Showing posts with label zupy. Show all posts
Showing posts with label zupy. Show all posts

13 March, 2013

WYJĄTKOWA CEBULOWA


Chociaż wszyscy odliczają dni do wiosny, ja wciąż patrzę na śnieg za oknem i myślę tylko o jednym: żeby się rozgrzać. W dodatku jestem uwięziona w domu na kilka dni, kolejny raz w tym roku pokonał mnie jakiś wirus (gdzie się podziała moja odporność?). Lu budzi mnie kilka razy w nocy duszącym kaszlem . Zostaje w domu, ze mną. Chciałybyśmy planować powoli świąteczne wycinanki z papieru, malować kurczaczki, ale nic, absolutnie nic nie wprawia nas w wiosenny nastrój. Wolimy szybko usmażyć mini-pączki i ukryć się pod kocem, czytać bajki o szczęściu, uciąć sobie krótką drzemkę albo obejrzeć kolejny raz nieśmiertelne produkcje Disneya.


W dni takie jak ten lubię też schować się w kuchni, zamknąć drzwi, założyć słuchawki z ulubioną muzyką i gotować. Lubię też odkrywać kolejne wersje moich ukochanych dań. Jedną z nich jest zupa cebulowa, a dziś powstała naprawdę wyjątkowa jej wersja. Trzeba jej poświęcić trochę czasu, ale odwdzięczy się niesamowitym zapachem i smakiem, który odgania myśli o upartym śniegu. Głęboki, ciepły i kojący aromat kuminu i kolendry. Słodki posmak cebuli i selera. A zamiast grzanek z serem - quinoa. Jeśli zechcecie zrobić taką, nie pomijajcie żadnego składnika. Ewentualnie, jeśli nie macie nasion kopru włoskiego, dodajcie posiekany fenkuł do cebuli i selera, suszoną kolendrę możecie zastąpić świeżą, ale dodajcie jej wtedy więcej. Smacznego:)


Jeśli macie problem z odczytaniem przepisu powyżej, oczywiście tradycyjna wersja też jest:) :

Cebulowa z quinoa, selerem naciowym i przyprawami

2 duże cebule
2 łodygi selera naciowego (duże, zewnętrzne)
łyżeczka nasion kuminu
pół łyżeczki nasion kopru włoskiego
3 łyżki oleju roślinnego
łyżka suszonych liści kolendry
pół szklanki quinoa
3 szklanki bulionu (użyłam dużego kubka, więc ok. 1200 ml)
łyżka kremu balsamicznego lub pół łyżki octu balsamicznego
sól i szczypta pieprzu

Cebulę obieramy, kroimy w cienkie piórka, seler naciowy kroimy w plasterki. W garnku o grubym dnie rozgrzewamy olej, wrzucamy nasiona kuminu i kopru, po chwili dodajemy warzywa i dusimy na małym ogniu przez 40 minut, co jakiś czas mieszając. Zalewamy bulionem, dodajemy kolendrę i quinoa, gotujemy przez 20 minut, doprawiamy pieprzem i jeśli trzeba dosalamy. Na końcu dodajemy krem balsamiczny. Jeśli wolicie, quinoa ugotujcie osobno, w wodzie, a zupę zmiksujcie na krem. Smacznego:)



19 January, 2013

ZUPA I SZARŁAT


Są dni, kiedy jedyne co mi potrzebne do szczęścia to talerz pożywnej zupy z kromką żytniego chleba na zakwasie. 

Nie znam osoby, która zimą zamieniłaby parującą zupę na coś innego. Ja lubię chyba każdą, ale najbardziej te, do których dodaje się kasze. Toteż najczęściej przyrządzam nasz ukochany krupnik. Ale cieszy mnie jarzynowa z kaszką kukurydzianą, ryżanka mojej mamy, która używa do niej basmati, przez co jej zapach jest po prostu uzależniający i czyni z tak banalnej zupy coś wyjątkowego. Lubię zupy, w których pływają duże liście szpinaku w towarzystwie komosy lub amarantusa. 

Zupę, którą dziś pokazuję, zrobiłam właśnie z amarantusem, a podstawa tego przepisu to porowa mojej mamy, którą zazwyczaj zjadamy z makaronem. Moja wersja jest bogatsza o szpinak i amarantus oraz doprawiona czosnkiem i tymiankiem. Marchew możecie pominąć, ja dodałam ją ze względu na Lu, dla której zupa bez marchewki to nie zupa;) Spróbujcie!


