14 February, 2011

święty Walenty i różowa zupa


No i mamy Walentynki. Dzień św. Walentego. Uznano go za patrona zakochanych, choć ja słyszałam, że w rzeczywistości figuruje jako patron chorych umysłowo...szaleńców. Czy to aby przypadkiem na jedno nie wychodzi?;)
Nie wzrusza mnie ten dzień. Ale też nie jestem całkiem anty, chociaż naprawdę denerwuje mnie ta kiczowata otoczka. Owszem, jeden taki dzień w roku to nic takiego, mamy Dzień Matki, kobiet, dziecka, dlaczego nie miałoby być dnia zakochanych? Chociaż ja tego dnia nie kocham męża bardziej niż zwykle. Każdego dnia okazujemy sobie miłość. A jeśli akurat mamy kryzys, to nie zapomnimy o nim tak po prostu, bo są Walentynki. Powiem tak: nie przeszkadza mi ten dzień. Nie kupujemy sobie z mężem kwiatów, misiów z serduszkami z napisem "I love you", bielizny i czekoladek. Robimy zupę. Zdrową, pyszną i przy okazji...różową:) 


Krem z czerwonej kapusty i buraków
Składniki:
  • pół małej czerwonej kapusty
  • 2 czerwone cebule (niewielkie)
  • 2 średniej wielkości buraki
  • 2 małe ziemniaki
  • 2 ząbki czosnku
  • niewielkie słodkie jabłko
  • 2-3 łyżki oliwy
  • sok z połowy cytryny
  • łyżeczka nasion kuminu, utłuczonych w moździerzu lub posiekanych dużym nożem
  • ok 250 ml bulionu warzywnego
  • pół szklanki mleka
  • sól i pieprz
  • do podania: śmietana i drobno poszatkowana kapusta
Zaczynamy od buraków: obieramy je i zalewamy w garnuszku 300 ml wody. Gotujemy ok 15-20 minut. W tym czasie obieramy cebulę i czosnek i drobno kroimy. W garnku rozgrzewamy oliwę i podsmażamy cebulę z czosnkiem i kuminem, ok 5 minut (uprzednio porządnie solimy i pieprzymy). W tym czasie szatkujemy kapustę i wrzucamy ją do garnka, mieszamy i podsmażamy jeszcze 5 minut. W tym czasie obieramy jabłko i ziemniaki i kroimy je w kostkę. Wodę z buraczków odcedzamy do miseczki i zakwaszamy ją sokiem z cytryny (dodajemy też odrobinę soli), mieszamy i odstawiamy, po chwili powinna zmienić kolor z brunatnej na purpurową. Buraczki razem z ziemniakami i jabłkiem dodajemy do garnka z kapustą i cebulą. Zalewamy taką ilością bulionu by tylko przykryć warzywa. Dusimy pod przykryciem aż jabłka się rozpadną a buraczki będą wystarczająco miękkie. Miksujemy warzywa na krem i dodajemy wodę z buraczków. Wstawiamy na ogień, dodajemy mleko i zagotowujemy, ewentualnie doprawiamy. Podajemy z kleksem śmietany i drobno poszatkowaną surową czerwoną kapustą. Smacznego:)



14 comments:

Amber said...

Mar, po prostu piękna zupa!
Zdjęcia takie pyszne,że chce mi się już biec do kuchni i gotować.Ups,ale nie mam czerwonej kapusty ani buraków...Chyba zrobię ją następnym razem.

wiosenka27 said...

Też nie przepadam za tym świętem, bo jest zbyt komercyjne. Ale zupa świetna:)

kasandraa6 said...

ślicznie się prezentuje

asieja said...

tak prawdziwie to napisałaś..

podoba mi się taka pyszna zupa.

Mihrunnisa said...

Zupa bardzo ciekawa a zdjęcie buraka ehhh marzy mi się kiedyś robić takie zdjęcia. Co do walentynek to dobrze słyszałaś Św. Walenty jest opiekunem umysłowo chorych i chorych na padaczkę. Dzisiaj jest światowy dzień chorych na padaczkę pozdrawiam. Odrobinę o tym u siebie napisałam. Pozdrawiam :-)

KUCHARNIA, Anna-Maria said...

Mar! Jak dobrze czytać twoje słowa, bo mam wrażenie, że czytam własne myśli:)
Zupa wspaniała, ale to u Ciebie już standard:)
Pozdrawiam!

mollisia said...

No, ciekawie, ciekawie:) Nie dość, ze składniki takie różnorodne to jeszcze ten kolorek! Może nie mój ulubiony, ale interesujący :D

Zaytoon said...

Niespotykana. To znaczy... Ja nigdy się z taką zupą nie spotkałam. Ale przyznać muszę, że jest kusząco różowa.

Pozdrawiam!

Ania vel Vespertine said...

Sliczne kolory i gra serwetki i obrusu - b. przemyślane!

Marta said...

Mar to musi być jakiś znak, bo mi pół akurat kapusty czerwonej zostało a buraków mam pod dostatkiem! A tak już rozpaczałam co z tą kapustą począć :)

mar said...

Martusiu,
widzisz, trzeba takim znakom ufać:)

Aniu,
takie słowa z Twoich ust to pełna motywacja!

Oliwko,
może i nie spotykana, ale smakuje świetnie, buraki i jabłko nadają jej słodkawy ton, mi taka kombinacja baardzo pasuje:)

Mollisia,
no ja nie szaleje z miłości do różu, ale taka zupa wygląda trochę funky;)

Anno-Mario,
myślę, że wiele osób podziela nasze zdanie w tej kwestii, co do zup, u mnie zawsze będą, nie wyobrażam sobie bez nich życia:)

Mihrunnisa,
byłam u Ciebie, super post.

Asiejko,
chciałam napisać więcej, ale to i tak trąci banałem, może właśnie dlatego jest prawdziwe;)

Kasandro i Wiosenko,
dziękuję, naprawdę polecam tę zupę, ale trzeba ją miksować, w wersji niemiksowanej wygląda tragicznie:)))

Amber,
no ja się szykuję na batatową:) dam znać jak wyszła gdy tylko ją zrobię, liczę na to samo;))

dziękuję Wam wszystkim i bardzo ciepło pozdrawiam!

Ag Pe said...

Takie buraczkowe szaleństwo to musi być pyszota. Zazdroszczę, ja wczoraj lasagne ciupałam. Ale wieczór był mało walentynkowy, bo przed gotowaniem naużerałam się w sklepie i na poczcie tak, że cały nastrój prysł.

mar said...

Aga,
lasagne nie jest zła:)mam nadzieję, że dzisiaj humorek lepszy, co tam Walentynki, można je świętować codziennie:) pozdrawiam!

ewelajna said...

Mar, taką zupę to ja bym też... Bardzo bym:)Bo buraczkowe wszelkiej maści uwielbiam:)
Pozdrawiam ciepło i biegnę w dół zobaczyć co Ty tu masz u siebie:)