 g gorzkiej czekolady, roztopionej

Piekarnik rozgrzewamy do 180 st. C.

Mąkę mieszamy z sodą, proszkiem i przyprawą. W osobnej misce ucieramy jajko z cukrem, dodajemy mleko i masło, a na końcu dżem, dokładnie miksujemy. Dodajemy suche składniki i starannie łączymy z masą. Przelewamy ciasto do niewielkiej formy wyłożonej papierem do pieczenia. Wierzch można polać czekoladą, która utworzy przyjemnie gorzkawą warstewkę na wierzchu ciasta. Pieczemy ok 35-40 minut, sprawdzając patyczkiem czy ciasto jest gotowe - patyczek może być lekko lepki, bo ciasto jest wilgotne, ale nie powinien być brudny od ciasta. Wyciągamy ciasto i studzimy na kratce.

Przetrzyma 2-3 dni, zawinięte po całkowitym wystygnięciu w folię spożywczą. Smacznego!


21 October, 2011

Dyniowe placuszki na słodko


Dziś szybko i słodko. Nie za słodko, w sam raz. Dynia w mojej ulubionej odsłonie, razem z Lu potrafimy zjeść ogromną ilość takich placuszków. Idealne na śniadanie lub leniwy podwieczorek.


Placuszki dyniowe na słodko

1 szklanka drobno tartego miąższu dyni ulubionej odmiany
1/2 szklanki mleka (lub jogurtu, maślanki itp)
1 szklanka mąki
3 jaja
2 łyżki brązowego cukru (użyłam jasnego trzcinowego, można użyć miodu lub golden syrup)
1/4 łyżeczki cynamonu
1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej
1/2 łyżeczki imbiru w proszku
1/2 łyżeczka sody
szczypta soli
olej do smażenia

Suche składniki mieszamy w osobnym pojemniku (bez cukru), w misce łączymy dynię z jajkami, cukrem i mlekiem. Wsypujemy suche i dokładnie łączymy (robię to trzepaczką balonową). Rozgrzaną patelnię smarujemy cienką warstwą oleju, smażymy placuszki nakładając po łyżce masy, lekko dociskając. Smażymy na małym ogniu po ok 2 minuty z każdej strony. Gotowe placuszki odsączamy z tłuszczy na papierowym ręczniku i podajemy z ulubionymi dodatkami (u nas śmietana z cukrem, ale polecam syrop klonowy, miód, a Lubemu podpasowały nawet z chińskim sosem słodko-kwaśnym:)). Smacznego!

19 October, 2011

Jesienne muffiny z dynią i masłem orzechowym, na deszczowe dni


Gdy wracam do domu ze zgrabną hokkaido mam w głowie miliony pomysłów na jej wykorzystanie. Ale w domu okazuje się, że w planach był jeszcze chleb, zupa i kilka rodzajów wegetariańskich kotletów. W kącie pigwy (albo owoce pigwowca?zawsze mam z tym problem) czekają na swoją kolej. Ale dynia ma pierwszeństwo. Na szybko, bo w muffinach. Podkręcam je chrupiącym masłem orzechowym. I do herbatki w słotne dni jak ten, są idealnym pocieszeniem. Zwłaszcza dzięki swej słonecznej barwie i ciepłym, jesiennym zapachu.


Dyniowe muffiny z chrupiącym masłem orzechowym
12 sztuk 

280 g mąki pszennej (1 i 3/4 szklanki)
łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli
szklanka dyni, obranej i startej na drobnej tarce
3 jajka
170 g cukru (użyłam jasnego cukru trzcinowego)
1/2 szklanki oleju roślinnego 
2 łyżeczki ekstraktu waniliowego (opcja)
masło orzechowe z kawałkami orzeszków (12 łyżeczek)
masło do nasmarowania formy