Zupa porowo-szpinakowa z amarantusem

2 duże pory (jasne części)
spora garść szpinaku (liście świeże lub mrożone)
1 duża marchew pokrojona w słupki (opcja)
2,5 l litra bulionu warzywnego lub rosołu
2 porządne łyżki masła
200 g serka topionego, najlepszego jaki uda się Wam zdobyć*
sól morska i świeżo mielony pieprz
duży ząbek czosnku
łyżeczka suszonego tymianku
niepełna filiżanka ziaren amarantusa (ok 100 g)

Pory myjemy, siekamy na półplasterki i dusimy na maśle. W garnku gotujemy bulion, po ok 10 minutach dodajemy uduszone pory, marchew, przepłukany pod bieżącą wodą amarantus oraz pokrojone w kostkę serki topione. Gotujemy mieszając co jakiś czas, aż marchew zmięknie, a serki całkowicie się rozpuszczą czyli ok 15 minut. Pod koniec gotowania dodajemy szpinak, można go posiekać, ale ja lubię duże kawałki liści. Doprawiamy solą. Wyłączamy ogień pod garnkiem i dodajemy tymianek oraz drobno starty czosnek. Zostawiamy chwilę pod przykryciem, podajemy zupę oprószoną świeżo mielonym pieprzem. Smacznego!

*wybierzcie taki, który w składzie na pierwszym miejscu ma sery, a dopiero potem wodę;) 





15 January, 2012

Krem z buraczków i...chipsy?


Buraki należą do jednych z moich ukochanych warzyw. I uwielbiam je w każdej postaci. Tradycyjny barszcz ukraiński był uwielbianą przeze mnie zupą, od dziecka. A czysty barszcz wigilijny? Mogłam nim popijać WSZYSTKO, łącznie z kanapkami, przez wszystkie dni Świąt, dopóki jeszcze był w garnku. A gdy niedawno moja Lu przekonała się do tartych buraczków jako obiadowego akcentu warzywnego, byłam w siódmym niebie. Połączenie buraków z kozim nabiałem jest bardzo popularne, ale tym razem to było coś co zdecydowanie nie przypadło Lu do gustu. Ona po prostu nie cierpi koziego mleka. Jak wielu ludzi z resztą. Ja należę do tych, których specyficzny smak i zapach kozich serów uzależnia. Ale w mojej zupie nie ma sera. Jest za to kozi jogurt. Żadnego dodatkowego tłuszczu. Warzywa w nieco kwaskowym wydaniu. Krem. I buraczane chipsy. I oczywiście kozi jogurt...


Krem z buraków z kozim jogurtem
oraz chipsy buraczane z octem słodowym

2 duże buraki (używam podłużnej odmiany)
2 niewielkie marchewki
pół średniej wielkości gruszki lub jabłka
1 średniej wielkości ziemniak
1250 ml bulionu warzywnego lub wody
150 ml białego wina
2 gałązki rozmarynu
2 liście laurowe
2 ziarnka ziela angielskiego
1/2 łyżeczki cynamonu (świeżo zmielonego)
2 łyżki soku z cytryny
mały kubeczek jogurtu z koziego mleka


chipsy:

pół podłużnego buraka
sól morska
ocet słodowy
olej do smażenia


Buraki, marchew, ziemniaki i gruszkę lub jabłko myjemy, obieramy i kroimy w niewielką kostkę. Wkładamy do garnka, dodajemy rozmaryn, ziele, liście laurowe i cynamon, zalewamy wodą lub bulionem i gotujemy. Gdy warzywa zaczynają mięknąć dodajemy wino i gotujemy jeszcze, aż buraki będą miękkie. Zakwaszamy sokiem z buraków. Wyławiamy przyprawy i miksujemy zupę (prawdę powiedziawszy zapomniałam o przyprawach i nic strasznego się nie stało, zupa miała wyraźny aromat). Można doprawić solą i/lub cukrem. Zabielamy jogurtem i podajemy z chipsami*:

Wyszorowanego buraka kroimy w cienkie plasterki i smażymy na mocno rozgrzanym oleju (powinno być go tyle, aby plasterki swobodnie pływały, jeśli będą dotykać dna, mogą przywierać). Smażymy kilka minut, wyciągamy łyżką cedzakową i odsączamy na papierowym ręczniku. Solimy i skrapiamy octem słodowym, podajemy do zupy.

*Chipsy można zrobić pieczone: plasterki skrapiamy delikatnie oliwą, posypujemy solą i pieczemy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia w mocno rozgrzanym piekarniku kilka minut (ale trzeba uważać, bo łatwo je przypalić).

