Showing posts with label wegetariańskie. Show all posts
Showing posts with label wegetariańskie. Show all posts

25 January, 2013

ZIELONE KOTLECIKI Z CIECIORKĄ


Dziś na szybko, kotleciki z cieciorką i kaszą jaglaną. Z pachnącymi przyprawami i moją ulubioną zieleniną, pewnie domyślacie się jaką;) I czosnek, bez czosnku ani rusz w tym chorobowym sezonie. Pozdrawiam Was ciepło:)


Kotleciki z cieciorką, szpinakiem i kaszą jaglaną

100 g kaszy jaglanej
100 g szpinaku mrożonego, rozdrobnionego (lub drobno posiekane liście)
200 g cieciorki ugotowanej lub z puszki, waga po odsączeniu
łyżeczka mielonych nasion kuminu
łyżeczka mielonej kolendry
pęczek szczypiorku
2 ząbki czosnku
1-2 łyżki oliwy
sól i pieprz, świeżo mielony

panierka:

kilka łyżek bułki tartej, pełnoziarnistej
kilka łyżek mąki (mniej niż bułki)
łyżeczka curry
spora szczypta soli
opcjonalnie: 1-2 łyżki mielonych orzechów włoskich

olej do smażenia

Kaszę płuczemy na sitku wrzącą wodą, gotujemy w dwóch szklankach osolonej wody. W dużej misce mieszamy odmrożony szpinak i cieciorkę z oliwą, blenderem miksujemy chwilę, ale nie na całkiem gładką masę, kawałki cieciorki mile są wskazane:) Masę łączymy z kaszą, dodajemy starty czosnek, posiekany szczypiorek i doprawiamy resztą przypraw. Wyrabiamy masę, gotową do lepienia kotlecików. Jeśli jest zbyt sucha, można dodać odrobinę oliwy, jeśli zbyt rzadka można dodać do niej trochę bułki tartej, ale z podanych proporcji powinna wyjść taka jak trzeba. W osobnym naczyniu mieszamy wszystkie składniki panierki, wilgotnymi dłońmi formujemy niewielkie kulki, lekko spłaszczamy i obtaczamy w panierce. Smażymy kotleciki na niewielkiej ilości rozgrzanego oleju, kilka chwil, do zrumienienia panierki. Odsączyć na papierowym ręczniku.

Należy się z nimi delikatnie obchodzić, ponieważ są delikatne i mogą się nieco rozpadać - jeśli chcecie to ominąć, można masę poprawić jajkiem i bułką tartą, ale mi zależało na wersji bez jajek. Jeśli natomiast zrobicie masę z podwojonych składników, część możecie zapiec w natłuszczonej foremce, a po ostygnięciu zalać czosnkowym masłem i schłodzić. Otrzymacie pyszny pasztet, który my lubimy na żytnim chlebie i z dodatkiem suszonych pomidorów. Możecie też część masy wykorzystać jako farsz do pierogów:) Smacznego!

04 March, 2012

MINI-BURGERY JAROSZA I SOSIK SŁODKO-KWAŚNY


Wiosna za rogiem. Przebiśniegi nie musiały przebijać żadnych śniegów, ale są i to cieszy. Cieszy każda wolna chwila. A tych jak na lekarstwo. Wszystko ostatnio kręci się wokół pracy i brakło mi czasu na blogowanie. Czasem zamykam oczy i przypominam sobie poprzedni rok. Ciepłe dni, warzywniaki zapełniające się coraz to nowymi skarbami. Z niecierpliwością czekam na to wszystko, na pierwsze wiosenne burze, na długie spacery, pikniki w parku, Wielkanoc w cieniu jabłonki. Tymczasem zaczynam zapominać o zimie, obserwuję jak szybko zmienia się Lu, jak wiele nowych słówek ma w swoim repertuarze. Staram się cieszyć każdym momentem, i zawsze staram się coś zmienić. Na lepsze. Wiosna to dobry czas na zmiany, zamierzam zmienić kolor ścian, może włosów. I z pewnością więcej czasu spędzać w kuchni...A Was jak nastraja marzec?


Ostatnio marzył mi się doskonały sos słodko-kwaśny, nie typowy wieloskładnikowy sos, raczej dip, który będzie wyraźny w smaku, sprawdzający się jako dodatek do warzyw smażonych w cieście czy nuggetsów. I stworzyłam taki, który robi się bardzo łatwo, nie wymaga arsenału przypraw i warzyw, nawet nie trzeba nic gotować. Można szybko zrobić niewielką ilość, taką, jaka wystarcza do porcji np. mini burgerów, jakie jadłam dzisiaj.


Słodko-kwaśny sos morelowy

3 łyżki dżemu morelowego (jeśli jest mało słodki, dodajemy łyżeczkę golden syrup lub miodu)
łyżka octu balsamicznego
łyżka jęczmiennego octu słodowego
łyżka soku z cytryny (dałam więcej, ostateczną kwaśność najlepiej regulować właśnie sokiem z cytryny)
kilka kropli (2-3) octu spirytusowego (niekoniecznie, ale warto)
łyżeczka oliwy
szczypta soli

Wszystkie składniki dokładnie wymieszać, można zrobić to blenderem, wtedy konsystencja będzie bardziej kremowa niż "dżemowa".