Piekarnik rozgrzewamy do 190 st. C. Formę na muffinki smarujemy masłem.
Mąkę mieszamy z proszkiem do pieczenia i solą. W dużej misce łączymy cukier z jajkami, olejem i wanilią. Mieszamy dokładnie z dynią. Dodajemy mąkę i mieszamy, ale nie za długo, tylko tyle by połączyły się składniki. Do wgłębień w formie nakładamy po łyżce masy, na wierzch układamy po łyżeczce masła orzechowego i przykrywamy pozostałym ciastem (także po łyżce). Pieczemy przez ok 25 minut (można sprawdzić patyczkiem). Wyciągamy formę i ostrożnie wyjmujemy muffiny, przekładamy je ostygnięcia na kratkę kuchenną. Można je oprószyć cynamonowym cukrem pudrem. Smacznego



16 September, 2011

Dwa kilogramy antonówek


Uwierzycie, że od ponad miesiąca nie upiekłam żadnego ciasta? Dlatego kiedy wróciłam do swojej kuchni musiałam coś upiec. Coś szybkiego i pysznego. Coś co zawiera jabłka, bo przyniosłam do domu 2 kilogramy kwaskowych antonówek. Czy wy też z ciast najbardziej lubicie owoce i kruszonkę? Dlatego crumble jest idealnym deserem dla mnie. Z imbirową nutą...



Jabłkowo-imbirowe crumble

Kruszonka:
150 g zimnego masła
160 g mąki pszennej
160 g mąki razowej (dowolnej, użyłam żytniej, ale polecam orkiszową lub owsianą)
80 g płatków owsianych
200 g cukru trzcinowego
płaska łyżeczka cynamonu

Jabłka:
ok 1,5 kwaskowych jabłek
1-2 łyżki miodu
łyżka soku z cytryny
2-3 łyżki dżemu imbirowego (można zastąpić łyżeczką startego świeżego imbiru i dodać więcej miodu)
płaska łyżeczka kardamonu 
masło do formy + brązowy cukier puder wymieszany z cynamonem (opcja)

Pokrojone masło siekamy z resztą składników, aż powstaną okruchy, lub wyrabiamy mikserem, można ręcznie, ale należy robić to jak najszybciej. Okruchy ciasta chowamy do lodówki na ok 30 minut.

Jabłka obieramy, usuwamy gniazda nasienne, kroimy w ćwiartki, mieszamy z miodem, dżemem, sokiem i kardamonem. Odstawiamy na kilka, kilkanaście minut. Piekarnik rozgrzewamy do 190 st. C. Formę smarujemy masłem i wysypujemy delikatnie odrobiną pudru z cynamonem (nie trzeba tego robić, ale jabłka fajnie się wtedy karmelizują). Wykładamy równomiernie jabłka do formy, posypujemy schłodzoną kruszonką i pieczemy 45-50 minut. Podajemy ciepłe, najlepiej z gałką ulubionych lodów. Smacznego!



19 July, 2011

nie ma jagód - są borówki


Obudziłam się z przemożną chęcią upieczenia czegoś. Z owocami. Może w końcu pora zabrać się za jagodzianki? Wysłałam więc męża po jagody. Przyniósł borówki. Bo jagody ponoć zmarzły. Są brzydkie, pomarszczone i kwaśne. Mina mi zrzedła. Taką miałam ochotę na jagodzianki. Nie lubię takich niespodzianek. Postanowiłam jednak doprowadzić plan do końca. Zrobiłam ciasto drożdżowe (w tej rozpaczy zapomniałam o maśle i wcisnęłam je w ciasto, które już miało wędrować do rośnięcia;)). Z borówkami. I twarożkiem.


Przepis na ciasto drożdżowe z ziemniakami znalazłam u Liski, jakiś czas temu. Robiłam z niego już drożdżówki z malinami i rabarbarem. Jest świetne. Miękkie, puszyste i świeże nawet następnego dnia. Najlepsze do bułeczek. Dlatego zawsze wszystkim polecam ten przepis i póki co, nie korzystam z innego.


