Showing posts with label Boże Narodzenie. Show all posts
Showing posts with label Boże Narodzenie. Show all posts

22 December, 2011

Serniczki, limonki i życzenia



Przepis na te cudowne serniczki znalazłam już dawno w książce, którą kupiłam w ciuchlandzie za 4 złote:) To mała, ale nie za chuda książeczka wydawnictwa Murdoch Books, pod tytułem Steam it. Jak wskazuje nazwa zawiera przepisy na wspaniałe dania (podzielone na przystawki, dania główne i niesamowite desery) przyrządzane na parze. Z tymi serniczkami czekałam do Świąt, bo za spód mają jakże świąteczne gingersnaps. Korzenny aromat ciastek doskonale współgra ze smakiem limonek, a całkiem spora ilość śmietanki sprawia, że serniczki są kremowe, puszyste (mimo tego, że opadają) i po prostu pyszne.



Serniczki limonkowe na gingersnaps
z książki Steam it, wyd. Murdoch Books 2006

6 gingersnaps (lub innych okrągłych korzennych ciastek)
300 ml śmietanki (30-36%)
250 g kremowego twarogu (użyłam President)
2 jajka
80 g drobnego cukru lub cukru pudru (użyłam drobnego trzcinowego)
skórka z 1 limonki
4 łyżki soku z limonki (z połowy)

Piekarnik rozgrzewamy do 170 st. C. (w przepisie jest 160, ale piekły się opornie więc zwiększyłam temperaturę). Na dno sześciu ramekinów kładziemy po ciastku, odstawiamy. W misce miksujemy ser z cukrem, skórką i sokiem z limonki, a następnie z pojedynczo wbijanymi jajkami. Śmietankę ubijamy i dodajemy do masy, miksujemy tylko chwilę, do połączenia składników. Masę rozlewamy równymi porcjami do ramekinów. Foremki umieszczamy w jednej większej (np w dużej wysokiej blasze), napełniamy wodą do 2/3 wysokości ramekinów i wstawiamy ostrożnie do piekarnika. Pieczemy przez 50-60 minut, lub do momentu, aż wierzch delikatnie będzie się rumienił. Wyciągamy foremki z wody i zostawiamy do całkowitego wystygnięcia.

Nie zaleca się schładzania serniczków w lodówce, gdyż wówczas ciasta na spodzie stracą zupełnie chrupkość, jeśli jednak nie chcemy ich serwować od razu, lecz kolejnego dnia, przykrywamy wierzch folią spożywczą, a przed podaniem wyciągamy z lodówki odpowiednio wcześniej by uzyskały temp. pokojową. Smacznego!



Kochani!
To już ostatni mój wpis przed Świętami, w Wigilię wyjeżdżamy do rodziców, więc w tym roku omijają mnie wielkie przygotowania, a moje zadania ograniczają się do wypieku piernikowych brownies i kilku chlebów. 

Chciałabym Wam z całego serca życzyć Świąt spokojnych, takich bez pompy, bez stresu i pośpiechu, za to z najbliższymi. Zatrzymajmy się na chwilę, nacieszmy rodziną, przyjaciółmi, poświęćmy im czas, którego tak często nam brakuje. Życzę też sobie i Wam więcej refleksji nad naszymi relacjami, może na świątecznej liście gości albo wśród noworocznych postanowień warto uwzględnić odwiedziny, które ciągle przekładamy, odwiedziny kogoś, kto być może cały czas czeka. 

No i oczywiście niech te Święta będą tak smaczne jak tylko mogą być;)

20 December, 2011

Korzenny krem herbatnikowy


Zaczęło się od przeglądania oferty pewnego sklepu internetowego. Gdy zobaczyłam słoiczek z opisem krem herbatnikowy z miejsca uwierzyłam, że to coś wyjątkowo smakowitego. Natychmiast zapragnęłam stworzyć coś takiego we własnej kuchni, a szukając przepisu (nie znalazłam go) natknęłam się na wpis u D. Lebovitza, który określał speculoos cream jako coś wyjątkowego, co smakuje niesamowicie zarówno na świeżej bagietce, jak i wyjadane łyżeczką prosto ze słoika. Speculoos to rodzaj korzennych, świątecznych ciastek, to dzięki nim krem ma bogaty aromat i ostro-słodki smak. Nic dziwnego, że miałam wielką ochotę na choćby namiastkę takiego kremu. Nie jestem jakoś specjalnie zasadnicza w kwestii zdrowego żywienia, ale było dla mnie naturalne, że domowy krem herbatnikowy, nawet jeśli smakiem odbiega od oryginału, jest lepszy niż ten z dodatkiem utwardzanych tłuszczów roślinnych i innych podejrzanych składników. Mój przepis jest prosty, ale odwdzięcza się superpysznym efektem. Polecam gorąco, do pieczywa, naleśników, ciast i deserów, i do czegokolwiek Wam się zamarzy.