Mini-burgery z cieciorki i skorzonery

1 puszka cieciorki, odsączonej (puszka 400g)
500 g korzenia skorzonery (wężymordu, można zastąpić białymi szparagami)
2 jajka
łyżka gęstego przecieru pomidorowego (lub passaty albo koncentratu)
30-40 g mąki razowej (użyłam owsianej, może być dowolna)
szczypta papryki w proszku (najlepiej wędzonej)
sól
świeżo mielony pieprz
oliwa do smażenia

do podania: gęsta śmietana, sos słodko-kwaśny lub dowolnie

Skorzonerę dokładnie szorujemy i obieramy [najlepiej robić to w rękawiczkach, wydziela lepki sok, który potem ciężko zmyć - ale cytryna usuwa go dość skutecznie, sprawdziłam:)].
Od razu po obraniu wkładamy do wody zakwaszonej octem by nie zmieniła koloru. Następnie płuczemy i gotujemy w osolonej wodzie nie dłużej niż 15 minut. Połowę korzeni kroimy w drobniejsze kawałki, pozostałą część miksujemy z cieciorką, jajami i przyprawami. Dodajemy do masy pokrojoną skorzonerę, i wkładamy masę do lodówki na kilkanaście minut.

Na patelni rozgrzewamy oliwę, do schłodzonej masy dodajemy mąkę i dokładnie mieszamy. Nakładamy łyżką porcje masy na gorącą oliwę i smażymy do zrumienienia z obu stron. Odsączamy z tłuszczu na papierowym ręczniku i podajemy z dowolnymi dodatkami. Smacznego!

09 January, 2012

Porządna porcja szpinaku


Jako mała dziewczynka uwielbiałam nocować u babci, która mieszkała w starej kamienicy, niedaleko Dworca Głównego. Pamiętam wiosenne ciepłe wieczory, kiedy przez otwarte okno wpadały odgłosy miasta, tramwajów i stłumione pociąg osobowy do Kalisza odjedzie z toru pierwszego... Uwielbiałam spać pod chłodną, wywietrzoną pierzyną, oglądać z babcią jej ulubione filmy, które określała zawsze jako "ładne", choć ciężko mi było uwierzyć że westerny mogą być ładne. Uwielbiałam z nią tańczyć, do Madonny albo Tiny Turner. A rano czekała na mnie gorąca, przepyszna jajecznica na pomidorach. Gdy robię ją sama, nigdy nie smakuje tak jak wtedy, gdy w rześki poranek babcia otwierała szeroko okno i w jednym z nich paliła papierosa. Babcia była moim guru jeśli idzie o kuchnię. Nigdy nie zapomnę smaku jej kopytek. To ona nauczyła mnie je robić. Nie zapomnę jej przepracowanych dłoni, białych od mąki, jej uśmiechu i dobroci. Zawsze w styczniu najmocniej ją wspominam, bo to właśnie w styczniu jej zabrakło. I zawsze największą ochotę na kopytka mam w styczniu...


Szpinakowe kopytka z fetą i z masłem czosnkowym
ok 4 porcje

ok 500 g ziemniaków
trzy garście świeżego szpinaku + więcej do podania
ok 100 g sera feta
jajko
mąka pszenna (ilość zależy od wilgotności ziemniaków, należy sypać ją stopniowo)
sól

masło czosnkowe:
na podstawie tego przepisu, z moimi zmianami

80 g masła
2-4 łyżki oliwy
3 spore ząbki czosnku
sól
suszone zioła (użyłam bazylii i oregano)

Ziemniaki szorujemy i gotujemy w mundurkach w nieosolonej wodzie. W między czasie można przygotować masło: na patelni lub w rondelku rozpuszczamy masło z oliwą (na bardzo małym ogniu), gdy na powierzchni pojawi się pianka ściągamy ją dokładnie wypukłą stroną łyżki, wrzucamy czosnek, obrany i starty na drobnej tarce, gdy zaczyna delikatnie się smażyć zostawiamy na 1-2 minuty, co jakiś czas mieszając. Zdejmujemy z ognia, dodajemy dwie szczypty soli i zioła wg uznania. Przelewamy masełko do małego naczynia i schładzamy w lodówce, aż stężeje.

Szpinak myjemy na durszlaku i parzymy wrzątkiem, żeby "siadł", starannie odciskamy i siekamy drobno.

Ugotowane ziemniaki (należy uważać, aby ich nie rozgotować, miękkość sprawdzamy widelcem) odcedzamy, osuszamy i zostawiamy do całkowitego wystygnięcia (najlepiej wystawić je za okno;)). Obieramy i przeciskamy przez praskę. Dodajemy ser, jajko, posiekany szpinak, sól (ale ostrożnie, ze względu na fetę) i stopniowo mąkę, wyrabiając elastyczne, nieklejące się ciasto. Odrywamy po kawałku i na omączonym blacie toczymy długi wałek, lekko go spłaszczamy dłonią i kroimy nożem na ok 2 cm kawałki. Każdą kluskę można lekko nacisnąć widelcem, by utworzyć wzorek, ale nie jest to konieczne:) Kopytka wrzucamy partiami do gotującej się wody, z odrobiną oleju i soli. Gdy wypłyną na powierzchnię można wyciągać (ale nie zaszkodzi sprawdzić jednego, czy jest już dobry) łyżką cedzakową i od razu podawać, na garści liści świeżego szpinaku, i rzecz jasna z czosnkowym masłem. Smacznego!