Drożdżówki z serem i borówkami

450 g mąki pszennej (użyłam więcej, ok 510 g )
250 ml mleka
100 g cukru
100 g masła (użyłam miękkiego, ale może być stopione)
7 g drożdży instant 
120 g ugotowanych, dokładnie utłuczonych ziemniaków
pół łyżeczki soli
cukier waniliowy (dałam łyżkę cukru z prawdziwą wanilią)

nadzienie:
100 g białego twarogu
2 łyżki cukru pudru
kilka łyżek jogurtu naturalnego
łyżka soku z cytryny
ok 250 g borówek lub innych owoców (maliny, jeżyny, porzeczki - co kto lubi)

jajko do posmarowania

opcjonalnie: lukier z 1/2 szklanki cukru pudru oraz soku z 1/2 cytryny

Drożdże mieszamy z cukrem i kilkoma łyżkami mleka. Dodajemy łyżkę mąki i odstawiamy na 15 minut. Dodajemy pozostałe składniki i wyrabiamy ciasto. Powinno być elastyczne i nie klejące do rąk. Formujemy kulę i umieszczamy ciasto w misce, przykrywamy i odstawiamy do wyrośnięcia (ciasto rośnie bardzo dobrze, powinno podwoić objętość w przeciągu godziny). 

Twarożek rozdrabniamy widelcem z cukrem pudrem, dodajemy sok z cytryny i jogurt, mieszamy i odstawiamy w chłodne miejsce.

Z wyrośniętego ciasta formujemy niewielkie bułeczki, lekko je spłaszczamy i układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, w odstępach, ponieważ urosną (z podanej ilości ciasta wychodzi ok 14 bułeczek). Spodem małej szklaneczki zanurzonej w mące robimy wgłębienie w każdej bułeczce. Nakładamy w nie po ok 2 łyżeczki twarożku i układamy owoce. Brzegi bułeczek smarujemy jajkiem rozmąconym z kilkoma łyżeczkami wody. Zostawiamy bułeczki do wyrośnięcia na ok 30 minut (zostawiłam na krócej) i rozgrzewamy piekarnik do 200 st. C. 

Wstawiamy blachę do nagrzanego piekarnika i pieczemy drożdżówki ok 15-20 minut. Wystudzone można polukrować. Smacznego!


przepis dzięki przypomnieniom Olcika dołączam do akcji Jagodowo Nam 3 :)


14 July, 2011

Ile poezji jest w plackach?


byliśmy: my – ci sami
zmieniały się tylko miasta, rzeki, wilgoć

świat stał się nagle chybotliwym pomostem
grzmot gdy podrywał mewy – białe plamki

na burzowym niebie czas nieruchomiał siny,
wstrzymywał nam oddech, można było
wypalać przestrzeń między wierszami

dziś deszcz rządzi wierszem, tym miejscem
posłuchaj: zgoda osiada we mnie jak kurz
na fotografiach te same twarze nowe przeznaczenia

to było wtedy gdy znalazłam swoje: stać
niepewnie, czekać aż trzcina pozacina chmury;
zamknąć cię w słowach – perkozach,
w przedwieczornym wietrze co niepokoi wody.

Zastanawiacie się pewnie co mnie tak dzisiaj na poezję wzięło? Chyba przez tę pogodę. Za oknem deszcz, ciemno i ponuro. W takie dni mam ochotę pisać, chociaż od dawna brakuje mi czasu na poezję. Ten powyżej to stary wiersz, gdy go czytam to tęsknię. Za formowaniem myśli w smętne frazy:) Ale mam za to czas, by szukać poezji w codzienności. Powtarzać kilka razy słowa, które mi się podobają najbardziej. Ot, taka cukinia, na przykład. Bardzo ładne słowo, prawda?;)


Dzisiejsze placuszki to alternatywa dla słodkich pancakes. Z cukinią i natką. Najlepsze w nich jest to, że nadają się i na śniadanie i na podwieczorek. Albo lekki obiad. No i są idealne na piknik. Jak tylko pogoda się poprawi...