Korzenny krem herbatnikowy

200 g korzennych herbatników (ja użyłam swoich gingersnaps)
60 g masła (bardzo miękkiego)
2 pełne łyżki miodu

Herbatniki kruszymy i miksujemy bardzo dokładnie z resztą składników, jeśli masa wydaje się zbyt sucha lub zbyt gęsta można dodać łyżkę stopionego masła lub neutralnego w smaku oleju. Przekładamy do słoiczka i przechowujemy w suchym i ciemnym miejscu do 3-4 dni. Jeśli chcemy przechować krem dłużej można schować go w lodówce, ale wówczas bardzo tężeje i przed użyciem należy go ogrzać. Smacznego!



A już niebawem, w ostatnim przed Świętami wpisie, dowiecie się do czego jeszcze można wykorzystać gingersnaps:)

19 December, 2011

Korzenne, ostre i chrupiące...


Już wiadomo, że Święta nie będą białe. Momentami mam wrażenie, że zima obraziła się na nas, gdy ochoczo wypędzaliśmy ją czekając na szybsze nadejście wiosny. Mam nadzieję, że jej przejdzie i chociaż troszkę pomaluje Wrocław na biało. Tymczasem mimo braku śniegu i mrozu, w mojej kuchni rozgrzewające zupy, imbir i korzenne aromaty. 

Gingersnaps są dla mnie wspaniałą alternatywą dla tradycyjnych świątecznych ciastek i pierniczków. Może nie mają fantazyjnych kształtów gwiazdek i choinek, ale pod innymi względami są idealne. Chrupiące, z cukrową popękaną skorupką (u mnie tylko cukrową;)). Ostre w smaku dzięki dodatku pieprzu i świeżego, tartego imbiru. Są idealną bazą do sernikowego spodu lub kremu speculoos (na ten temat więcej napiszę jutro;)) I w sam raz na Święta, bo można przygotować je odpowiednio wcześniej (zamknięte w szczelnym pojemniku można trzymać do 4 dni). A formowanie brązowych słodkich kulek i obtaczanie ich w skrzących drobinkach cukru naprawdę odpręża. Wspaniałe zajęcie dla całej rodziny.


Gingersnaps
Martha Stewart, Baking Handbook

2 szklanki mąki pszennej
2 łyżeczki sody
3/4 łyżeczki cynamonu
1/4 łyżeczki mielonych goździków
1/4 łyżeczki świeżo mielonego pieprzu
1/2 łyżeczki soli
180 g masła o temp. pokojowej
1 1/4 szklanki ciemnego cukru trzcinowego (użyłam dark muscovado, ilość zmniejszyłam do niepełnej szkl.)
1/4 szklanki melasy (u mnie czarna, trzcinowa)
1 1/2 łyżki drobno tartego świeżego imbiru
1 duże jajo
1/4 szklanki drobnego cukru (u mnie trzcinowy)

W misce mieszamy mąkę z sodą, solą, cynamonem, goździkami i pieprzem. Odkładamy. W osobnym wysokim naczyniu (lub misce miksera) ucieramy mikserem masło, ciemny cukier, melasę i imbir na średnich obrotach, aż uzyskamy jasną puszystą masę (ok 2-3 min.). Wbijamy jajko i ucieramy jeszcze minutę. Następnie zmniejszamy obroty do minimum, dodajemy suche składniki i miksujemy tylko do połączenia (ciasto może wydawać się zbyt rzadkie by z niego formować, ale spokojnie: po schłodzeniu stwardnieje, więc powstrzymajcie się przed dodawaniem więcej mąki). Zakrywamy naczynie folią i wstawiamy do lodówki na minimum godzinę (można na całą noc). 

Piekarnik rozgrzewamy do 180 st.C. Dużą blachę wykładamy papierem (w przepisie są to dwie blachy, mi wyszły trzy). Schłodzone ciasto odrywamy po kawałku i formujemy niewielkie (2,5 cm) kulki, jednakowej wielkości. Każdą obtaczamy w drobnym cukrze i układamy na blasze, zachowując odstępy (ok 4-5 cm). Z podanych proporcji wychodzi ok 60 ciasteczek. Pieczemy ok 15 do 18 minut, ciastka przekładamy do wystygnięcia na kuchenną kratkę. Smacznego!