Smacznego!
A zupkę z przyjemnością dołączam kolejny raz do akcji Ministerstwo Zupy :)


14 January, 2012

Soczewica, szpinak, roszponka


Ciężka noc, ciężki dzień. Mam oczy na zapałkach, ale otwierają się od razu gdy patrzę za okno. Śnieżyca. W ciągu pięciu minut skrawek miasta za oknem robi się biały. A potem wychodzi ostre słońce i w pięć kolejnych minut wszystko znika. A potem znów się pojawia...Gdy już zima się zdecyduje, zacznę pewnie gotować więcej zup. Takich jak ta, gęstych, z moimi ukochanymi strączkowymi warzywami, z zieleniną, dużą ilością czosnku...Dzisiejszą, i pewnie wiele następnych, dołączam do świetnej moim zdaniem akcji Marty z Jadłonomii:


Krem z soczewicy, ze szpinakiem i roszponką

200 g żółtej soczewicy
niewielka słodka papryka (użyłam żółtej) - opcja, ale warto
duża cebula, dowolnej maści;) ja użyłam czerwonej
2-3 ząbki czosnku
duża garść liści szpinaku
duża garść roszponki
sól morska
1 litr niskosodowego bulionu (u mnie warzywny)
po łyżce masła i oliwy
szczypta kurkumy
szczypta pieprzu

W garnku o grubym dnie rozgrzewamy masło i oliwę. Cebulę obieramy i kroimy, wrzucamy do garnka i smażymy na niewielkim ogniu ok 10 minut, dodajemy starty czosnek i pokrojoną w kostkę paprykę, po chwili posiekany szpinak i roszponkę. Podsmażamy jeszcze chwilę, często mieszając, po czym zalewamy bulionem i dorzucamy przepłukaną soczewicę. Gotujemy do miękkości, doprawiamy pieprzem i kurkumą i miksujemy na krem (można wcześniej "wyłowić" kilka kawałków zieleniny, aby ożywić wygląd zupy). Smacznego!



* A jeśli macie ochotę na inne zupy z soczewicą, to zapraszam także na:

zupę z zielonej soczewicy z pieczonym czosnkiem i tymiankiem,
zupę z rzodkwi z soczewicą, imbirem i chilli,
pikantną zupę z soczewicy z fasolką mung.


16 November, 2011

Zielony kubek


Tak naprawdę kubek jest szary;) Ale jego zawartość jest zielona. I pyszna. Rozweselająca. Jeden taki kubek w ciągu zabieganego, chłodnego dnia może postawić na nogi i przywrócić do życia. My dzisiaj z Lu, w ciepłych swetrach lenimy się i wyskrobujemy łyżkami resztki zupy z kubeczków. Bo za oknem szaro, zimno i nic nie zachęca nas do wyruszenia z domu. Rozważymy to przy dokładce;)


Krem z selera naciowego i brokuła
z grzankami serowymi i czosnkowym jogurtem

1 niewielki brokuł
kilka łodyg selera naciowego + listki
1 niewielki por
3 łyżki oliwy z oliwek
2 ząbki czosnku
2/3 kostki bulionowej warzywnej (najlepiej eko)
suszone zioła prowansalskie
ok 200 ml mleka
kromka pieczywa tostowego
2 łyżki tartego sera gruyère
mały kubeczek jogurtu naturalnego
szczypiorek

Brokuł, seler i por myjemy, kroimy. W garnku o grubym dnie rozgrzewamy oliwę, podsmażamy por z pokruszoną kostką. Dodajemy seler i brokuł, zalewamy mlekiem i gotujemy pod przykryciem, aż warzywa zmiękną. 

Jogurt mieszamy z jednym, startym ząbkiem czosnku i ziołami prowansalskimi (ilość wedle gustu, łyżeczka wystarczy). Odstawiamy.

Warzywa ugotowane w mleku miksujemy. Chleb kroimy w kostkę, podsmażamy na suchej patelni, pod koniec posypując łyżką sera. Drugą łyżkę sera mieszamy z zupą. Gorącą zupę podajemy z grzankami, jogurtem czosnkowym, posiekanymi listkami selera i szczypiorkiem. Smacznego!




10 October, 2011

o sąsiadach, buraczkach i zmianach


Nie jestem pewna czy zmiana przejdzie, mam nadzieję, że nie zrobi Wam ona większej różnicy, a wręcz uprości wiele rzeczy. Bo im prościej tym lepiej. Zmieniłam nazwę bloga. To nie jest wielka zmiana, ale od dłuższego czasu zastanawiałam się nad sensem poprzedniej nazwy. Binokle w nazwie znaczyły ni mniej ni więcej jak to, że noszę okulary. Fakt, który na blogu kulinarnym można spokojnie pominąć:) Teraz jest prościej i w moim odczuciu lepiej, z resztą tak właśnie sama nazywam (oraz moja rodzinka i znajomi) bloga. Zatem Pickles! czy się to komu podoba czy nie, zostają. To odnośnie zmiany pierwszej. Druga to trochę poważniejsza sprawa.