Placuszki z cukinią i kremowym sosem czosnkowym

Placuszki:
150 ml mleka
100 ml maślanki (albo jogurtu lub kefiru, można też zrobić z samego mleka - 250 ml)
250 g mąki pszennej
2 jajka
płaska łyżeczka soli
1 cukinia
pęczek natki pietruszki
pieprz

Sos:
200 ml śmietanki kremowej
szczypta kurkumy
2 duże ząbki czosnku
łyżeczka suszonych ziół (użyłam szczypiorku)
sól do smaku

Mleko i maślankę roztrzepujemy z żółtkami (białka możemy na chwilę odłożyć do lodówki). Dodajemy przesianą mąkę i sól. Dokładnie mieszamy. Cukinię dokładnie myjemy, ścieramy na tarce o dużych oczkach. Natkę siekamy (część można zostawić do posypania gotowych placków). Dodajemy cukinię i natkę do ciasta. Mieszamy i odkładamy na chwilę. Przygotowujemy sos: Śmietankę  lekko ubijamy, by nie była tak rzadka, ale nie za bardzo. Dodajemy resztę składników i czosnek starty drobniutko. Mieszamy i schładzamy w lodówce. 

Na patelni rozgrzewamy niewielką ilość oleju. Schłodzone białka ubijamy ze szczypta soli i dodajemy do ciasta, delikatnie mieszając całość. Na rozgrzaną patelnię wlewamy porcjami ciasto i smażymy placuszki z obu stron, do zrumienienia. Odsączamy na papierze. Podajemy z sosem. Placuszki można jeść też na zimno, jako przekąskę na pikniku, ale najbardziej smakują ciepłe. Smacznego!





16 June, 2011

Małpka George lubi ogrodoburgery


Dla niewtajemniczonych, małpka George to bohaterka kreskówki. Jednej z ulubionych kreskówek mojego dziecka. I nie ukrywam, że sama też się nieraz zagapię;) Mnie jednak urzekł wątek kulinarny pewnego odcinka (który delikatnie przewija się także w innych;)) a konkretnie: ogrodoburgery. Ogrodoburgery zrobione są z cieciorki i warzyw. Z jakich warzyw, tego w bajce nie powiedzieli. I bardzo dobrze, bo to oznacza, że mogę je robić na wiele sposobów i będą to zawsze ogrodoburgery. Czyli coś, co moje dziecko zje na 100% (jeśli bohater ulubionej kreskówki twojego dziecka coś je, to twoje dziecko zje to tym bardziej). I ja też nimi nie pogardzę:)


Ogrodoburgery czyli burgery z cieciorki i warzyw, z kolendrą

puszka ciecierzycy
1 niewielka cukinia
1 marchew (lub dwie małe)
kawałek selera (użyłam młodego) korzeniowego
ząbek czosnku
2-3 pełne łyżki dowolnych otrąb 
sól i świeżo mielony pieprz
łyżeczka zmielonych nasion kolendry
pół łyżeczki zmielonych nasion kuminu
łyżka pasty paprykowej (opcja, można dodać łyżeczkę papryki w proszku)
pół pęczka świeżej kolendry, posiekanej
łyżeczka oliwy 
olej do smażenia

do obtoczenia: kilka łyżek mąki kukurydzianej (można wymieszać z kaszką manną)

Cieciorkę odcedzamy, mielimy raz i skrapiamy oliwą by nie obsychała. Warzywa dokładnie myjemy, marchew, czosnek i seler obieramy, wszystkie warzywa ścieramy na tarce. Mieszamy z cieciorką, dodajemy posiekaną kolendrę, przyprawy (soli należy dodać sporo, po usmażeniu burgery będą mniej słone niż się spodziewamy). Na końcu dodajemy tyle otrąb by dało się z masy formować burgery (jeśli mimo tego masa jest zbyt rzadka, można zagęścić ją dodatkowo mąką kukurydzianą). Mimo wszystko jednak masa będzie luźnawa i burgerom łatwiej nadać odpowiedni kształt po obtoczeniu w panierce. Smażymy na rozgrzanym oleju z obu stron, do zrumienienia. Odsączamy z tłuszczu na serwetce. Podajemy z ulubionymi dodatkami (my jak widać na zdjęciach, jemy je z ryżem i surówką z młodej kapusty z koperkiem, oliwą i octem jabłkowym). Smacznego!

14 June, 2011

Cynamon i jagody (już?)