04 December, 2011

Mar jest zła, a ciasto jest dobre, nawet bardzo;)


We wczorajszym poście skłamałam, i to dwa razy! Po pierwsze ciasto, owszem, jest wieczorem, ale dzień później, za co Was najmocniej przepraszam, ale proza życia (oraz przeklęte światło, a raczej jego brak w wyniku pochmurnego nieba i uporczywego deszczu) pokrzyżowała mi plany. W tym miejscu pragnę Was także przeprosić za zdjęcia, robione w sztucznym świetle moim starym i nie za dobrym aparatem są niezbyt ładne, ale stwierdziłam, że lepsze takie niż żadne;) Po drugie, powiedziałam, że będzie piernik. Ale to nie jest piernik, użycie tej nazwy w tym wypadku to nadużycie, ponieważ sposób wykonania i skład tego wypieku odbiega dalece od oryginalnego piernika (mówię rzecz jasna o pierniku z nieprzyzwoitą ilością miodu, który mięknie z czasem i urzeka paletą korzennych aromatów). Mój "piernik" to tylko superszybkie ciasto o smaku piernika, ale ma swoje plusy. Przede wszystkim robi się je ekspresowo i poradzi z nim sobie każdy, nawet bez najmniejszego doświadczenia w pieczeniu. Zawsze wychodzi i jest bardzo miękkie i wilgotne (to wilgotność typowa dla ciast z dodatkiem np.dyni, cukinii czy bananów, w tym wypadku dodatkiem jest dżem lub powidła), więc można się nim cieszyć już od chwili gdy tylko wystygnie na tyle, by skusić się na kawałeczek. Moja Lu skusiła się bardzo szybko i gdy posmarowane polewą ciasto zostawiłam na chwilę samo w kuchni, po powrocie udekorowane było śladami małych paluszków;) Druga zaleta to smak, przypominający aromatycznego murzynka z piernikową nutą. Naprawdę polecam, zwłaszcza zabieganym;)


Ekspresowe ciasto piernikowe
z melasą i kakao

340 g mąki pszennej (można użyć razowej, ja użyłam zwykłej)
2 pełne łyżki przyprawy do piernika *
3 łyżki holenderskiego kakao
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
1,5 łyżeczki sody oczyszczonej
szczypta soli

250 ml mleka
1/2 szklanki oliwy
1/3 szklanki melasy **
2/3 szklanki cukru dark muscovado (nie ubitego)
2/3 szklanki ciemnego dżemu lub powideł (śliwkowe, porzeczkowe lub jagodowe)
2 duże jaja

polewa:

150 g białej czekolady
opcjonalnie: łyżka wody z kwiatów pomarańczy  (można także użyć soku pomarańczowego)
2 łyżki masła
2 łyżki mleka ***

oraz: łyżka jasnego cukru trzcinowego wymieszana z płaską łyżeczką cynamonu

Piekarnik rozgrzewamy do 180 st. C. Tortownicę smarujemy masłem i oprószamy mąką (najlepiej razową lub krupczatką). Suche składniki (6 pierwszych na liście) mieszamy w osobnym naczyniu i odkładamy. Mleko z cukrem, melasą, oliwą, dżemem oraz jajkami mieszamy za pomocą trzepaczki balonowej. Dodajemy suche składniki i dokładnie łączymy. Wylewamy ciasto do przygotowanej formy i pieczemy ok 50-60 minut (najlepiej wbić patyczek, jeśli po wyciągnięciu nie klei się, ciasto jest gotowe). Studzimy kilka minut w formie, następnie odpinamy tortownicę i studzimy całkowicie na kratce kuchennej. 

Przygotowujemy polewę: Wstawiamy na ogień garnek z wodą, a na nim umieszczamy miskę, tak by jej dno nie dotykało wody. Do miski wrzucamy połamaną czekoladę, masło, mleko oraz wodę pomarańczową i rozpuszczamy co jakiś czas mieszając. Gdy polewa jest gładka i błyszcząca wylewamy ją na ostudzone ciasto i szpachelką lub dużym nożem rozsmarowujemy na wierzchu. Posypujemy cynamonowym cukrem i zostawiamy na min. 15 minut. Smacznego!