28 October, 2011

Moje comfort food - makaron i grzyby


Wracamy do domu po jesiennym spacerze. Mogłam znów cieszyć się swobodnym wędrowaniem po wrocławskich uliczkach, Rynku, parkach i alejach. Przez ostatnie dwa tygodnie miałam problem ze stopą i byłam uziemiona, każde wyjście kończyło się bólem i wściekłością, że taka piękna jesień przecieka mi między palcami. Ale już po wszystkim:) I chociaż nie powinnam przeciążać stopy, dziś nie mogłam nacieszyć się spacerowaniem i podziwianiem ciepłych barw, jakie nabrał Wrocław w ciągu tego czasu. Z resztą, miałam specjalne zadanie, starałam się zrobić kolorowe zdjęcia dla kogoś wyjątkowego, kto zaprosił mnie do swojego blogu. Efekt możecie obejrzeć w moim gościnnym poście u Schokolade. To było bardzo miłe doświadczenie (dziękuję raz jeszcze Iwonko). Miło było też zjeść porcję gorącego makaronu z moimi ulubionymi dodatkami po powrocie do domu. Odpocząć w ciepłym dresie i skarpetkach, rozpuścić włosy, usiąść wygodnie w fotelu i jeść z miseczki na kolanach oglądając z Lu kreskówkę. Proste danie, które wypełnia brzuszek ciepłem i zadowoleniem;)


Razowy makaron z boczniakiem, cukinią i bryndzą

ok 130 g makaronu razowego (użyłam żytniego)
średnia cukinia
250 g boczniaków
3 niewielkie cebule (użyłam dymki oraz grubej jasnej części szczypioru)
120 g kremowej bryndzy
łyżka masła
2 łyżki oliwy
pół pęczka natki pietruszki
pół pęczka szczypiorku
sól
świeżo mielony pieprz ( u mnie kolorowy)

Makaron gotujemy w osolonej wodzie wg czasu podanego na opakowaniu. Na dużej patelni rozgrzewamy masło i oliwę. Wrzucamy posiekaną w piórka cebulę, lekko solimy. Boczniaka kroimy w paski, gdy cebulka zmięknie, dorzucamy i smażymy, mieszając co jakiś czas przez ok 5-7 minut. Dodajemy cukinię pokrojoną w cienkie paski, smażymy jeszcze chwilę, cukinia powinna zmięknąć ale też pozostać jędrna.

Odcedzony makaron mieszamy z warzywami i boczniakiem, doprawiamy solą i pieprzem. Dodajemy posiekaną pietruszkę i szczypior oraz porcje bryndzy nakładane małą łyżeczką lub rwane palcami. Można wymieszać, by serek się rozpuścił w daniu. Smacznego!:)

27 October, 2011

Hummus, domowy vs sklepowy



Mimo tytułu posta, nie będzie to walka. Tylko porównanie. Jakiś czas temu dostałam do degustacji gotowy hummus marki Whomus?. Degustowałam go z ogromną przyjemnością, bo jestem wielką miłośniczką past wszelakich, a hummus zajmuje na tej liście czołowe miejsce. Odebrałam dwa opakowania hummusu, jeden klasyczny, drugi z dodatkiem pieczonego bakłażana. Od razu otworzyłam oba. I spróbowałam. Mnie osobiście bardziej smakował ten z bakłażanem, był bardziej kwaskowy, chociaż oba są zdecydowanie bardziej kwaśne od tych, które robię w domu. I dla mnie jest to plus (mój mąż z kolei nie zasmakował w tym hummusie). Drugim plusem jest oczywiście wygoda i to, że można szybko ujarzmić nieodpartą chęć na hummus, lub po prostu uraczyć nim niespodziewanych gości, podając go do chleba, krakersów itd. Również dlatego są świetną propozycją na domowe party. A jeśli rozrzedzimy go np. jogurtem otrzymamy pyszny, kwaskowy sos do warzyw lub warzywnych (albo rybnych) kotletów.


Whomus? można kupić w delikatesach, np. w Almie, w Piotrze i Pawle lub Kuchniach Świata.
Muszę teraz sprawiedliwie ujawnić także minus Whomusu - cena. Jak dla mnie za wysoka, ponieważ za 180 g produktu trzeba zapłacić około 13 zł. Mam nadzieję, że to wkrótce się zmieni, bo osobiście bardzo go polubiłam, ale...