Dołączyłam do niniejszej akcji na facebooku (klik), zdecydowanie na dłużej niż 30 dni, najchętniej do końca życia. Zmieni się, ale tylko troszkę, charakter bloga, w związku z powyższym faktem. Przepisów na dania wegetariańskie na Piklach nie brakowało, jednak pojawią się także wegańskie i będzie to wkrótce nowa kategoria. Lu nie zmienia diety, więc potrawy zawierające ryby, a czasem mięso, które robię dla niej, będą na blogu kids know better.

Nazwa na fan page nie zmieni się, ponieważ dla stron posiadających ponad setkę fanów opcja zmiany jest niedostępna:) Zatem gdyby ktoś tęsknił za stara nazwą zapraszam na facebook (tam niebawem pojawią się kolejne niepublikowane na blogu zdjęcia dobrego jedzonka).


A dziś zapraszam Was na pyszną zupkę, która powstała dzięki mojej kochanej sąsiadce, o której wspominałam kiedyś. Ta cudowna kobieta przywozi mi ze wsi same pyszności, np. jajka dla Lu, ser lub mleko prosto od krówki. Tym razem przywiozła także warzywa, które zachwyciły mnie wyglądem, zapachem i smakiem, tak odmiennymi od tych sklepowych. Czasem gdy patrzę na warzywa powykładane w sklepie, mam wątpliwości czy rzeczywiście wyrosły z ziemi. Wszystkie marchewki takie czyste, ładne i każda podobna do drugiej jak spod matrycy. Warzywa od Pani G. były takie, jakie powinny być, całe w ziemi, pachnące i różnorodne. I niewielkie. Upiekłam je do zupy. Zupy z porządnym kleksem wiejskiej śmietany. Smacznego!


Zupa z pieczonych warzyw z botwinkowymi chrupkami
(dla 2-3 osób)


3 niewielkie marchewki
1 pietruszka (korzeń oraz nać)
pęczek botwiny
oliwa
tymianek (świeży lub suszony)
sól morska i pieprz
0,5 l warzywnego bulionu
2 łyżki soku z cytryny lub winnego octu
mały pęczek koperku
kwaśna śmietana

chrupki:

1 szklanka mąki pszennej pełnoziarnistej
2 łyżki oliwy
kilka łyżek zimnej wody
sól gruboziarnista i świeżo mielony pieprz (kolorowy)

Warzywa dokładnie oczyszczamy i skrobiemy. Buraczki, marchew i pietruszkę kroimy na kawałki. Liście botwiny szatkujemy i odkładamy, łodyżki drobniutko kroimy i odkładamy do wyschnięcia na durszlaku.
Pokrojone warzywa umieszczamy w żaroodpornym naczyniu, skrapiamy oliwą, posypujemy tymiankiem, nacią i odrobiną koperku, solimy, pieprzymy i wstrząsamy naczyniem, by warzywa pokryły się oliwą. Pieczemy do miękkości w 170 st. C. Upieczone warzywa przekładamy do garnka, zalewamy gorącym bulionem, wrzucamy liście botwiny i zagotowujemy, następnie miksujemy, ale nie całkiem dokładanie, tak by wyczuwalne były kawałeczki. Zakwaszamy zupę sokiem z cytryny.

Składniki ciasta na chrupki mieszamy z łodyżkami botwinek, dodajemy stopniowo wodę, zagniatamy zwarte ciasto. Na blacie podsypanym mąką rozwałkujemy jak najcieniej ciasto na duży placek, pieczemy go kilka minut w wysokiej temp. (210 st.C), na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Po upieczeniu łamiemy na kawałki.

Zupę podajemy ze śmietaną, posiekanym koperkiem i chrupkami (ja dorzuciłam jeszcze upieczoną natkę).


