28 October, 2011

Moje comfort food - makaron i grzyby


Wracamy do domu po jesiennym spacerze. Mogłam znów cieszyć się swobodnym wędrowaniem po wrocławskich uliczkach, Rynku, parkach i alejach. Przez ostatnie dwa tygodnie miałam problem ze stopą i byłam uziemiona, każde wyjście kończyło się bólem i wściekłością, że taka piękna jesień przecieka mi między palcami. Ale już po wszystkim:) I chociaż nie powinnam przeciążać stopy, dziś nie mogłam nacieszyć się spacerowaniem i podziwianiem ciepłych barw, jakie nabrał Wrocław w ciągu tego czasu. Z resztą, miałam specjalne zadanie, starałam się zrobić kolorowe zdjęcia dla kogoś wyjątkowego, kto zaprosił mnie do swojego blogu. Efekt możecie obejrzeć w moim gościnnym poście u Schokolade. To było bardzo miłe doświadczenie (dziękuję raz jeszcze Iwonko). Miło było też zjeść porcję gorącego makaronu z moimi ulubionymi dodatkami po powrocie do domu. Odpocząć w ciepłym dresie i skarpetkach, rozpuścić włosy, usiąść wygodnie w fotelu i jeść z miseczki na kolanach oglądając z Lu kreskówkę. Proste danie, które wypełnia brzuszek ciepłem i zadowoleniem;)


Razowy makaron z boczniakiem, cukinią i bryndzą

ok 130 g makaronu razowego (użyłam żytniego)
średnia cukinia
250 g boczniaków
3 niewielkie cebule (użyłam dymki oraz grubej jasnej części szczypioru)
120 g kremowej bryndzy
łyżka masła
2 łyżki oliwy
pół pęczka natki pietruszki
pół pęczka szczypiorku
sól
świeżo mielony pieprz ( u mnie kolorowy)

Makaron gotujemy w osolonej wodzie wg czasu podanego na opakowaniu. Na dużej patelni rozgrzewamy masło i oliwę. Wrzucamy posiekaną w piórka cebulę, lekko solimy. Boczniaka kroimy w paski, gdy cebulka zmięknie, dorzucamy i smażymy, mieszając co jakiś czas przez ok 5-7 minut. Dodajemy cukinię pokrojoną w cienkie paski, smażymy jeszcze chwilę, cukinia powinna zmięknąć ale też pozostać jędrna.

Odcedzony makaron mieszamy z warzywami i boczniakiem, doprawiamy solą i pieprzem. Dodajemy posiekaną pietruszkę i szczypior oraz porcje bryndzy nakładane małą łyżeczką lub rwane palcami. Można wymieszać, by serek się rozpuścił w daniu. Smacznego!:)

14 comments:

dream-about-muffins said...

Ciekawy makaron, duuży +, że użyłaś razowego :) Zdjecia tu i tam fantastyczne. Takiego połączenia boczniaku, cukini i bryndzy muszę koniecznie spróbować. Zapraszam zaraz do mnie, narazie czekam aż mi się załadują zdjęcia...

Pozdrawiam:)

Amber said...

Cudne zestawienie smaków Mar.
Jak ja tak lubię!
Spacer po mieście po jakimś czasie daje inne spojrzenie na te same znajome miejsca.
Miłego weekendu!

Schokolade said...

makaron,grzyby...fotografie i moja ulubiona kucharka-fantastyczne polaczenie:)
to ja dziekuje,ze sie zgodzilas wystapic:*

ewelajna said...

Proste i ładne - Mar, to Ty wrocławianka jesteś, fiu, fiu...:)

n i k a said...

Też lubię jesienne spacery. Jakoś pomagają mi ładować akumulatory ;)
Ciekawe to Twoje zestawienie makaronowe -chyba trafia w moje smaki :)
Pozdrawiam!

Monisia said...

Piękne zdjęcia z klimatem na obu blogach i danie wspaniałe,w sam raz na jesień;)makaronu z bryndzą jeszcze nie próbowałam,ale chyba niedługo się skuszę,pozdrawiam M.

magda k. said...

o to mogło by być i moje ulubione danie :)

Kasia said...

wygląda smakowicie! :)

burczymiwbrzuchu said...

Tak przygotowany makaron sprawił by mi wiele radości :) Bryndza, boczniaki i cukinia w jednym daniu na pewno świetnie smakują :)

Marta said...

Mar, a ja tak lubię bryndzę! A do tego z grzybem, mniam!

Ania Włodarczyk (aka vespertine) said...

ooo, mam tę miseczkę ;) Śliczne, klimatyczne zdjęcia! I makaron razowy - mój ulubiony.

Mar said...

Aniu, wiem, że masz, też miałaś m.in. kurki w niej;) dzięki za miłe słowa

Anonymous said...

Zapraszam do wzięcia udziału w konkursie skierowanym do blogerów prowadzących blogi kulinarne organizowanym przez

producenta herbaty Dilmah. Wystarczy na stronie dniherbaty.pl w zakładce: "Herbata z dodatkami" zamieścić autorski

przepis napoju na bazie herbaty. Do wygrania ciekawe nagrody.

shaday said...

No, to widzę, że mamy wspólny posiłek. Moje comfort food to również makaron z grzybami. ;) Z tym, że bryndzy jeszcze nie próbowałam. Czas to zmienić!