Nic jednak nie zastąpi domowego hummusu:) Z którym można eksperymentować na miliony sposobów, za niewielkie pieniądze zrobić sporą ilość pasty (ja zamrażam hummus w plastikowych pojemniczkach i odmrażam gdy jest potrzebny).  Ponieważ cały czas jestem pod urokiem dyni, tym razem zrobiłam taki z dodatkiem pieczonej dyni właśnie. Jest słodkawy i gęsty, zupełnie inny od sklepowego, ale z pewnością bardzo smaczny. Taka wersja odpowiada także mojej Lu (pewnie ze względu na słodycz dyni), która od jakiegoś czasu zupełnie ignorowała walory smakowe tradycyjnego hummusu. Dlatego róbmy swój ulubiony hummus samodzielnie, ale nie zapominajmy też o smakowitej alternatywie na sklepowych półkach;)


Hummus z pieczoną dynią i szałwią

1 puszka ciecierzycy w zalewie (400 g)
500 g dyni, obranej i pokrojonej w kawałki
garść posiekanej świeżej szałwii
oliwa z oliwek
2 łyżki tahini
łyżka jogurtu naturalnego (opcja)
sok z połowy cytryny
sól

Dynię skrapiamy oliwą i posypujemy odrobiną szałwii, pieczemy w 200 st. C. do miękkości. Ciecierzycę odsączamy z zalewy (nie trzeba tego robić bardzo dokładnie), miksujemy razem z dynią. Dodajemy tahini, sok z cytryny, kilka łyżek oliwy i solimy do smaku. Dokładnie mieszamy, gotowy hummus przechowujemy w lodówce do kilku dni (wierzch dodatkowo można skropić oliwą, by nie obsychał lub zakryć folią). Podajemy w ulubiony sposób, np. do pieczywa lub do zup. Smacznego!

29 September, 2011

Patison w kremie


Nie mogłam oprzeć się malutkim żółtym patisonkom w moim ulubionym warzywniaku. Najrozsądniej byłoby je włożyć w słoiki i zostawić w kwaskowej zalewie, by móc cieszyć się tymi słoneczkami w zimowe mrozy. Ale ich delikatny i niedominujący smak to świetna baza do eksperymentów. A ja miałam ochotę na krem. W tym samym czasie robiłam też dyniową z mlekiem kokosowym i kolendrą (nie zdążyłam ze zdjęciami), ale krem z patisonów dużo bardziej mi smakował. W wersji z imbirem i limonką. Zdziwienie malowało się też na twarzy męża, który bardzo sceptycznie podszedł do tej zupy (jak do każdej kremowej;)) i przyznał, że jest smaczna i ciekawa. Dlatego się nią dzielę:


Krem z patisonów i pomidorów z limonką i imbirem
ok 400 g patisonów (użyłam malutkich, ale mogą być każde)
ok 800 g świeżych dojrzałych pomidorów 
2-3 łyżki oliwy
2 ząbki czosnku
kawałek imbiru wielkością odpowiadający czosnkowi 
łyżeczka czerwonej pasty curry (opcja)
500 ml bulionu
200 ml śmietanki (użyłam 30%)
sól i pieprz, ewentualnie odrobina cukru
sok i skórka z 1 limonki

W garnku o grubym dnie rozgrzewamy oliwę. Na tarce ścieramy czosnek i imbir, podsmażamy razem z pastą curry i skórką z limonki przez chwilę i dodajemy umyte, pokrojone w kostkę patisony. Co chwilę mieszając smażymy je w przyprawach na małym ogniu przez kilka minut. Pomidory myjemy i kroimy w kawałki, dodajemy do patisonów, zalewamy bulionem i śmietanką, gotujemy pod przykryciem ok 10 min (aż patisony zmiękną). Ściągamy z ognia i miksujemy dokładnie zupę na krem. Doprawiamy go solą, pieprzem i cukrem jeśli trzeba. Podajemy skropione obficie sokiem z limonki. Smacznego!





14 July, 2011

Ile poezji jest w plackach?


byliśmy: my – ci sami
zmieniały się tylko miasta, rzeki, wilgoć

świat stał się nagle chybotliwym pomostem
grzmot gdy podrywał mewy – białe plamki

na burzowym niebie czas nieruchomiał siny,
wstrzymywał nam oddech, można było
wypalać przestrzeń między wierszami

dziś deszcz rządzi wierszem, tym miejscem
posłuchaj: zgoda osiada we mnie jak kurz
na fotografiach te same twarze nowe przeznaczenia

to było wtedy gdy znalazłam swoje: stać
niepewnie, czekać aż trzcina pozacina chmury;
zamknąć cię w słowach – perkozach,
w przedwieczornym wietrze co niepokoi wody.

Zastanawiacie się pewnie co mnie tak dzisiaj na poezję wzięło? Chyba przez tę pogodę. Za oknem deszcz, ciemno i ponuro. W takie dni mam ochotę pisać, chociaż od dawna brakuje mi czasu na poezję. Ten powyżej to stary wiersz, gdy go czytam to tęsknię. Za formowaniem myśli w smętne frazy:) Ale mam za to czas, by szukać poezji w codzienności. Powtarzać kilka razy słowa, które mi się podobają najbardziej. Ot, taka cukinia, na przykład. Bardzo ładne słowo, prawda?;)


Dzisiejsze placuszki to alternatywa dla słodkich pancakes. Z cukinią i natką. Najlepsze w nich jest to, że nadają się i na śniadanie i na podwieczorek. Albo lekki obiad. No i są idealne na piknik. Jak tylko pogoda się poprawi...