29 September, 2011

Patison w kremie


Nie mogłam oprzeć się malutkim żółtym patisonkom w moim ulubionym warzywniaku. Najrozsądniej byłoby je włożyć w słoiki i zostawić w kwaskowej zalewie, by móc cieszyć się tymi słoneczkami w zimowe mrozy. Ale ich delikatny i niedominujący smak to świetna baza do eksperymentów. A ja miałam ochotę na krem. W tym samym czasie robiłam też dyniową z mlekiem kokosowym i kolendrą (nie zdążyłam ze zdjęciami), ale krem z patisonów dużo bardziej mi smakował. W wersji z imbirem i limonką. Zdziwienie malowało się też na twarzy męża, który bardzo sceptycznie podszedł do tej zupy (jak do każdej kremowej;)) i przyznał, że jest smaczna i ciekawa. Dlatego się nią dzielę:


Krem z patisonów i pomidorów z limonką i imbirem
ok 400 g patisonów (użyłam malutkich, ale mogą być każde)
ok 800 g świeżych dojrzałych pomidorów 
2-3 łyżki oliwy
2 ząbki czosnku
kawałek imbiru wielkością odpowiadający czosnkowi 
łyżeczka czerwonej pasty curry (opcja)
500 ml bulionu
200 ml śmietanki (użyłam 30%)
sól i pieprz, ewentualnie odrobina cukru
sok i skórka z 1 limonki

W garnku o grubym dnie rozgrzewamy oliwę. Na tarce ścieramy czosnek i imbir, podsmażamy razem z pastą curry i skórką z limonki przez chwilę i dodajemy umyte, pokrojone w kostkę patisony. Co chwilę mieszając smażymy je w przyprawach na małym ogniu przez kilka minut. Pomidory myjemy i kroimy w kawałki, dodajemy do patisonów, zalewamy bulionem i śmietanką, gotujemy pod przykryciem ok 10 min (aż patisony zmiękną). Ściągamy z ognia i miksujemy dokładnie zupę na krem. Doprawiamy go solą, pieprzem i cukrem jeśli trzeba. Podajemy skropione obficie sokiem z limonki. Smacznego!





12 September, 2011

Sierpniowe motyle i wrześniowa zupa



Wrocław nie przestanie mnie zadziwiać, wystarczy wyjechać na miesiąc, a już coś się zmienia. Przebudowy, nowe mosty, nowe miejsca. Nowi ludzie, jakby bardziej otwarci. No i udało się przegonić jesień. Ciepły wieczór w mieście. Tłumy ludzi spacerujących po Rynku i pustki w bocznych uliczkach. Ciche kamienice, knajpki pełne gwaru. Ciemne zaułki i świetliste neony. Latarnie. Wrocław to nie tylko miasto mostów, ale i latarń. Lubię na nie patrzeć. Słuchać rozmów osób, które mijają stolik przy którym siedzę. Przy samej ulicy, pod oknem pełnym kwiatów i ziół. Taki lekko paryski klimat. Wieje ciepły wiatr, ale zaczynam częściej myśleć o jesieni. O śliwkach i gruszkach, których teraz pełno na każdym straganie. O wielkich dyniach, pękatych patisonach. Jabłkach. Pomidorach. Papryce. Papryki też jest zatrzęsienie i chyba właśnie teraz jest najtańsza.

Warto z niej jeszcze skorzystać i zrobić np. zupę. Lekko pikantną, kremową. Można z mięsem, można bez. Ale obowiązkowo z czosnkiem i oliwą aromatyzowaną ostrą papryczką. I z pieprzem. Sprawdza się jako chłodnik, zwłaszcza w takie podrygi lata. Wspominam to lato patrząc na motyle.



Krem paprykowy z czosnkiem

4-5 dużych papryk (najlepiej czerwonych) + jedna do podania
1 marchewka
1 pietruszka
1 cebula
4-5 ząbków czosnku
1,5 l bulionu
oliwa (najlepiej aromatyzowana ostrą papryką)
kilka łyżek gęstego jogurtu
świeżo mielony pieprz

Cebulę, paprykę i czosnek drobno siekamy (jeden ząbek czosnku odstawiamy). W garnku o grubym dnie rozgrzewamy 3 łyżki oliwy i podsmażamy przez 5 minut (jeśli używamy mięsa należy je podsmażyć teraz, razem z cebulą, papryką i czosnkiem, a później wydłużyć czas gotowania). Marchewkę i pietruszkę myjemy, obieramy i drobno kroimy. Dorzucamy do garnka i podsmażamy kolejne 5 minut pod przykryciem, co jakiś czas mieszając. Zalewamy warzywa bulionem i gotujemy 15-20 minut. Zupę ściągamy z gazu, miksujemy i zabielamy jogurtem oraz doprawiamy pozostałym, startym ząbkiem czosnku. Przykrywamy i odstawiamy na kilka minut. Podajemy posypaną pieprzem, skropioną oliwą i z garścią świeżej, drobno posiekanej papryki. Zupa smakuje zarówno na gorącą i jako chłodnik. Smacznego!:)



04 July, 2011

I love Purple!