Weszłam dziś do warzywniaka po coś zupełnie innego, ale mój wzrok od razu padł na jagody. Och, jak ja lubię patrzeć na Lu, gdy je jagody. Do tych własnoręcznie zbieranych w lesie (jak w tamtym roku) jeszcze daleko, ale nie mogłam ich nie kupić. Truskawki, choć bardzo je lubię, delikatnie nam się przejadły, czereśnie są na dobrej drodze by podzielić ich los. Ale jagody? Na jagody czeka się inaczej. Podobnie jak na poziomki. By mieć troszkę lasu we własnym domu i mnóstwo lata w ciastach z owocami...


Gdy wróciłam do domu, przypomniałam sobie, że nie mam masła. Upiekłam więc trochę eksperymentalnie ciasto z oliwą. Wyszło pysznie. A jagody połączone z cynamonem i gorzką czekoladą sprawdzają się wyśmienicie. Powstało niezbyt słodkie ciasto, które ze szklaneczką zimnego mleka posiada wręcz magiczne moce;) Polecam.


Ciasto z jagodami i gorzką czekoladą

250 g mąki pszennej
170 g cukru + łyżka do posypania
3 jajka
130 ml oliwy z oliwek (ok pół szklanki) - można zastąpić olejem
50 ml mleka
10 g cukru waniliowego (łyżka)
łyżeczka cynamonu + szczypta do posypania
łyżeczka proszku do pieczenia

60 g gorzkiej czekolady, posiekanej
200 g jagód, umytych, osuszonych i oprószonych łyżeczką mąki


Żółtka oddzielamy od białek. Umieszczamy żółtka w dużej misce, mikserem ucieramy z cukrem i cukrem waniliowym, aż powstanie puszysta masa. Wówczas dodajemy mleko i oliwę. Mąkę przesiewamy, mieszamy z proszkiem do pieczenia i cynamonem. Dodajemy do masy po trochę i dokładnie miksujemy. Następnie mieszamy szpatułką z posiekaną czekoladą.

Białka ubite na sztywną pianę dodajemy do masy (najpierw kilka łyżek, a po delikatnym wymieszaniu resztę). Wylewamy masę do formy keksowej wyłożonej papierem do pieczenia. Na wierzch wysypujemy jagody, część możemy delikatnie wmieszać w ciasto nożem. Całość posypujemy cukrem wymieszanym z cynamonem. Pieczemy ok 60 minut. Ciasto studzimy w formie i kroimy po wystudzeniu. Jeśli zamierzamy trzymać do następnego dnia, warto ciasto zawinąć w folię by nie wyschło. Smacznego!




29 May, 2011

Krajowe, malutkie i słodkie:)


Lubicie być zaskakiwani? Kiedy wysyłacie bliskich po zakupy i przynoszą coś nadprogramowego? Jak mój tato, który dzisiaj przyniósł niemałą ilość krajowych malutkich truskawek. Wszyscy mieli ochotę na banał w postaci truskawek ze śmietaną i cukrem. Czasem najprostsze bywa najlepsze. Ku memu zdziwieniu Lu nie rusza truskawek. Ugryzła kawałek, zaraz wypluła i wróciła do swoich zajęć kompletnie wymazując ten incydent z pamięci.



Ale ja wiem, że Lu jak mało kto lubi kaszę. I lubi puddingi. Niestety w pobliskim wiejskim sklepie qinoa jest nie do osiągnięcia. Mam jęczmienną, drobną. Większość kasz po ugotowaniu w mleku nabiera orzechowego smaku, a on świetnie komponuje się z owocami. Szybki i pyszny pudding. Truskawki i ocet. Truskawki i śmietana. Truskawki i ciasto. Truskawki saute. Kocham truskawki, w każdej postaci;)


Pudding jęczmienny z truskawkami w occie balsamicznym
Składniki:
  • szklanka truskawek
  • 2 łyżki cukru, białego lub brązowego (może być też miód)
  • łyżka octu balsamicznego
  • pół szklanki drobnej kaszy jęczmiennej
  • szklanka mleka
  • 2 łyżeczki cukru
  • 2 łyżki śmietany (18% lub więcej)
Truskawki myjemy, usuwamy szypułki, kroimy na połówki (większe na ćwiartki), zasypujemy cukrem lub miodem, skrapiamy octem. Mieszamy delikatnie, najlepiej potrząsając miseczką. Odstawiamy na kilkanaście minut.