Placuszki z cukinią i kremowym sosem czosnkowym

Placuszki:
150 ml mleka
100 ml maślanki (albo jogurtu lub kefiru, można też zrobić z samego mleka - 250 ml)
250 g mąki pszennej
2 jajka
płaska łyżeczka soli
1 cukinia
pęczek natki pietruszki
pieprz

Sos:
200 ml śmietanki kremowej
szczypta kurkumy
2 duże ząbki czosnku
łyżeczka suszonych ziół (użyłam szczypiorku)
sól do smaku

Mleko i maślankę roztrzepujemy z żółtkami (białka możemy na chwilę odłożyć do lodówki). Dodajemy przesianą mąkę i sól. Dokładnie mieszamy. Cukinię dokładnie myjemy, ścieramy na tarce o dużych oczkach. Natkę siekamy (część można zostawić do posypania gotowych placków). Dodajemy cukinię i natkę do ciasta. Mieszamy i odkładamy na chwilę. Przygotowujemy sos: Śmietankę  lekko ubijamy, by nie była tak rzadka, ale nie za bardzo. Dodajemy resztę składników i czosnek starty drobniutko. Mieszamy i schładzamy w lodówce. 

Na patelni rozgrzewamy niewielką ilość oleju. Schłodzone białka ubijamy ze szczypta soli i dodajemy do ciasta, delikatnie mieszając całość. Na rozgrzaną patelnię wlewamy porcjami ciasto i smażymy placuszki z obu stron, do zrumienienia. Odsączamy na papierze. Podajemy z sosem. Placuszki można jeść też na zimno, jako przekąskę na pikniku, ale najbardziej smakują ciepłe. Smacznego!





09 July, 2011

Curry dla leniwych


Czyli dla mnie:) Curry warzywne, w pełni wegetariańskie, a jeśli zamiast ghee użyjemy oliwy to i wegańskie. Proste i szybkie, takie curry na skróty. Nie wymaga arsenału przypraw. Wystarczą tylko świeże warzywa, pasta curry i mleko kokosowe. W sam raz na szybki, letni obiad. Podaję je z ryżem, ale świetnym towarzystwem dla warzyw będzie też ulubiona kasza (why not?).


Curry warzywne

pół niewielkiego kalafiora
średniej wielkości cukinia
ok 200 g fasolki szparagowej 
pęczek dymki
ząbek czosnku
2 łyżeczki zielonej pasty curry
pół łyżeczki zmielonych nasion kuminu
pół łyżeczki zmielonych nasion kolendry
szczypta cynamonu
250 ml bulionu warzywnego
400 ml mleka kokosowego
łyżka ghee (lub 2 łyżki oleju roślinnego)
pęczek kolendry

Dymkę kroimy, szczypior odkładamy. W garnku lub na dużej patelni rozgrzewamy masło i wrzucamy przyprawy oraz pastę curry. Podsmażamy cebulkę przez chwilkę (tak, żeby się nie zrumieniła). Warzywa myjemy, kalafiora dzielimy na różyczki, cukinię kroimy w sporą kostkę, z fasolki odcinamy końce. Do cebulki wrzucamy kalafiora, mieszamy, by pokrył się masłem i przyprawami, podsmażamy chwilkę, zalewamy bulionem i przykrywamy. Dusimy, aż lekko zmięknie, dorzucamy fasolkę i cukinię. Zalewamy mlekiem kokosowym, mieszamy, przykrywamy i gotujemy do pożądanej miękkości warzyw (najlepiej gotować krótko, aby warzywa zachowały smak i chrupkość). Do gotowego curry dodajemy drobno posiekany czosnek i szczypiorek, zostawiamy na chwilę pod przykryciem. Podajemy posypane kolendrą lub natka pietruszki, z ryżem lub ulubioną kaszą. Smacznego!


02 July, 2011

Soczewica i młoda marchewka - na dwa sposoby



Fakt, że mamy lato nie wyklucza roślin strączkowych z naszego jadłospisu. Fakt, że jest lato w dużej mierze wyklucza mięso z naszej diety. A to świetna okazja do eksperymentowania. Na przykład z soczewicą. Gdy zrobiło się ciepło rzuciłam się na warzywa i owoce, paczuszki z soczewicą zostawiając głęboko w kuchennych szufladach. Postanowiłam je wykorzystać.


Jakiś czas temu zrobiłam eklektyczne pierogi z kuminem, czarnuszką i tahiną. Niedługo potem bardziej swojską zupkę z pieczonym czosnkiem i pieprzem. W obu daniach główne role odegrały soczewica i marchewka. Zapraszam:)


Pikantne pierogi z soczewicą i młodą marchewką
kula ciasta na pierogi, wielkości pięści (nie podaję przepisu, bo zawsze robię na oko, nie dodaję jajka)
pół szklanki czerwonej soczewicy
2 niewielkie młode marchewki
2 młode cebule
ząbek czosnku
mała papryczka chili (suszona)
po pół łyżeczki kuminu, mielonej kolendry, czarnuszki 
szczypta cynamonu i kurkumy
1-2 łyżki tahiny
łyżka oliwy lub masła
sól do smaku
prażony sezam do posypania

Soczewicę płuczemy, gotujemy w niewielkiej ilości osolonej wody, lub na parze. Po odsączeniu miksujemy lub rozgniatamy widelcem. Cebulę kroimy w drobną kostkę, wyszorowaną marchew ścieramy na tarce. Na oliwie podsmażamy cebulę, gdy się zeszkli dodajemy marchew, przykrywamy i dusimy, aż zmięknie. Trwa to chwilkę. Następnie mieszamy warzywa z soczewicą, dodajemy tahinę, pokruszoną chili, starty ząbek czosnku i wszystkie przyprawy. 

