12 May, 2011

Best comfort food ever czyli nieśmiertelny rosół


Kiedy jest mi smutno, jem rosół. Kiedy jestem chora i zmęczona, jem rosół. Kiedy chcę zrobić coś co zawsze wychodzi dobre, robię rosół. Nie pamiętam żadnej rodzinnej imprezy bez rosołu. Każdy jest inny. Nawet gdy sama go robię, za każdym razem wychodzi inaczej. Zimą dodaję opaloną cebulę. Wiosną robię go z młodych warzyw i podaję z jajecznym makaronem. Jeśli lubicie rosół, tak jak ja, przyznacie, że jest coś pocieszającego w okach pływających na powierzchni, prawda? Są domy, w których nie ma niedziel bez rosołu. Tak jest u mojej mamy. Ja nie robię go tak często. Żeby się nie znudził...

Młode warzywa kupiłam ze względu na dzieci. Lekki rosołek z lubczykiem z własnego ogródka. Lubią go tak, jak ja. Wcinają, aż im się uszy trzęsą. Nie gardzą nawet natką. Wyjadają marchewkę. Jedzą szybko, by móc wrócić do zabawy na dworze. Pola nauczyła się mówić kółko. Chwalę maluchy, bo są dziś wyjątkowo grzeczne. 
-Ciooociu...dziękuję z całego serca
Pytam, za co.
-Za ten dzień...
:)

Rosół z młodych warzyw z lubczykiem

Składniki:
  • ćwiartka kurczaka (najlepiej ekologicznego) lub golonka indycza
  • pęczek młodej włoszczyzny, bez kapusty
  • 2 gałązki lubczyku 
  • 4 ziarenka ziela angielskiego
  • sól (wg gustu)
  • świeżo mielony pieprz (j.w.)
  • makaron jajeczny
Mięso dokładnie myjemy, zalewamy zimną wodą i wstawiamy na ogień. Gdy się zagotuje, zbieramy szumowinę (dokładnie!) i zmniejszamy ogień. Marchewki, pietruszki i seler myjemy pod bieżącą wodą, oskrobujemy delikatnie i wrzucamy do zupy. Płuczemy pora, po kilka gałązek naci selera i pietruszki (jedną zostawiamy do posypania) i lubczyk. Dodajemy do zupy, wrzucamy ziele angielskie, solimy i gotujemy na małym ogniu ok 45-50 min. Doprawiamy pieprzem i jeśli jeszcze trzeba solą. Podajemy z makaronem i posiekaną natką pietruszki. Smacznego!

16 comments:

Tylko Spróbuj said...

smakowicie!
zdjęcia są tak sugestywne, że aż czuję ten zapach .. :)

Arvén said...

Uwielbiam rosół. Są ludzie, którzy się odcinają od tej 'do bólu polskiej' zupy, a ja ją po prostu ubóstwiam :D I w dodatku jest bazą do tylu różnych zup...
I zgadzam się, jest jak kameleon - u każdego smakuje inaczej.

mopswkuchni said...

Tak rosół jest dobry na wszystko. Samo jego przygotowanie sprawia, że lepiej się robi na sercu :) http://wlodarczyki.net/mopswkuchni/

Pieknoscdniablog said...

Jestem jedną z tych osób, która nie lubi zup i to od dziecka, a rosołu wręcz nie znoszę... do czasu aż jestem chora. Wtedy jest ukochanym lekarstwem stawiającym na nogi:)

Aga said...

Wygląda wspaniale! Moje dziecko byłoby zachwycone, jest absolutnie rosołożerna.
Pozdrawiam, aga

Kini^^ said...

nie ma co gadać na temat rosołu. jest rewelacyjny i kropka :) a taki ze świeżych warzyw musi być podwójnie pyszny! :)

ps. zdjęcie kici, mniam! pożeram wzrokiem :)

Maggie said...

Ty to nawet rosol potrafisz sfotografowac tak, ze slinianki szybciej pracuja :) A w kocie sie zakochalam. Mam slabosc do rozowych noskow.

wykrywacz smaku said...

oj klasyka, nie ma jak rosołek ;-)

aga said...

nie ma to jak domowy pyszny rosolek, mniam:)

schokolade said...

Rosol to ulubiona zupa moich panow...robie go tak jak Ty :)
tylko u nas gore biora lane kluski w nim...maz ze starszym synem zawsze "bija" sie o marchewki;)

just-great-food.blogspot.com said...

Dobry rosół to świetna sprawa, a jeszcze jak jest z kurczaka zagrodowego...mmm :)

mar said...

kurcze skasowalo mi ten post:( nawet nie wiem kto mnie odwiedził poprzednio:) ubóstwiam rosół, jest lekarstwem na wszystko od przeziębienia po złamane serce;)

Bea said...

W dziecinstwie rosol byl dla mnie katorga ;) Teraz lubie, ale gotuje dosyc rzadko, w zasadzie tylko wtedy gdy zmagam sie z jakimis zimowymi wirusami ;)
Kociak na ostatnim zdjeciu przeslodki! Moja tesciowa tez ma takiego wlasnie uroczego rudzielca :)

Pozdrawiam serdecznie!

Beti said...

rósół jest dobry na wszystko! cudny kocurek!

Magda said...

U mnie też rosół był niedzielnym rytuałem ;) Sama rzadko go robię, ale właśnie dlatego teraz doceniam najbardziej. Pyszne zdjęcia ;)

Karolina said...

Nie wiem jak to jest, ale ten niesmiertelny rosol nigdy mi sie nie znudzi. Taki powoli, z sercem gotowany, a z lubczykiem to juz w ogole! :) Az mam ochote ugotowc i sama zrobic makaron. Rosol piekny na Twoich zdjeciach, ale kociak i przebija wszystko. :)