Fioletowy kalafior. Nie wiem czy widziałam kiedyś ładniejsze warzywo. Polowałam na niego odkąd zobaczyłam go kiedyś na zagranicznym blogu. Myślałam, że u nas nie ma szans. Tymczasem są. Kosztował 3 złote i wyglądał pięknie. Nie obchodziło mnie ani trochę jak smakuje, ale byłam pewna, że coś tak pięknego nie może być niesmaczne. Marzył mi się fioletowy krem. I spełniłam to malutkie marzenie. Zupa była pyszna, a jej kolor rozweselał do ostatniej łyżki. Gracie ze mną...w fioletowe?:)
Trochę było mi szkoda przerabiać go na krem, ale lubię kolorowe zupy. Pamiętacie walentynkowy krem z buraków i kapusty? Krem, który powstał z kalafiorka, zjadł nawet mój mąż, który ma uczulenie na miksowane papki. Mogłam zrobić sałatkę, z tym że ja za sałatkami nie przepadam:) Za zupami owszem. Zwłaszcza kolorowymi.


Krem z fioletowego kalafiora

niewielki kalafior fioletowy (można użyć zwykłego lub zielonego)
2 młode cebule
duży ząbek czosnku
kalarepka (lub rzepa, rzodkiew lub kilka rzodkiewek)
niewielki ziemniak
łyżka masła (płaska)
łyżeczka oliwy
litr bulionu
2 łyżki soku z cytryny

do podania: gęsta śmietana, oliwa, wędzona papryka (lub pasta z papryki)

Kalafiorka myjemy, dzielimy na cząstki. Cebulę kroimy w kostkę, czosnek w płatki. Rozgrzewamy w garnku masło i oliwę, wrzucamy cebulę i czosnek, delikatnie solimy i podsmażamy na małym ogniu, by cebula zmiękła, ale nie rumieniła się. Ziemniaka i kalarepkę obieramy, kroimy w kostkę i dorzucamy do garnka razem z kalafiorem, mieszamy tak by tłuszcz pokrył warzywa i chwilę smażymy, po czym zalewamy bulionem, przykrywamy garnek i gotujemy, aż warzywa będą odpowiednio miękkie. Zdejmujemy zupę z ognia, dodajemy sok z cytryny dla utrwalenia koloru i odstawiamy przykrytą na kilka minut. Jeśli trzeba doprawiamy solą i pieprzem. Miksujemy na krem. Podajemy z kleksem śmietany, skropiony oliwą i przyprószony papryką. Smacznego!

02 July, 2011

Soczewica i młoda marchewka - na dwa sposoby



Fakt, że mamy lato nie wyklucza roślin strączkowych z naszego jadłospisu. Fakt, że jest lato w dużej mierze wyklucza mięso z naszej diety. A to świetna okazja do eksperymentowania. Na przykład z soczewicą. Gdy zrobiło się ciepło rzuciłam się na warzywa i owoce, paczuszki z soczewicą zostawiając głęboko w kuchennych szufladach. Postanowiłam je wykorzystać.


Jakiś czas temu zrobiłam eklektyczne pierogi z kuminem, czarnuszką i tahiną. Niedługo potem bardziej swojską zupkę z pieczonym czosnkiem i pieprzem. W obu daniach główne role odegrały soczewica i marchewka. Zapraszam:)


Pikantne pierogi z soczewicą i młodą marchewką
kula ciasta na pierogi, wielkości pięści (nie podaję przepisu, bo zawsze robię na oko, nie dodaję jajka)
pół szklanki czerwonej soczewicy
2 niewielkie młode marchewki
2 młode cebule
ząbek czosnku
mała papryczka chili (suszona)
po pół łyżeczki kuminu, mielonej kolendry, czarnuszki 
szczypta cynamonu i kurkumy
1-2 łyżki tahiny
łyżka oliwy lub masła
sól do smaku
prażony sezam do posypania

Soczewicę płuczemy, gotujemy w niewielkiej ilości osolonej wody, lub na parze. Po odsączeniu miksujemy lub rozgniatamy widelcem. Cebulę kroimy w drobną kostkę, wyszorowaną marchew ścieramy na tarce. Na oliwie podsmażamy cebulę, gdy się zeszkli dodajemy marchew, przykrywamy i dusimy, aż zmięknie. Trwa to chwilkę. Następnie mieszamy warzywa z soczewicą, dodajemy tahinę, pokruszoną chili, starty ząbek czosnku i wszystkie przyprawy. 

Ciasto wałkujemy i szklanką wycinamy kółeczka, na środek każdego nakładamy ok 2 łyżeczek farszu i zlepiamy pierogi. Gotujemy w osolonym wrzątku z dodatkiem kapki oleju. Pierogi można potem także podsmażyć. Podajemy z łagodnym sosem (lub gęstym jogurtem) posypane prażonym sezamem. 