Ciasto wałkujemy i szklanką wycinamy kółeczka, na środek każdego nakładamy ok 2 łyżeczek farszu i zlepiamy pierogi. Gotujemy w osolonym wrzątku z dodatkiem kapki oleju. Pierogi można potem także podsmażyć. Podajemy z łagodnym sosem (lub gęstym jogurtem) posypane prażonym sezamem. 


Zupa z zielonej soczewicy z pieczonym czosnkiem i tymiankiem

szklanka zielonej soczewicy
2 młode marchewki
korzeń młodego selera 
pomidor
ok 3 małych młodych ziemniaczków
główka czosnku
ok 1 l bulionu 
gałązka tymianku + łyżka oberwanych listków
spora ilość świeżo mielonego pieprzu
ewentualnie sól
oliwa

Z główki czosnku ścinamy wierzch, owijamy główkę folią aluminiową tak, by nie zakryć wierzchu, skrapiamy go oliwą i pieczemy przez ok 20 minut (może dłużej) w rozgrzanym do 170 st C. piekarniku.

W tym czasie zagotowujemy bulion z gałązką tymianku, wrzucamy soczewicę i gotujemy, aż lekko zmięknie. Warzywa szorujemy i kroimy w kostkę, dorzucamy do zupy. Gdy będą już miękkie, ściągamy zupę z ognia, wyciągamy gałązkę tymianku, a dodajemy upieczone i pozbawione skórek ząbki czosnku. Zupę miksujemy, doprawiamy grubo mielonym pieprzem, oliwą i świeżym tymiankiem, jeśli trzeba dosalamy. Smacznego!


A jeśli o tymianek chodzi, jutro zapraszam na pyszny, hipnotyzujący i uzależniający deser;)


03 June, 2011

Wiosenny "bigos" dla jaroszy


Uwielbiam młodą kapustę. W zupie, w "bigosie", ale najbardziej w prostej surówce z koperkiem. Najlepiej gdy koperek jest z własnego ogródka. Moja mama bardzo często robi młodą kapustę, duszoną z odrobiną masła i dodatkami. Takki lekki, wiosenny bigos. Ja właśnie taki Wam proponuję. Prosty. Bezmięsny. Pysznie komponujący się z młodymi ziemniakami, albo nawet z kromką świeżego, wiejskiego chleba...


Wiosenny "bigos" z młodej kapusty
Składniki:
  • główka młodej kapusty
  • duży pomidor (świeży lub pół puszki pomidorów w zalewie, można zastąpić niepełną szklanką przecieru)
  • pęczek koperku
  • pęczek szczypiorku z dymką (lub mała cebula)
  • kilka ząbków młodego czosnku (4-5)
  • pełna łyżka masła (także klarowanego)
  • 2 listki laurowe + 4 ziarenka ziela angielskiego (nie dałam)
  • łyżeczka słodkiej papryki w proszku (można zastąpić ostrą jeśli wolimy)
  • pół łyżeczki cukru
  • sól i świeżo mielony pieprz
Kapustę myjemy i siekamy. Masło rozgrzewamy w garnku. Czosnek obieramy, połowę niedbale siekamy, dodajemy do masła razem z posiekaną dymką, papryką, liściem laurowym i zielem ang. Chwilę podsmażamy, dodajemy kapustę. Solimy, mieszamy, aż puści wodę. Wkrajamy umytego pomidora. Przykrywamy i dusimy na malutkim ogniu, co jakiś czas mieszając, by kapusta się nie przypaliła. Gdy będzie miękka dodajemy odrobinę cukru do smaku, pieprz i jeśli trzeba jeszcze soli.

Zdejmujemy z ognia (Moja mama zagęszcza kapustę jeszcze zasmażką, ale ja lubię gdy jest nieco wodnista i w tym soku można maczać chleb;)). Opłukane koperek i szczypior siekamy drobno, pozostały czosnek ścieramy. Dodajemy wszystko do kapusty, mieszamy i przykrywamy na chwilę garnek. Podajemy z czym lubimy, młodymi ziemniaczkami, kaszą lub pieczywem. Smacznego!

17 May, 2011

prosto, prościej, jeszcze prościej


Wciąż jeszcze mało osób je szparagi w naszym kraju. I choć mamy wiele szparagowych upraw, większość idzie na eksport. Dlaczego boimy się szparagów? Nie wiemy jak je przyrządzać? Nie potrafimy wybrać świeżych, jędrnych sztuk? Na Durszlaku znalazłam akcję Sezon na szparagi. Wiem, że było ich więcej. Cieszy mnie to. Bo szparagi są pyszne. A ich przyrządzanie? Nic prostszego. Ja mam pewnie przyzwyczajenia i czasem trudno z nich rezygnuję. Podobnie jak bób, jem szparagi ugotowane w słonej wodzie z masłem. Ale jeśli kilka zostanie można zrobić szybką tartę [przyznaję, nie zdarzyło mi się jeszcze robić tarty, która nie była szybka;)].