Mleko mieszamy z 2 łyżeczkami cukru, zalewamy nim kaszę w garnuszku i gotujemy na małym ogniu, często mieszając, aż zgęstnieje i kaszka będzie miękka. Gotową odstawiamy by przestygła. Truskawki przekładamy do szklaneczek (wychodzą dwie), razem z sokiem jaki się wytworzył. Na owocach układamy kaszę. Wierzch smarujemy śmietaną. Gotowe puddingi najlepiej schłodzić w lodówce. Smacznego!

11 March, 2011

quinoa pudding


Ci, którzy śledzą bloga, wiedzą o antypatii Lu do mleka. Puddingi są alternatywą, więc zaczęłam je praktykować:) Ten, który dziś Wam pokazuję to prosty i dość klasyczny deser, zbliżony do ryżu na mleku, z tym że ryż zastąpiła nam quinoa. To niewiarygodne, ale mleko w którym gotuje się ta kaszka ma intensywnie orzechowy smak, niczym orzechowe lody. Lu była zachwycona, lubi kasze i lubi desery, a dodatek gorzkiej czekolady zagwarantował sukces. Sama oczywiście też zjadłam porcyjkę. Ktoś jeszcze ma ochotę?


Pudding z quinoa, z powidłami i czekoladą

Składniki:
  • 1/2 szklanki quinoa
  • 1 1/2 szklanki pełnego mleka
  • 2 łyżki cukru
  • kilka kropli olejku śmietankowego (opcja)
  • kilka łyżeczek powideł truskawkowych (lub innych, albo w sezonie świeże truskawki)
  • odrobina startej gorzkiej czekolady
Ziarna quinoa płuczemy na sitku pod chłodną, bieżącą wodą. Mleko podgrzewamy z cukrem i olejkiem, dorzucamy kaszę i gotujemy, aż zmięknie i napęcznieje (trwa to ok 30 min.). Należy często mieszać, by nie przywarła do dna garnka. Gęsty pudding lekko studzimy. Do miseczek lub szklanek nakładamy odrobinę (2 łyżeczki) powideł lub owoce, przykrywamy porcjami puddingu. Wierch posypujemy czekoladą. Smacznego!

20 February, 2011

brat i siostrzyczka i wytłaczanka ekologicznych jajek


Goście są dalej. Jest Jaś. I jest Pola. Gdy są razem nie sposób ich opanować. Cisza panuje tylko wtedy gdy śpią albo jedzą. I dobrze. Każdy z nas był kiedyś takim rozkrzyczanym (no, nie każdy, zdarzają się "ciche" dzieci, ale nie mi;)) ciekawskim dzieckiem, które z wesołością zaglądało do kuchni. Uwielbiałam gdy mama robiła coś dobrego, czym można było poczęstować koleżanki. Najwięcej zawsze ich było w naszym domu. A moja mama niezmiennie gotowała dla całego podwórka. Choć wcale nie było to tak dawno, to mogę powiedzieć śmiało, że to były zupełnie inne czasy. Czy ktoś dzisiaj pozwoliłby bawić się dzieciom w letni wieczór w wykopanych rowach na podwórku (te rowy wykopali robotnicy przy okazji wymiany jakichś podziemnych rurociągów). 

To była nasza baza, mieliśmy w planie przekonać rodziców, by pozwolili nam nocować w tych rowach. Abstrakcyjny pomysł, ale wierzyliśmy, że się uda:) Nie udało się. Na pocieszenie dostaliśmy (od mojej mamy, a jakże) ogromny talerz fantastycznych kanapek, które w naszym rozumowaniu były "posiłkami", zanim chłopcy wytłumaczyli nam, co naprawdę oznacza "przyślijcie posiłki". I nikt nie kazał nam myć rąk przed jedzeniem (no bo gdzie?), a mimo to nikt z nas nie zachorował. Biegaliśmy z kluczami na szyi, a mimo to nikt nie został porwany, okradziony, napadnięty. Skakaliśmy po drzewach, i owszem, mieliśmy tysiące siniaków i strupów, ale nikt z nas nie płakał z tego powodu. 