Zupa z zielonej soczewicy z pieczonym czosnkiem i tymiankiem

szklanka zielonej soczewicy
2 młode marchewki
korzeń młodego selera 
pomidor
ok 3 małych młodych ziemniaczków
główka czosnku
ok 1 l bulionu 
gałązka tymianku + łyżka oberwanych listków
spora ilość świeżo mielonego pieprzu
ewentualnie sól
oliwa

Z główki czosnku ścinamy wierzch, owijamy główkę folią aluminiową tak, by nie zakryć wierzchu, skrapiamy go oliwą i pieczemy przez ok 20 minut (może dłużej) w rozgrzanym do 170 st C. piekarniku.

W tym czasie zagotowujemy bulion z gałązką tymianku, wrzucamy soczewicę i gotujemy, aż lekko zmięknie. Warzywa szorujemy i kroimy w kostkę, dorzucamy do zupy. Gdy będą już miękkie, ściągamy zupę z ognia, wyciągamy gałązkę tymianku, a dodajemy upieczone i pozbawione skórek ząbki czosnku. Zupę miksujemy, doprawiamy grubo mielonym pieprzem, oliwą i świeżym tymiankiem, jeśli trzeba dosalamy. Smacznego!


A jeśli o tymianek chodzi, jutro zapraszam na pyszny, hipnotyzujący i uzależniający deser;)


17 June, 2011

Strączkowe i tymianek


Dla mnie to para idealna. Strączkowe lubię też z majerankiem. Ale to przywołuje wspomnienie maminej grochówki, albo fasolowej. Gęstych zup tego typu nie jadłam od lat. Wolę lżejsze wersje. Wolę fasolkę szparagową. Pastę z ziaren soi, grochu, z soczewicy. Albo jak dziś, z bobu. To dwie proste propozycje, na zupkę i na pastę, taki udawany hummus. Macie ochotę?


Udawany hummus z bobu, z tymiankiem
500 g bobu
łyżeczka sody oczyszczonej
2 łyżki oliwy
2 łyżki tahini
łyżka soku z cytryny
duży ząbek czosnku
listki tymianku oberwane z kilku gałązek (można zastąpić suszonym)
sól

Bób gotujemy do miękkości w wodzie z dodatkiem sody, po odcedzeniu chłodzimy zimną wodą (łatwiej się obiera). Obrane ziarna skrapiamy oliwą i rozgniatamy widelcem, dodajemy tahini, sok z cytryny, starty ząbek czosnku i tymianek. Doprawiamy do smaku solą. Dokładnie mieszamy, gotową pastę przekładamy do miseczki lub słoika, wierzch skrapiamy oliwą by nie obsychał i trzymamy hummus w lodówce, można przechowywać ok 3 dni. Doskonała pasta do świeżego chleba. Smacznego!


 Krem z fasolki szparagowej z tymiankiem

500 g młodej zielonej fasolki szparagowej
400 g młodych ziemniaków
pęczek dymki ze szczypiorkiem
3-4 ząbki czosnku
kilka gałązek tymianku + oberwane listki do podania
ok 2 l bulionu
oliwa z oliwek
pieprz kolorowy

Fasolkę myjemy, odcinamy końcówki, kroimy na mniejsze kawałki (wystarczy na pół). Ziemniaki szorujemy, kroimy w kostkę. Dymkę ze szczypiorkiem oraz obrany czosnek siekamy. W garnku rozgrzewamy 2 łyżki oliwy. Podsmażamy czosnek i dymkę ze szczypiorkiem. Zalewamy bulionem, gdy się zagotuje dodajemy fasolkę i ziemniaki oraz tymianek. Gotujemy aż warzywa zmiękną. Wyciągamy gałązki tymianku, zupę dokładnie miksujemy. Podajemy skropioną oliwą, posypaną świeżo mielonym pieprzem i listkami tymianku. Smacznego!




09 June, 2011

Zupa w groszki


Będę szczera. Na wiele lat zapomniałam o świeżym zielonym groszku. Używałam mrożonego, rzadziej z puszki. Ale gdy na świecie pojawiła się Lu ożyły pewne wspomnienia. Wspomnienia z początków wakacji kiedy razem z siostrą łuskałyśmy groszek na działce babci. Jadłyśmy go prosto ze strąków i ten smak surowego groszku jest jednym z tych, które zostają w pamięci jako bliskie sercu. Teraz powróciłam do tych chwil. Kupiłam groszek w sklepie, bo od dawna już nie ma ani Babci, ani tamtej działki. Razem z Lu łuskałyśmy groszek z ogromną przyjemnością. Może to głupie, ale jest w tym coś magicznego. Niedzisiejszego...