Jeśli zaglądacie do mnie, to wiecie, że ubóstwiam gotowe ciasto francuskie. Tak jest i tym razem. Nie da się prościej. I szybciej. Smacznego!


Tarta z pomidorem, szparagami i octem bazyliowym 
Składniki:
  • opakowanie ciasta francuskiego
  • mały kubek jogurtu naturalnego
  • 2 jajka
  • kilkanaście zielonych szparagów (podgotowanych wcześniej al dente w wodzie lub na parze)
  • pomidor
  • 2 łyżeczki octu balsamicznego aromatyzowanego bazylią (można użyć zwykłego wymieszanego z posiekaną bazylią, świeżą lub suszoną)
  • 2 łyżki tartego Parmezanu(można go pominąć, wtedy polecam zamiast jogurtu śmietanę)
  • sól i pieprz
Jajka roztrzepujemy w miseczce z jogurtem, solą i pieprzem. Pomidora kroimy w plastry. Ciasto francuskie rozkładamy na blasze, brzegi zawijamy do środka (ja podzieliłam ciasto na trzy mniejsze tarty). Na spód wylewamy jajka z jogurtem, układamy plastry pomidora i szparagi. Wierzch skrapiamy octem i posypujemy odrobiną sera. Pieczemy ok 25 minut. Tarta smakuje również na zimno.


Przepis dołączam do akcji Sezon na szparagi



29 April, 2011

30 minut zieloności


Ci, którzy przebierali i czyścili kilogram młodego szpinaku wiedzą o czym mówię:) Miałam napisać już z lasu, ale wyjazd przełożył się z dzisiaj na jutro i nie mogłam oprzeć się tym cudom w warzywniaku. Właśnie za to kocham wiosnę. Wychodzę ze sklepu z wielką torbą zielonych liści. Wracamy ze spaceru, wyciągam parowar. Płuczę młody wiosenny szpinak, za oknem ciemne chmury i burza. Deszcz delikatnie dudni w parapet, przez otwarte okno wpada przyjemny wiatr. Stoję w kuchni boso i nie mogę uwierzyć, że jeszcze niedawno wypędzaliśmy zimę. W parowarze słodkie młode marchewki nabierają coraz piękniejszego koloru. Polane odrobiną masełka miały być pyszną przekąską dla Lu (nie tknęła ani kawałka, ku naszemu wielkiemu zdumieniu). Gdy ja próbuję uporać się ze szpinakiem, pod pierzynką rośnie sobie drożdżowe ciasto...


Mam ochotę na pizzę. No, taką prawie pizzę, na dość grubym cieście: miękką i puszystą. Z dużej blachy (taką pizzę przynosiła do szkoły moja przyjaciółka, domowa, pyszna pizza). Moja jest z porządną porcją szpinaku, czosnku i sera. Śmiejemy się, że jest jak niesłodkie ciasto drożdżowe ze szpinakiem. Ale jest pyszna. Także zimna. 



Pizza z młodym szpinakiem i czosnkiem
Składniki:

Ciasto:
  • 0,5 kg mąki
  • torebka drożdży instant
  • płaska łyżeczka cukru
  • kopiasta łyżeczka soli
  • szklanka letniego mleka
  • 2-3 łyżki oliwy
Wierzch:
  • 1 kg szpinaku
  • 3-4 ząbki czosnku
  • łyżka masła
  • łyżeczka soli morskiej
  • pieprz
  • 60 g gęstego przecieru pomidorowego (lub koncentratu)
  • 250 g mozzarelli
  • szczypta gałki muszkatołowej
  • pół łyżeczki suszonych ziół (użyłam oregano)
Mąkę przesiewamy, mieszamy z drożdżami, solą i cukrem w dużej misce. Robimy wgłębienie na środku, wlewamy mleko i drewnianą łyżką mieszamy ciasto. Dodajemy oliwę, wyrabiamy ciasto tak długo, aż będzie elastyczne i miękkie. Formujemy kulę, smarujemy ją delikatnie oliwą i zostawiamy pod przykryciem do wyrośnięcia na minimum pół godziny (powinno podwoić objętość).

Dokładnie myjemy i przebieramy szpinak. Zalewamy go wrzątkiem, by "siadł" (ja sparzyłam go w parowarze). Odcedzamy i siekamy (trzeba dobrze odcisnąć wodę). Na patelni rozgrzewamy masło, wrzucamy szpinak, solimy i smażymy, aż odparuje woda, która jeszcze została. Czosnek obieramy, wyciskamy do szpinaku, dodajemy pieprz i gałkę. Odstawiamy do ostygnięcia.

Wyrośnięte ciasto przekładamy na dużą prostokątną blachę, dociskamy dłonią by równomiernie ją wylepić. Smarujemy wierzch przecierem, układamy szpinak i ser pokrojony w plastry. Wierzch można dodatkowo delikatnie posolić, posypujemy ziołami. Pieczemy przez ok 30 min. Po upieczeniu, jeśli jest spód jest zbyt twardy można przykryć folią i odstawić na jakiś czas. [Szczerze mówiąc odgrzewałam wieczorem w piekarniku kawałek pizzy i była nawet lepsza niż świeża:)]. Smacznego!