Nasze mamy nie zawsze były superbohaterkami, nie zawsze do racuchów dawały drożdże (to była domena babć), bo nie zawsze miały na to czas (nam akurat najmniej przeszkadzał ten brak drożdży). Czasem sypały do nich proszek do pieczenia i po prostu chwilę później częstowały nas wielką górą racuszków z jabłkami. Ja też nie zawsze mam czas na idealne racuszki. Zwłaszcza, gdy Lu i jej cioteczny brat czekają na śniadanko. Mąż kupił wielkie jaja eko, za to brudne jak dzieci po całodziennej zabawie na dworze. Pora na ekspresowe racuszki.


Szybkie racuszki z jabłkiem i bananem
Składniki:
  • szklanka mleka
  • ok 250 g mąki pszennej
  • 3 jajka
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • kilka łyżek cukru
  • duże jabłko
  • banan
  • łyżka soku z cytryny
  • olej do smażenia
Jabłka obieramy i kroimy w ćwiartki a potem w plasterki, skrapiamy sokiem. Obranego banana kroimy w talarki. Oddzielamy żółtka od białek*, mieszamy je z mlekiem i cukrem, dodajemy przesianą mąkę (w takiej ilości by powstało ciasto gęstsze od naleśnikowego) z proszkiem do pieczenia,  białka ubijamy ze szczyptą soli i dodajemy do ciasta, delikatnie, ale dokładnie mieszając, by powstała pulchna masa. Delikatnie mieszamy z nią owoce.

Rozgrzewamy patelnię, smarując ją lekko olejem (patelni z powłoką nie trzeba smarować, ale racuszki wyglądają bardziej malowniczo smażone na tłuszczu, w przeciwnym razie wyglądają pancakesowo;)). Łyżką lub chochelką nakładamy porcje ciasta i smażymy z obu stron na złoto. Z podanej ilości ciasta wychodzi kilkanaście sztuk. Smacznego!


*można pominąć oddzielanie i dodać całe jaja, placuszki będą może mniej puszyste, ale tak samo smaczne i dodatkowo szybciej je zrobimy;)



24 January, 2011

ziemniak i znajomi


Znajomi ziemniaka. Z warzywniaka:) W warzywnych plackach. Miały być tylko ziemniaczane placki. Ale gdzie nie zaglądnęłam tam czekał "ktoś" gotowy by dołączyć. A to cukinia, a to por patrzył błagalnie. I cała torba młodych liści szpinaku. W efekcie końcowym trochę się tego zebrało, na te multiwarzywne placki:)


Placki ziemniaczano-warzywne (bez jajek)
Składniki:
  • 4 małe ziemniaki (lub 2 większe)
  • 1 marchew
  • 1 cukinia (niewielka)
  • jasna część z 1 pora
  • 250 g świeżego młodego szpinaku
  • pęczek szczypiorku
  • ząbek czosnku
  • 2 czubate łyżki mąki
  • sól i pieprz
  • ulubione zioła (użyłam tymianku i suszonej natki pietruszki)
  • olej do smażenia
Warzywa umyć, obrać ziemniaki i marchew, razem z cukinią zetrzeć na tarce, przełożyć na sito by odciekły. Por kroimy w pół plasterki. Szczypior siekamy. Szpinak parzymy wrzątkiem na sicie, szybko przelewamy zimną wodą (lekko zmięknie, ale nie straci jędrności), połowę siekamy. Drugą połowę przyrządzamy do podania, np. z vinaigrette. Przygotowane warzywa mieszamy z mąką i przyprawiamy posiekanym czosnkiem, solą, pieprzem i ziołami.Na rozgrzanym oleju smażymy placki, aż zrumienią się, z obu stron. Najlepiej smakują gorące, podane z zieleniną, dlatego proponuję pozostały szpinak z sosem. Smacznego.