Jestem wielką miłośniczką warzyw. Chyba nie ma takiego, którego nie lubię. Ale jako dziecko nie znosiłam zup pełnych warzyw. Wszystko wykładałam na brzegi talerza i jadłam tylko wywar. To była prawdziwa mordęga dla mojej biednej Mamy, która bezskutecznie starała się mnie namówić choćby na kawałeczek pietruszki lub selera. Za to od zawsze lubiłam surówki, wszelkie warzywne dodatki do obiadu, szpinak duszony z dużą ilością czosnku. Kiedy na szkolnej stołówce inne dzieci upychały szpinak pod kartofle, ja szłam po dokładkę. Uwielbiałam marchewkę z groszkiem. To banalne, stare jak świat połączenie lubię do dziś. Dziś lubię też zupy pełne warzyw. Jak ta, którą dziś proponuję. Prosta, szybka i przywołująca wspomnienia:)


Zupa z młodą marchewką, groszkiem i kalarepką

500 g zielonego groszku w strąkach
3-4 młode marchewki
1 młoda kalarepka
kilka młodych ziemniaków (tyle i zmieścimy w garści)
1/2 młodego selera + kilka łodyżek
ok 2 l bulionu (ja gotowałam odpowiednio słony wywar z kurczaka)


Groszek łuskamy i płuczemy. Marchewkę i ziemniaki szorujemy pod bieżącą wodą, kroimy w kostkę lub talarki. Kalarepkę i seler obieramy, kroimy w kostkę, umyte łodyżki selera drobno siekamy. 

Zagotowujemy wywar (jeśli mamy wegetariański dodajemy łyżkę oliwy z oliwek lub masła), wrzucamy wszystkie warzywa poza groszkiem. Gotujemy na małym ogniu ok 10 minut, dorzucamy groszek i posiekane łodyżki selera (można dorzucić kilka liści dla mocniejszego smaku), gotujemy jeszcze kilka minut, aż groszek zmięknie. Gotową zupę można doprawić wg gustu pieprzem i posiekaną zieleniną (użyłam z braku świeżej zieleniny suszony szczypiorek z czosnkiem). 

Zupę można zmiksować, ale ja bardzo lubię rozgryzać groszek;) Smacznego!





27 May, 2011

Zupa lekko retro


Miała być wczoraj. Ale wczoraj miałam wycieczkę do Łodzi, siedzenie w dusznym samochodzie, w korkach. Załatwianie spraw, które wymagają wypełnienia więcej papierków niż to konieczne. A potem powrót w jeszcze większych korkach. Miałam czas by przyjrzeć się temu miastu. Łódź zawsze wydaje mi się niesamowicie smutna. Monochromatyczna. Nawet w słoneczne dni jest odrobinę szara. Jakby zakurzona. Brakuje mi kogoś, kto pokazałby mi jej inne oblicza. 

Być może jest tak niepozorna, jak oldschoolowa zupa szczawiowa. Nazywana w naszym domu jajkową, przez moją siostrą, gdy była jeszcze małą dziewczynką. Jajkowa należała do jej ulubionych zup. Ja nie przepadałam za nią. Może dlatego, że drażniła mnie łykowatość słoikowej miazgi szczawiowej? Nigdy nie zrobię zupy szczawiowej ze słoika. Natomiast taką ze świeżych liści mogłabym jeść na okrągło. 

Składniki:
  • pęczek świeżego szczawiu
  • pęczek młodej włoszczyzny (marchew, pietruszka, seler, por)
  • 2-3 ząbki młodego czosnku
  • łyżka masła
  • 1,5 l wody lub bulionu
  • kilka łyżek śmietany
  • sól i pieprz
  • do podania jajka i koperek lub szczypiorek
Warzywa myjemy, obieramy, drobno kroimy lub ścieramy na tarce. Szczaw dokładnie płuczemy i siekamy. Czosnek rozcieramy z odrobiną soli. W garnku rozgrzewamy masło, wrzucamy szczaw i czosnek i podsmażamy kilka minut, dodajemy resztę warzy, podsmażamy jeszcze kilka minut i zalewamy wodą lub bulionem (jeśli wodą, doprawiamy porządnie solą i pieprzem). Gdy warzywa zmiękną zupa jest gotowa. Odlewamy chochelką porcję zupy, leciutko studzimy i mieszamy ze śmietaną. Dodajemy znów do zupy i zabielamy. Podajemy z jajkiem (u mnie zawsze na miękko lub półtwardo) i ulubioną zieleniną. Ja lubię ją jeszcze doprawić na talerzu świeżo mielonym pieprzem. Smacznego!