Następny post będzie już "leśny", obiecuję:) Pozdrawiam Was ciepło!

23 April, 2011

Chłodnik i życzenia


Co roku czekam niecierpliwie na botwinkę. Robię z niej lekką zupkę z młodymi ziemniakami, albo chłodnik. Chłodnik jest u mnie obowiązkowy. Robiła go Mama, teraz robię go ja. I sama go zjadam, bo w domu jestem jedynym jego miłośnikiem. Wrzucam do niego różne dodatki. Dużo zieleniny, kefir, czasem rzodkiewkę, zawsze ogórek. Jestem miłośniczką zup na zimno. W porze letniej robię chłodniki z arbuza, ogórków. Albo gazpacho. Ale pierwszy zawsze jest ten z botwinki. Wyczekany. Najulubieńszy, chociaż najprostszy. 


To bardzo prosty przepis, minimum pracy, a maksimum smaku:) Na słoneczne dni idealny, można go zrobić rano w kilkanaście minut, wstawić do lodówki i po powrocie z pracy w gorące dni zjeść na lekki obiad.

Chłodnik z botwinki z ogórkiem
Składniki:
  • pęczek botwinki
  • pół pęczka szczypiorku
  • pół pęczka koperku
  • 400 g kefiru (duży kubek)
  • 500 ml wody
  • świeży ogórek
  • 2 łyżki soku z cytryny (lub łyżka octu)
  • mały ząbek czosnku, obrany i starty na tarce o najmniejszych oczkach (opcja)
  • sól i pieprz
Zieleninę dokładnie myjemy pod bieżącą wodą, korzonki botwinki delikatnie obieramy (najlepiej je oskrobać). Botwinkę drobno siekamy, zalewamy wodą i od momentu zagotowania się wody gotujemy nie dłużej jak 7 min.Zdejmujemy z ognia, zakwaszamy cytryną, dodajemy czosnek i studzimy (nie odcedzamy). Ogórka obieramy (zawsze od jasnej strony;)) i kroimy w drobną kostkę, szczypiorek i koperek siekamy drobno.

Do wystudzonej botwinki wlewamy kefir, dodajemy ogórka i zieleninę, doprawiamy wg uznania solą i pieprzem. Wstawiamy do lodówki na min. godzinę (można wcześniej rozlać do szklaneczek). Podajemy bardzo chłodny. Ja lubię go z jajkiem na twardo. Smacznego:)



Życzę Wam kochani przede wszystkim Świąt spokojnych i słonecznych. Pysznych* i relaksujących. W gronie bliskich, bez trosk i bez pośpiechu. 

*My w tym roku na święta u rodzinki więc nie narobiłam się mazurków i żurków:) Ale jutro, trochę spóźnione, cytrynowa baba i sernik (Teściowej!). Uściski!

19 April, 2011

Ogórek to prawie lato


Wiem, że do lata jeszcze kawał czasu, ale ostatnio cały czas myślę o lecie. Wszystko wskazuje na to, że maj, podobnie jak rok temu, spędzę w lesie. Tym razem nie wynika to z moich planów, ale z konieczności. Miła jest jednak perspektywa poranków na tarasie (kawa z mlekiem, bose stopy i słońce spomiędzy gałęzi), spacerów po lesie, spotkań z iryzującymi żukami. Bez pośpiechu, bez szumu miasta. Za to z zapachem drzew i z wieczorami pełnymi rozmów, na ogrodowej drewnianej huśtawce. Miła odmiana. Tęsknię za prawdziwą zielenią.

Ale póki co proponuję Wam hummus z zielonym akcentem. Bardzo często robię hummus, zawsze dodaję coś innego: pomidory, paprykę, szczypiorek, ziarna, orzechy lub pestki dyni. Tym razem zrobiłam z ogórkiem. Małosolnym. Bardzo kojarzy mi się z latem, a smak małosolnych ogórków należy do moich ulubionych. Można oczywiście wykorzystać świeży lub kiszony ogórek, ale polecam moją wersję, jest przepyszna.


Hummus z ogórkiem małosolnym
Składniki:
  • puszka ciecierzycy (400 g), odsączonej z zalewy
  • 2 łyżki pasty tahini
  • 2 łyżki oliwy (polecam olej lniany zamiast oliwy z oliwek)
  • 2 średniej wielkości ogórki małosolne (lub trzy mniejsze) - jak najtwardsze
  • ząbek czosnku
  • łyżeczka kremowego chrzanu
  • łyżka soku z cytryny + odrobina startej skórki
  • odrobina posiekanej świeżej mięty (opcjonalnie, można użyć np natki pietruszki, lub nie dodawać zieleniny wcale)
  • sól
Odcedzoną ciecierzycę mielimy w maszynce lub dokładnie miksujemy. Ogórki (ze skórką) ścieramy na tarce. Czosnek obieramy i przeciskamy przez praskę lub też ścieramy (na najmniejszych oczkach). Do ciecierzycy dodajemy lekko (ale nie całkowicie) odciśnięte z soku ogórki, czosnek oraz pozostałe składniki. dokładnie mieszamy. Solimy wg gustu. Gotowy hummus trzymamy w lodówce, skropiony z wierzchu oliwą, by nie obsychał. Podajemy do pieczywa lub krakersów. Smacznego!