* przyprawę do piernika można zrobić samemu mieszając: łyżkę cukru trzcinowego, 2 łyżki mielonego cynamonu, łyżkę mielonych goździków,  pół łyżki imbiru w proszku, po pół łyżeczki mielonego ziela ang. i pieprzu czarnego, po ćwierć łyżeczki mielonych kardamonu i gałki muszkatołowej - takiej przyprawy używam także do grzańca.

** melasę najlepiej odmierzać w szklance, w której wcześniej była oliwa, wtedy nie przyklei się do jej ścianek

*** jeśli zdarzy się, że polewa zbyt mocno zgęstnieje i pojawią się grudki, dodaj jeszcze trochę mleka i masła i energicznie wymieszaj trzepaczką.



31 December, 2010

Próba sernikowa i noworoczne życzenia


No tak. Porwałam się jakby z motyką na słońce. Ale nie żałuję. To mój trzeci sernik, nie licząc tych na zimno. Z pieczonymi nie mam doświadczenia, pierwszy, kajmakowy, upiekłam dośc niedawno na podstawie przepisu Liski z White Plate. Wyszedł rewelacyjnie, pewnie za sprawą idealnie dobranych przez nią składników. Ale od jakiegoś czasu miałam ochotę na sernik kokosowy, z migdałowym smaczkiem (miłośnicy Rafaello wiedzą o czym mówię). Chciałam, żeby był podobny do tego kajmakowego, ale z wyraźną kokosową nutą. Troszkę pokombinowałam (nawet przekombinowałam, ale o tym cicho sza;)) trzymając się jednak pierwowzoru. Obok jajek, składnikiem "stężającym" miał byc jednak budyń, a nie mąka. Ale uparte i nieufne stworzenie, jaki jestem dodało jeszcze mąki. Niepotrzebnie, mój sernik był zbyt zwarty i utracił kremową konsystencję, o jaką mi chodziło. No trudno, człowiek uczy się na błędach. W smaku nie mam mu nic do zarzucenia, jest prze-pysz-ny! A na oryginalny kokosowy sernik czekam, byc może Liska taki zrobi, a ten z pewnością będzie idealny:) Póki co, dzielę się z Wami moim eksperymentem.


Kajmakowy sernik kokosowy
Składniki:

Spód:
  • 150 g kruchych ciastek kokosowych
  • 50 g wiórków kokosowych
  • 50 g masła
Masa:
  • 600 g sera zmielonego (użyłam sera Wieluń)
  • 3/4 puszki (300 g) kokosowej masy kajmakowej (Bakalland)
  • pół szklanki cukru pudru
  • 3 jaja
  • 40 g budyniu waniliowego (lub śmietankowego) lub 2 łyżi mąki ziemniaczanej
Polewa
  • 100 g kokosowej masy kajmakowej
  • 2 łyżki mleka
  • 50 g płatków migdałowych (uprażonych)
  • 50 g wiórków kokosowych
Spód tortownicy wykładamy papierem do pieczenie, boki smarujemy delikatnie masłem, ja dodatkowo wysypałam je mąką. Ciastka kruszymy lub miksujemy w malakserze. Mieszamy z wiórkami i masłem, powstałą masą wylepiamy spód tortownicy. Wkładamy ją do lodówki. W tym czasie przygotowujemy masę: Piekarnik rozgrzewamy do 180 st. C. Ser miksujemy z cukrem na gładką masę, dodajemy kokosowy kajmak. Żółtka jaj oddzielamy od białek, dodajemy do masy, miksujemy wszystko bardzo dokładnie z budyniem. Białka ubijamy na sztywno ze szczyptą soli, delikatnie, ale dokładnie łączymy z masą. Wylewamy ją na spód i pieczemy sernik przez 50 minut. Studzimy sernik w wyłączonym piekarniku z uchylonymi drzwiczkami (mi mimo wszystko lekko opadł). W garnuszku podgrzewamy pozostałą masę kajmakową z mlekiem i dokładnie mieszamy, aż będzie gładka i lekko płynna. Równomiernie smarujemy nią wystudzony sernik. Wiórki kokosowe mieszamy z płatkami migdałowymi i posypujemy wierzch ciasta. Wstawiamy do lodówki na minimum godzinę. Smacznego:)


Kochani, w Nowym Roku 2011
życzę Wam wszystkiego co dobre, mnóstwa cudnych chwil, widoków, zapachów i oczywiście smaków. Życzę Wam, abyście starali się myślec pozytywnie niezależnie od sytuacji, otaczali się tym co piękne i kolekcjonowali piękne wspomnienia. Abyście trafiali tylko na dobre książki, filmy i dania. Aby Wasza kawa zawsze smakowała tak, jak chcecie i aby chleb był zawsze dobry i nigdy go nie brakło. Serdecznie pozdrawiam i do zobaczenia w przyszłym roku;)

26 December, 2010

w drugi dzień Świąt...babka


Babkę, którą dzielę się z Wami dzisiaj, upiekłam przed Bożym Narodzeniem, żeby wprawic się w świąteczny nastrój. To prosty przepis z ostatniej "Kuchni". Smakuje świetnie, tego się z resztą można było spodziewac po połączeniu wanilii z kardamonem. Może warto zrobic ją po Świętach, by ich magia została w nas dłużej...? Ja w każdym razie będę do niej wracac, bo wpisana jest na listę moich ulubionych wypieków.


Babka waniliowo-kardamonowa
Składniki:
  • 3 szklanki mąki (moja ma poj.250 ml)
  • łyżeczka zmielonego kardamonu (płaska, kardamon ma bardzo mocny aromat, łatwo przesadzic i zdominuje smak ciasta)
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 200 g miękkiego masła
  • 1,5 szklanki cukru (użyłam jednej szklanki)
  • 2 laski wanilii przekrojone wzdłuż
  • 4 duże jaja
  • 1 łyżka świeżo wyciśniętego soku z cytryny
  • 1 szklanka mleka (użyłam 3,2 %)
Rozgrzewamy piekarnik do 170-180 st. C. Formę do babki porządnie smarujemy masłem i wysypujemy mąką (ja do tego używam zawsze krupczatki). Mąkę mieszamy proszkiem do pieczenia, sodą, solą i kardamonem. Mikserem ucieramy masło z cukrem, aż powstanie jasna i gładka masa. Dodajemy ziarenka z wanilii. Ucieramy, aż dokładnie połączy się z masą i następnie wbijamy po jednym jajku, ucierając każde ok 30 sekund. Wlewamy sok z cytryny, zmniejszamy obroty miksera do minimum, po czym dodajemy na przemian porcje mąki i mleka. Ucieramy, aż wszystkie składniki dokładnie się połączą. Napełniamy ciastem formę. Pieczemy ok 60 min. (patyczek wbity w ciasto powinien byc suchy), upieczone ciast studzimy w formie przez godzinę, następnie wyjmujemy z formy i studzimy jeszcze godzinę (ha, tego oczywiście nie przestrzegaliśmy, babka została pożarta w połowie jeszcze ciepła). Wystudzoną babkę posypujemy cukrem pudrem (polecam waniliowy:). Smacznego!

25 December, 2010

w pierwszy dzień Świąt...sernik


W pierwszy dzień Świąt jest w końcu czas. By odpocząc. By zjeśc z rodziną śniadanie. By podumac. Popatrzec na sikorki za oknem. Nigdzie i z niczym się nie spieszyc. By spokojnie i bez presji zrobic obiad i nie martwic się o deser. Bo na deser został nam wczorajszy sernik. Pyszny sernik na piernikowym spodzie. Kolejny raz wg przepisu Liski z White Plate. Powoli dochodzę do wniosku, że jest sernikową fachmanką:) Na jej przepisach można polegac. Ten sernik to kwintesencja Świąt: spód z piernikową nutą i boska serowa masa pachnąca pomarańczami. A na wierzchu lekko kwaskowa jogurtowa polewa. Majstersztyk. I mimo, że nasze brzuchy były wczoraj pełne barszczu, pierogów i ryb, to sernikowi na deser nikt się nie oparł.


Do sernika w podanych niżej proporcjach powinno się użyc tortownicy o średnicy max 20 cm, moja jak się okazało jest większa, więc boki były wyższe niż masa serowa. W smaku oczywiście nie było różnicy, zatem nic strasznego się nie stało, poza tym, że sernik wyszedł mi może mniej efektowny niż oryginał:)


Świąteczny Sernik na podstawie przepisu Liski
Składniki: 

Spód:
  • 250 g ciasteczek typu digestive 
  • 100 g masła
  • 2 czubate łyżeczki przyprawy do piernika (ja użyłam znacznie więcej, ok 2 czubatych łyżek, mimo to aromat piernika nie zdominował ciasta)
Masa serowa:
  • 500 g zmielonego twarogu (użyłam gotowego sera w wiaderku President)
  • 160 g cukru pudru
  • 4 jaja
  • 1 łyżka startej skórki pomarańczowej
  • 1/2 łyżeczki przyprawy do piernika
  • 1 czubata łyżka budyniu waniliowego (użyłam całej torebki, 40 g)
  • 1 cukier waniliowy (najlepiej z prawdziwą wanilią)
Polewa:
  • 150 ml jogurtu naturalnego (użyłam greckiego, bo nie miałam innego:)
  • 1 łyżka startej skórki pomarańczowej
  • 1 łyżka cukru pudru
  • 1 łyżka świeżo wyciśniętego soku pomarańczowego (z uwagi na gęstośc jogurtu dałam 2 łyżki)
Tortownicę wykładamy folią aluminiową, boki smarujemy masłem. Ciasteczka miksujemy w malakserze, mieszamy z masłem i przyprawą do piernika, aż powstanie "ciasto", którym będziemy mogli wykleic spód i boki tortownicy. Wstawiamy ją do lodówki na pół godziny. Piekarnik nagrzewamy do 180 st. C. Przygotowujemy masę: Ser ucieramy z cukrem pudrem na gładką masę, następnie dodajemy po jednym jajku (najlepiej każde miksowac z masą ok 30 sekund, by dokładnie się połączyły. Dodajemy skórkę pomarańczową, przyprawę do piernika, cukier waniliowy i budyń, dokładnie mieszamy. Wylewamy masę na schłodzony spód. Pieczemy 45-50 minut (ja piekłam 50, brzegi się nie rumieniły). Po upieczeniu zostawiamy sernik do wystygnięcia w piekarniku z uchylonymi drzwiczkami. Przygotowujemy polewę (dokładnie wymieszac wszystkie składniki) i wylewamy ją na wystudzony sernik, dopiekamy jeszcze 15 minut. Studzimy i wkładamy na kilka godzin do lodówki. Staramy się nie umrzec z powodu boskiego zapachu:) Smacznego!


Ach, no i Wesołych Świąt! (czego nie pożyczyłam Wam wczoraj, ale szybko się poprawiam;)

23 December, 2010

lepiej późno niż wcale.brownies


Oj, nie wyszło mi w tym roku świąteczne blogowanie. Nic to. Postanowiłam wrzucic wszystkie te ciasta i wypieki w czasie Świąt. Może komuś przydadzą się na przyszły rok:) Ja na przykład zrobiłam brownies, które rok temu w "kuchni" polecał Jamie Oliver. Brownies wiecznie młode. I jak zawsze dobre. Wiśniowo-kasztanowe. Nie mam dużego doświadczenia w robieniu brownies, ale wyszły takie, jak powinny. Wilgotne, mięciutkie w środku i baaardzo czekoladowe. Schowane w zamkniętym pudełku zostaną zjedzone w pierwszy dzień Świąt. Chociaż nie wiem czy dotrwają, bo kuszą, oj kuszą:) Do roboty!


Kasztanowo-wiśniowe brownies wg J. Olivera
Składniki:
  • 200 g gorzkiej czekolady dobrej jakości (w przepisie jest 70%, ja użyłam 90%)
  • 75 g posiekanych prażonych kasztanów jadalnych
  • 75 g suszonych wiśni (przyznaję bez bicia, nie miałam suszonych, użyłam kandyzowanych:)
  • 175 g masła
  • 100 g przesianej mąki pszennej
  • 300 g cukru (ja użyłam jednej niepełnej szklanki)
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • 75 g przesianego kakao
  • 4 duże jaja
  • cukier puder do posypania
Piekarnik rozgrzewamy do 180 st.C. Czekoladę kruszymy i rozpuszczamy razem z masłem (w dużej misce, umieszczonej w garnku z gotującą się wodą - dno miski nie może dotykac wody). Mieszamy, by dokładnie się połączyły, po czym dodajemy kasztany i wiśnie. Zdejmujemy z ognia i studzimy. W osobnej misce mieszamy mąkę z proszkiem do pieczenia, kakao i cukrem. Tę mieszankę dodajemy do czekoladowej masy i mieszamy. Następnie dodajemy rozbełtane jaja i mieszamy aby wszystkie składniki się połączymy. Ciasto wylewamy na blachę wyłożoną pergaminem. Pieczemy 15-20 minut (patyk wbity w ciasto nie powinien byc całkiem suchy). Po wyciągnięciu studzimy pół godziny i kroimy na małe kwadraty (wychodzi ok 50 szt). Podajemy posypane cukrem pudrem.


Jamie proponuje jako dodatek creme fraiche ze startą skórką pomarańczy. Zamknięte szczelnie w pojemniku brownies można trzymac przez 3 dni.